Schurken, die die Welt beherrschen wollen. Heute:ech "Katsche" Kaczyski , lajdaki, które chca opanowac swiat. Dzisiaj: Kaczynski, Lech
PETR DAVID JOSEK AP
|
Prezydent i premier
na miejscu katastrofy
- prezydent w kasku,
premier z boku
|

Schurken, die die Welt beherrschen wollen. Heute: ech "Katsche" Kaczyski
26.6.2006 taz Die Wahrheit 177 Zeilen, PETER KÖHLER S. 20
Edat:26.06.2006 221; Titel:kartoffel 75
http://www.taz.de/pt/.1/archiv/suche?demo=1&dos=1&tx=katsche
Łajdaki, które chcą opanować świat. Dzisiaj: ech "Katsche" Kaczyski...
Jako "obrzydliwy" określił Kazimierz Marcinkiewicz opublikowany pod koniec czerwca artykuł o prezydencie Kaczyńskim w niemieckiej gazecie "Die Tageszeitung". Premier oświadczył, że reakcja polskiej ambasady w Berlinie w tej sprawie "jest nieodzowna".
"Tak się nie robi, to jest zupełnie zadziwiająca sytuacja. Trudno sobie wyobrazić, aby w Polsce ktokolwiek pozwolił sobie na tego typu teksty o prezydentach innych państw. Reakcja musi być" - powiedział Marcinkiewicz, który we wtorek rano był gościem programu "Kwadrans po ósmej" w TVP1 -
informuje ONET, który tak samo jak premier Marcinkiewicz jest bardzo młody i nie wie, że wolna prasa w Niemczech nie jest pod kontrolą rządu federalnego, a Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Cyrkowisk nie może przecież wszystkiego sam tak dobrze skontrolować jak w Polsce.
Onet tłumaczy tytuł artykułu w literacki sposób, w którym OPANOWANIE świata zastąpiono słowem rządzenie
Tekst pod tytułem "Młody polski kartofel. Dranie, które chcą rządzić światem" niemiecka gazeta opublikowała 26 czerwca - na kilka dni przed planowanym w Weimarze szczycie z okazji 15-lecia Trójkąta Weimarskiego. Według wtorkowej "Gazety Wyborczej", artykuł był jedną z przyczyn pogorszenia zdrowia polskiego prezydenta, który w niedzielę odwołał swój udział w planowanym na 3 lipca szczycie. Także według "Rzeczpospolitej" publikacja mogła być powodem przełożenia szczytu. W spotkaniu mieli wziąć udział - poza polskim prezydentem - niemiecka kanclerz Angela Merkel i prezydent Francji Jacques Chirac.
Premier, pytany, czy to publikacja niemieckiej gazety była powodem odwołania szczytu w Weimarze, odparł: "ja bym jednak tych dwóch rzeczy ze sobą nie łączył". Marcinkiewicz podkreślił, że to względy zdrowotne wykluczyły udział prezydenta w weimarskim szczycie.
Marcinkiewicz był też pytany o odwołanie ze stanowiska dyrektora Departamentu Systemu Informacji MSZ Pawła Dobrowolskiego. "Życie Warszawy" poinformowało w sobotę, że przyczyną dymisji Dobrowolskiego było prawdopodobnie opublikowanie na stronie internetowej MSZ skrótu artykułu z "Die Tageszeitung".
"To sytuacja troszkę zadziwiająca. Jeśli obrzydliwy artykuł jest wywieszany na stronach MSZ, to chyba sytuacja niedopuszczalna i reakcja musi być w takim przypadku natychmiastowa" - powiedział premier. http://wiadomosci.onet.pl/1350440,11,item.html
Rzeczpospolity rzuca więcej światła na ściemnianie w sprawie choroby braci Kaczyńskich i premiera Marcinkiewicza:
Zdumiewająca była też sekwencja zdarzeń - dopiero w niedzielę po południu prezydent stwierdził, że nie może jechać, i usiłował namówić premiera Kazimierza Marcinkiewicza, żeby go zastąpił. Na to jednak mieli nie zgodzić się niemieccy i francuscy partnerzy.
Lekarz zalecił odpoczynek
Oficjalny powód rezygnacji Kaczyńskiego z udziału w szczycie to choroba. Jak zapewniał wczoraj rzecznik prezydenta Maciej Łopiński, chodzi o "zaburzenia czynnościowe przewodu pokarmowego". Prezydent źle się poczuł podczas weekendowego pobytu w ośrodku na Helu. Wezwany lekarz miał zalecić 2 - 3 dni odpoczynku.
W ten sam sposób tłumaczył brata Jarosław Kaczyński. - Prezydent ma pewne kłopoty ze zdrowiem, takie jakie miał jeszcze jako prezydent elekt, a później na samym początku prezydentury - mówił w Tarnowie. Jednak niedawno, podczas wywiadu dla "Rz", prezes PiS zapewniał, że dolegliwości brata już minęły.
Prawdziwa choroba niezwykle rzadko jest powodem odwoływania ważnych spotkań. Dlatego w kręgach rządowych pojawiło się inne, choć nieoficjalne, wyjaśnienie nagłej absencji prezydenta.
Satyra na bliźniaków
Od kilku wysokich urzędników MSZ dowiedzieliśmy się, że może chodzić o artykuł opublikowany w ubiegłym tygodniu na satyrycznych stronach dziennika "Der Tageszeitung". Artykuł ten znalazł się, jak wszystkie zagraniczne materiały prasowe na temat Polski, w internetowym biuletynie MSZ. Szybko jednak został zdjęty, a odpowiadający za biuletyn dyrektor Departamentu Systemu Informacji Paweł Dobrowolski stracił stanowisko. W artykule w bardzo niewybredny sposób podsumowano braci Kaczyńskich. Znalazły się tam np. sformułowania, że "polski prezydent nie sięga niemieckiej głowie państwa do kolan", Lech Kaczyński zabronił warszawiakom "publicznego pokazywania męskich tyłków". W tytule znalazło się sformułowanie "Dranie, które chcą rządzić światem". - Nie jest wykluczone, że prezydenta ubodło, że rząd niemiecki w żaden sposób nie zareagował na tę obraźliwą publikację, nawet się do niej nie odniósł - usłyszeliśmy w MSZ.
Majkowski: to brak profesjonalizmu
W resorcie spraw zagranicznych słychać opinie, że odwołanie szczytu nie jest w polskim interesie, szczególnie wobec ostatniego zacieśniania relacji niemiecko-rosyjskich. Tym bardziej że kolejny termin ewentualnego spotkania może przypaść najwcześniej na jesieni.
Podobny pogląd ma Andrzej Majkowski, który odpowiadał za sprawy międzynarodowe w Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Jego zdaniem odwołanie przezstronę polską szczytu Trójkąta Weimarskiego bez podania istotnego powodu to niedobry sygnał dla Francji i Niemiec. - Na dodatek zrobiono bardzo nieprofesjonalnie. Nie można w tak enigmatyczny sposób tłumaczyć niedyspozycji prezydenta. Skoro jest ona powodem odwołania tak ważnego wydarzenia politycznego, powinien zostać wydany komunikat lekarski - mówi Majkowski.
Zalewski: nieszczęśliwy zbieg okoliczności
Nieco inaczej na sprawę patrzy Paweł Zalewski, szef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych (PiS). - Nie mam powodu nie wierzyć w przyczyny odwołania spotkania podawane przez Kancelarię Prezydenta. To jest nieszczęśliwy zbieg okoliczności, ale tak się czasem zdarza - mówi Zalewski. Nie daje on wiary, że prawdziwą przyczyną była publikacja w "Der Tageszeitung".
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060704/kraj/kraj_a_2.html
Rzeczpospolita wylicza też inne choroby, na które zapadał prezydent Lech Kaczyński:
| Niedyplomatyczne przypadki prezydenta |
|---|
|
Choć Lech Kaczyński jest głową państwa zaledwie pół roku, już kilka razy zdążył dyplomatycznie zachorować. Ostatni przypadek jest chyba najbardziej spektakularny, niezależnie od tego, czy choroba jest tym razem prawdziwa, czy dyplomatyczna odwołanie szczytu Trójkąta Weimarskiego nie zdarza się często. Zdrowie prezydenta szwankuje od początku kadencji. Niedawno jego brat Jarosław właśnie kłopotami zdrowotnymi tłumaczył małą aktywność Lecha Kaczyńskiego w pierwszych tygodniach urzędowania. Szczęścia do spotkań z chorym prezydentem nie mieli np. sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. Nie pojawił się na ich corocznym zgromadzeniu, choć jego poprzednik zawsze to robił. Pod koniec maja Lecha Kaczyńskiego zabrakło także na uroczystościach 20-lecia Trybunału. Sekretarz stanu w jego kancelarii Robert Draba tłumaczył wtedy, że szef "jest przeziębiony, ma wysoką gorączkę i jest w domu". Niemal w tym samym czasie Kaczyński przyjmował naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha, który dzień wcześniej padł ofiarą antysemickiego napadu. Zgrzytem było też odwołanie wizyty prezydenta w Wielkiej Brytanii. Zaczęło się od Brytyjczyków, którzy nie chcieli, by wizyta pokrywała się z uroczystościami urodzinowymi królowej. Gdy jednak zaproponowali niewielką korektę terminu, Kancelaria Prezydenta w ogóle odłożyła podróż. p.ś. |
Rzeczpospolita zapomina o śwince, na którą zapadł Lech Kaczyński 1.03.2006 r. podczas podróży na Ukrainę, kiedy na skutek jakiejś amnezji pogodowej prezydent wszystkich Polaków - żywych i umarłych - olał Polaków zamordowanych przez żydokomunistyczne NKWD w Charkowie strzałem w tył głowy, nie zmówił za nich Wieczny Odpoczynek, nie odmówił Kadisz.
"Szubrawcy, którzy chcą zawładnąć światem. Dzisiaj: Lech »Katsche« Kaczyński (katschen – żuć, mlaskać) – to pierwsze słowa opublikowanego w "Tageszeitung" artykułu "Nowy polski kartofel" autorstwa Petera Köhlera.
Köhler za cel drwin obrał sobie braci Kaczyńskich, a w szczególności prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Lech Walesa do: red. Piotr Jakucki, Tygodnika NASZA POLSKA - wywiad z Krzysztofem Wyszkowskim zamieszczony w Naszej Polsce z dnia 27.VI.2006 r.
Lech Wałęsa
Gdańsk 2006-07-02
Pan
Piotr Jakucki
Redaktor Naczelny
Tygodnika „NASZA POLSKA”
Ul. Dobra 5 m.1
00-384 Warszawa
Szanowny Panie Redaktorze,
Pański wywiad z Krzysztofem Wyszkowskim zamieszczony w Naszej Polsce z dnia 27.VI.2006 r. sprawił mi wielką przykrość. Określanie mnie przydomkami: TW „Bolek”, nieujawnionym agentem, niewyszkolonym koniem – na twardej uździe, chytrym Lesiem i wielkim zdrajcą, są wielce krzywdzące. Wszystkim tym epitetom przeczą dołączone: 1. Certyfikat pokrzywdzonego wydany przez IPN i 2. Postanowienie Sądu Lustracyjnego, które to dokumenty, wbrew obiegowym opiniom ludzi nie dokształconych, można wprawdzie dowolnie krytykować, tylko nie można ich wzruszyć, poza sądem. Dlatego smutne to jest, gdy tak znani dziennikarze, w celu utwierdzenia się w swoich wysublimowanych odczuciach moralnych i prawdach fundamentalnych, uciekają się do działań bezprawnych oraz zachowań nieobyczajnych.
A w ogóle, to tak misternie spreparowanego wywiadu, nie skojarzył bym ze swoją osobą, gdyby z tymi paranoicznymi wymysłami nie mieszano równocześnie mojego imienia. We wszystkich encyklopediach, przy prezentowaniu moich osiągnięć, prócz wielu dokonań przypisuje mi się: Pokojową Nagrodę Nobla, przewodnictwo Solidarności, prezydenturę RP, około 100 doktoratów honorowych (kilka tytułów profesora) i posiadanie bardzo wielu różnych tytułów, medali oraz odznaczeń, a przede wszystkim miano pogromcy komunizmu. Oczywiście, za tym wszystkim, spłynął na mnie deszcz nagród i strumień pieniędzy. Wiele w życiu osiągnąłem dzięki temu, że nigdy nie byłem niewolnikiem i bezkrytycznym wielbicielem pieniędzy, służb specjalnych (SB) oraz wielu innych pokus, z komunizmem na czele.
Problem deszczu pieniędzy spadającego na Solidarnościową Rewolucję, definitywnie zamknął ks. Henryk Jankowski (mimowolny kasjer Solidarności), na Pierwszym Zjeździe. Ks. Henryk Jankowski zdając sprawozdanie ze stanu kasy oznajmił, że finanse prowadzone były zgodnie z prawem i obyczajem, z najlepszą wiedzą oraz należytą starannością – po bożemu – co on potwierdza słowem kapłańskim. Zjazd przez aklamację przyjął sprawozdanie a żaden następny go nie podważał.
Tak więc urojenia p. Wyszkowskiego, powstałe w wyniku chorobliwych omamów po 25 latach, o tzw. pieniądzach paryskich, należy między bajki włożyć. A już twierdzenie, że on lepiej wszystko widział, bo zawsze trzymał się blisko mnie, że względu na przemycanie ważnych dokumentów, cieszących się rzekomo szczególnym zainteresowaniem służb specjalnych, brzmi dość dwuznacznie. I robienie ze mnie, przewodniczącego 10 milionowego Ruchu Społecznego Solidarność, „balzakowskiego skąpca” to rzeczywiście pomysł na Panów miarę i telewizji 2 TVP, w programie „Warto rozmawiać” dnia 22 maja 2005 r.
Gdy ja jako ofiara gwałtu, w obronnym odruchu, zwróciłem się do gen. Jaruzelskiego o odrobinę empatii dla swojej ofiary, to potraktowany zostałem zgodnie z lepperowską wykładnią pojęcia gwałtu, i to przez wszystkich obecnych w telewizji intelektualistów z senatorem Z. Romaszewskim na czele, prócz red. Pawła Wrońskiego, który jako jedyny odważył się zaprotestować, że coś tu nie tak. Szczególnie okrutnie zachował się wyedukowany w Moskwie senator RP Z. Romaszewski, demonstrując wręcz ostentacyjne obrzydzenie do ofiary komunistycznego gwałtu, czyli do mnie. A co ja złego uczyniłem, oczekując ludzkiego odruchu w postaci potwierdzenia swojej niewinności, od swojego gwałciciela – gentlemana, udającego heglowskiego herosa. Natknąłem się na duże potępienie otoczenia i zimne (obojętne) oblicze gen. Jaruzelskiego, człowieka o kamiennej twarzy i krzemiennym sercu funkcjonariusza. I tym razem, w katolickiej Polsce, ofiara okazała się winna a nie powszechnie szanowany rezydent radziecki.
W prezentowany w wywiadzie, mój wizerunek, człowieka żyjącego „z kieszonkowego” od Solidarności oraz napiwków, widocznie odpowiada pracownikom naukowym IPN, a także dobrze wpisuje się w historię rozmów z pułkownikami SB. Ale nawet wówczas (14 listopada 1982 r.), dla mnie to nie byli partnerzy do rozmów o Polsce. Byłem jednak w ich mocy (jako zakładnik) i to oni przyszli do mnie by mi podyktować warunki. Ja się im nie zwierzałem i nic od nich nie chciałem, nie było więc żadnego handlu. A, że z tych „gadek” zrodziła się III RP, to widocznie takie było zrządzenie losu. Wyszło przy tym, jak z tym mitycznym Midasem, czego się nie tknąłem zamieniało się, wprawdzie nie w złoto, ale w wielką politykę.
Przypisywanie mi przez Panów Redaktorów nienawiści do Anny Walentynowicz i Andrzeja Gwiazdy to jakieś kosmiczne nieporozumienie. Nigdy nie ukrywałem, że dzięki ich zaangażowaniu i poświęceniu zwyciężyłem oraz spadł na mnie ten deszcz obfitości, który wyżej wyszczególniłem. I chwała im za to, oraz innym podobnym – mówię to w imieniu Wolnej Polski. Będąc ze mną, byli Oni wielkimi ludźmi, ale za to co zrobili ze swoim życiem później, nie mogę odpowiadać. Nic na to nie poradzę, że nikt ich już do niczego nie potrzebuje, prócz snucia prymitywnych intryg.
Ja, urodziłem się wolnym człowiekiem, nie byłem i nie jestem konspiratorem, donosicielem ani małym kombinatorem (co poniektórzy chcą mi przypisać), nie mam też psychicznego zeza, ale mam za to sprawną busolę moralną oraz instynkt uczciwego człowieka. Dlatego za użyte w wywiadzie, pod moim adresem epitety, naruszające dobre obyczaje, żądam moralnego zadośćuczynienia. W innym bowiem przypadku będę zmuszony zwrócić się do sądu powszechnego o obronę dobrego imienia oraz ochronę dóbr osobistych.
Pozostaje z szacunkiem
Lech Wałęsa
Od:
Lech Wałęsa lwprezydent@wp.pl
| Data: | 3 lipca 2006 15:05 |
Link Skomentuj » , ,
Sonntag, 02. Juli 2006
Lech WALESA: oto dowody na ich nikczemna dzialalnosc
Wysoki Sądzie
Pozwany jak i jego kilku świadkowi to grupa ludzi która ma swoją prawdę i szuka do tej tylko prawdy dowodów .Nikt i nic nie jest w stanie ich przekonać , nie przyjmują od zawsze do wiadomości faktów ,argumentacji racjonalnej , wyroków Sądów .W związku z tym nie będę starał się przekonywać do oczywistości a tylko dostarczę niepodważalnych dowodów i faktów ..na absurdy tych obrzydliwych pomówień na niszczenie dobrego imienia ,honoru tak indywidualnego jak i zbiorowego- Polskiego .Bo przecież to jest publiczne szkalowanie przewodniczącego solidarności i szkalowanie największego Polskiego pokojowego zwycięstwa pod moim przewodnictwem .Nie mamy w historii dużo zwycięstw a to co mamy też niektórzy próbują niszczyć .W walce przeciwnik tych ludzi wykorzystywał podrzucając spreparowane materiały czy podpowiadając im do wykorzystania zaistniałe sprzyjające ku temu okoliczności .Dysponując podrzuconą tak przygotowaną manipulacją ludzie Ci stawali się często bardziej niebezpieczni w walce od zdefiniowanego wroga . I tak jest do dziś . Proszę a oto dowody .na ich nikczemną działalność oraz dowody na prawdziwą działalność którą nie chcą zauważyć .
1]Każdy okres funkcjonowania organizacji jest rozliczany otrzymując absolutorium .Formalnoprawnie zostało wszystko w swoim czasie rozliczone .właśnie tak , więc pozwany Wyszkowski po co ten cyrk ośmieszający wobec świata po 25 latach .
2]Pomówienie o zabór pieniędzy Francuskie .Aby dać pieniądz musi być uchwała statutowa związku i to nie jest kopertówka przypadkowa , byłoby to niepoważne , a nawet obraźliwe i kryminogenne . to można sprawdzić u źródeł , u tych którzy rzekomo dawali .Jak to fizycznie miało by wyglądać , dobiegali to każdego z delegatów ktoś z Francuskiej strony i wkładali do kieszeni a ja miałam zaszyte, zablokowane kieszenie i jak mogli mi włożyć .kiepski obraźliwy nieprawdopodobny żart .
Świadek Drogoń mówi że słyszał o tych zawłaszczonych francuskich pieniądzach a nawet je wydawał na zakup radia do okradzionego samochodu .Świadku Drogoń jak mnie nie przeprosisz a mi się zechce to odpowiesz za fałszywe zeznania , bo widzisz w kwietniu obrobiono mi samochód a we Francji byliśmy w październiku .mam na to niezbite dowody .
Pani Sobierajska zeznała że widziała latające koperty , nie widziała pieniędzy przypuszcza że były w nich pieniądze .Niech sobie przypuszcza a ja powiem że to były listy miłosne .i niech to tak zostanie .Tylko raz zabrałem tą Panią do delegacji , po poznaniu jej możliwość jej wielkością nie mogło już nigdy być razem ze mną w delegacji i nie była .Niech fachowcy sprawdzą życiorys i karierę tej Pani i powiedzą czy moja decyzja była słuszna jeśli ktoś na to ma ochotę ja nie .Ja jestem przekonany że tak ..
Świadek Merkel może mówić i mówił jedynie to co mu Wyszkowski w fantazji urojonej opowiadał i było to w kolizji z innymi opowiadaniami .
Świadkowie Gwiazda , Walentynowicz też opowiadają różne bzdurne rzeczy, ale nie byli wtedy we Francji , znają opisywaną sytuacji przez często opowiadaną gdzie się tylko da opętańczą fantazję Wyszkowskiego .
Jak ten wymyślony niemożliwy hańbiący moje dobre imię przykład ma się do tych tylko kilku w pełni udokumentowanych faktów
1] czy pozwanemu i jego obrony świadkom jest wiadome to że nie pobierałem wypłaty pensji ani żadnych innych apanaży ,a w bankach Gdańska było moje oświadczenie że wszystko co przychodzi na moje nazwisko proszę przekazywać upoważnionym przez związek na związek .
A oto dowody na piśmie miedzy innymi podpisane przez obecnego prezydenta Kaczyńskiego .
2] Czy wiadomo pozwanemu iż pieniądze z nagrody Nobla przekazałam na szpital stoczniowy odpowiednia tablica na tym szpitalu o tym świadczy .
3] Inna tablica o przekazaniu moich prywatnych pieniędzy wisi w siedzibie Krajowej związku ,a punkcie diagnozy kardiologicznej
4] Największe moje dary milionowej wartości są złożone na jasnej Górze , częściowy spis przekazuję na dyskietce tak pozwanemu jak i sądowi .To tylko kilka przykładów bezinteresownego przekazania osobistego moich prywatnych milionowych wartości .
5]Czy pozwany pamięta jeśli nie to przypominam i niech to sprawdzi że były taka oto sytuacja gdzie chciano rozbić walkę strajkową w dzień wypłaty kiedy żony i rodziny pracowników przyszły po pieniądze dyrekcja ogłosiła że będą wypłacane tylko tym co nie strajkują . w ułamku sekundy ogłosiłem bez konsultacji i demokratycznych uzgodnień .że strajkujący mogą odbierać podwójne wypłaty .i wypłaciliśmy Może to ciekawsze jak brednie o absurdalnej defraudacji . Pozwany Wyszkowski .
Od: Lech Wałęsa Do: Opozycja Pozaparlamentarna Kopia do: Ewa.Jablonska@se.com.pl , M.Gornicki@opoka.org.pl , bi@ms.gov.pl , bm@ms.gov.pl , buszewski@op.pl , diecezje-kosciola-polskiego@3w3.net , ejacqmin@go2.pl Temat: Wstępna wersja końcowej mowy w sądzie przeciwko Wyszkowskiemu i jego fantazjom niszczącym dobre imię przywództwa L. Wałęsy na skutecznej drodze do Wolności . Data: 1 lipca 2006 10:44
Samstag, 01. Juli 2006
Lech WALESA: Wstep do wznawianej ksiazki DROGI NADZIEI - na marginesie niemieckiego wydania Stafan Kosiewski w 1990 roku
Stefan Kosiewski: Nieszczęście i nadzieja. Warszawa Katolicki Tygodnik Społeczny ŁAD 24 czerwca 1990
Kilka miesięcy po francuskiej wersji autobiografii Wałęsy, która na Zachodzie zrobiła prawdziwą furorę, w kwietniu 1987 roku ukazało się niemieckie wydanie wspomnień elektryka z gdańskiej stoczni, laureata Pokojowej Nagrody Nobla za 1983 rok.
Europa zaczytywała się historią człowieka, którego nadal uważa za jednego z nielicznych w naszych czasach, prawdziwego bohatera. Głównie ze względu na to, że osoba Wałęsy kojarzy jej się z wolnym od wszelkich uzależnień ideologicznych, a więc i od ideologicznych obrazów przeciwnika, wolnym od nienawiści, konsekwentnym występowaniem tylko i wyłącznie na rzecz konkretnej poprawy warunków pracy i życia współobywateli.
Jesienią 1987 roku podczas Międzynarodowych Targów Książki we Frankfurcie poproszono mnie o przetłumaczenie kilku pytań skierowanych do wiedeńskiego wydawcy wspomnień Wałęsy. Pytający przedstawił się jako redaktor ukazującego się naówczas nielegalnie czasopisma "Bez Dekretu". Nie sposób było odmówić, tak jak i nie szło się później wykręcić od wypowiedzi na zadany temat; wśród stękań i pojękiwań zamknąłem to wtedy w następujący sposób:
- Powiedziałbym tak: wydanie tej książki - w moim przekonaniu - jest sygnałem skierowanym do pewnych grup, czy sfer opinii publicznej Zachodu, który ma przypominać, że istnieje ktoś taki, czy coś takiego na Wschodzie, co może zaważyć na historii Europy. Książka mówi wyraźnie, że Wałęsa nie jest dziełem przypadku, lecz wynikiem pewnych politycznych konsekwencji. Również z tego powodu jest osobą polityczną. I teraz książka ta będzie mówiła kilkoma językami, że istnieje w Polsce człowiek, z którym winno się liczyć. Ta publikacja jest potwierdzeniem, że w oczach Zachodu Wałęsa jest nadal reprezentantem polskiego społeczeństwa.
Tym samym jest to również sygnał dla Wschodu, rodzaj przynaglenia, aby tę kwestię jak najszybciej rozwiązać. Lecz nie w taki sposób, jak Gorbaczow potraktował Sacharowa: nie chodzi o godności dla poszczególnych osób, zaproszenia na konferencje. Ta książka mówi, że trzeba uznać pozycję polskiego społeczeństwa.
Po co teraz to wspominanie wspomnień, przytaczanie samego siebie?
A dlatego, że Zachód nie wie, w odróżnieniu od rodaków Wałęsy, co to jest: słomiany zapał, przelotna miłość w polityce. Swiat nie zmienia tak łatwo swoich sympatii i uprzedzeń.
Lech Wałęsa nadal jest - w oczach Niemców - dla Polaków kimś, kogo obdarza się mianem Hoffnungsträger . Można to przetłumaczyć na polski dosłownie jako nosiciel nadziei, bądź też bardziej literacko: mąż opatrznościowy. Będą jednak i tacy w Polsce, którzy machną ręką, burknę: "nadziejarz".
Nadziei nie potrzeba tam, gdzie życie postrzegane jest jako realizacja planów i za cnotę uważa się akceptację nieszczęścia.
Taką mieszankę radosnego optymizmu ze stoicyzmem przepisywał Henryk Elzenberg czytelnikowi w swoim dzienniku filozoficznym pod datą 6 II 1944. Nowa polska lewica więcej cytuje, niż czyta Elzenberga, należy więc przypuszczać, że miałaby niejaki kłopot z egzegezą zapisanego tam zdania: Jeżeli nadzieja zawiedzie, przerzuca się ją w przyszłość dalszą i dalszą: w końcu czasów będzie Sąd jak się patrzy, a wtedy te łajdaki zobaczą! Od jednego tylko każdy się odżegnuje: od przebudowania własnych swych podstaw, by nieszczęście go nie mogło się imać.
No więc jak? Czy nie niesie w sobie pierwiastka nieszczęścia głoszenie tego rodzaju prometejskich tez? Nieszczęścia, które jest także źródłem tej tak niechcianej nadziei. I czy nie trzeba jej choć odrobinę mieć, zapisując powyższe słowa dla nieszczęśliwej potomności?
...
Na Kremlu Andriej Sacharow nie wywołuje już konsternacji delegatów wnoszeniem pod obrady moralnych aspektów. życie idzie dalej, bez niego. Sowiecka Ojczyzna zbudowana jest dialektycznie: z nieszczęścia i nadziei; syntezą jest coraz bardziej bolesna świadomość upływu czasu.
Stefan Kosiewski
Frankfurt nad Menem, 20 maja 1990
http://lad.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?38688 21:48, reakcja , Lech WAŁĘSA
Link Skomentuj » http://25lat.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?68842
Wstęp roboczy do wznowionego drukiem książki z mojego tworzenia ,,Droga Nadziei" Rachunek nadziei
"Drogę nadziei" w jej pierwszym wydaniu zakończyłem na wydarzeniu pamiętnym Siadam dziś do spojrzenia na nowo na tę historię mojego życia w rok po innym ważnym i bolesnym wydarzeniu. Drugiego kwietnia roku Pańskiego 2005 odszedł do domu Ojca nasz Jan Paweł II. Wiem jedno - mówiłem sobie wtedy w duchu - miłość zwycięży, bo Ty poświęciłeś jej całe życie. Wydarzenia te łączy wiele - odejście bliskich nam i wielkich Polaków, łączy uczucie solidarności i jedności, towarzyszące nam w takich chwilach. Różni - klimat czasu, a może wręcz epoki, różnią powody i okoliczności. To dwa wydarzenia, tak wiele mówiące o nas, o naszym świecie. Męczeńska śmierć ks. Jerzego z ręki oprawców, upokorzenie. Nasze przygnębienie i niepewność i nadzieja . Ta sama nadzieja milionów ludzi na całym świecie 21 lat później, nadzieja na jeszcze choćby kilka chwil życia naszego Papieża. I odejście - nie w samotności, ale w otoczeniu świata, w aurze świętości. I tym razem pojawiające się w chwili zadumy i smutku pytanie: gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy, jak sobie poradzimy bez przewodnika? Przecież przez całą drogę ku wolności i po jej odzyskaniu nam towarzyszył i podtrzymywał w nas mądrą nadzieję. W czasach komunizmu żyliśmy właśnie nadzieją. Nawet w chwilach najtrudniejszych ona nie gasła. Szliśmy krętą i wyboistą drogą nadziei ku wolności. Wolność nastała. upadł komunizm. A co się stało z nadzieją? Już nam nie jest potrzebna? A może wszelkie nadzieje zostały zupełnie zawiedzione? Wierzę, że nie. Po owocach ich poznacie - jest napisane. Nasza nadzieja przyniosła owoce, dobre owoce i innym Narodom . Nie zabrakło też i błędów. Nie mamy dziś jeszcze wystarczającego dystansu historycznego, aby oceniać tę drogę do wolności i po jej osiągnięcia . Nie mam natury historyka, dlatego częściej myślę o tym, co będzie niż - co było. Historia to jednak nauczycielka życia. Namówiono mnie, bym trochę się postarał i przypomniał sobie tamten czas dla potomnych, bo przecież to nie tylko moja historia życia, ale i dzieje narodu. Historykom zostawiam więc pracę nad zgłębianiem przyczyn i ustalaniem dokładnej chronologii zdarzeń, a samemu chcę spojrzeć na nasze narodowe doświadczenia XX wieku z pewnej perspektywy - tej społecznej tej osobistej i trochę tej strategicznej-bo widać już pewne prawidłowości i punkty zwrotne. Mogą one dawać początek rozważaniom nad tym, co wydarzyło się naszemu pokoleniu. Tylko tak można spisać katalog szans -tych wykorzystanych i niewykorzystanych, zrobić rachunek sumienia, żeby podążać dalej już w nowych warunkach drogą nadziei. Spróbuję więc w wielkim skrócie przedstawić moją uproszczoną wersję tego, jak toczyła się historia zmagań, jak doszło do tych zwycięstw, żeby pokazać szerszy kontekst i moją logikę postępowania wynikającą z doświadczeń własnych i narodu. Wstęp roboczy do wznowionego drukiem książki z mojego tworzenia ,,Droga Nadziei? Rachunek nadziei
i bolesnym. Żegnaliśmy wówczas ks. Jerzego Popiełuszkę. Jak pisałem wtedy - "na wieść o niej naród polski zastygł w bólu, stawiając jednocześnie pytanie: co jeszcze może się wydarzyć" Powiedziałem wtedy z wiarą: "Solidarność zwycięży, bo Ty oddałeś za nią życie". Od tamtego czasu wydarzyło się tak wiele, ale najważniejsze, że ta ofiara przyniosła prawdziwe owoce, którymi możemy się cieszyć od ponad szesnastu lat. Solidarność zwyciężyła.
00:57, reakcja , Lech WAŁĘSA
Link Skomentuj »
Po drugiej wojnie światowej, kolejny raz zdradzono nas przypisując do sowieckiej strefy wpływów, bez żadnej konsultacji i akceptacji. Decyzja ta była podważana w latach 40
i 50, nawet z użyciem broni, a wewnętrzni utrwalacze tych decyzji wraz z bratnią pomocą zewnętrzną, przewalczyli te dążenia, przypinając różne etykiety pokonanym, nazywając ich karłami reakcji. Pierwsze zmiana w sztafecie do wolności to powstanie antykomunistyczne w Poznaniu w 1956 roku zostało krwawo stłumione. Druga zmiana w sztafecie do wolności to lata 60. strajkami i demonstracjami na ulicach polskich miast. Detonacje uruchamiała młodzież w 1968 r , Trzecia zmiana , w 1970 czy 1976 - zakłady pracy. .Czwarta zmiana do wolności to rok 1980 poprzez 1989 i 1990 do całkowicie wolnych wyborów Prezydenckich.. Wszystkie dążenia do wolności do 1989r były w zarodku siłowo rozbijane i tłumione, nawet przy użyciu broni. Przegrane bitwy i komunistyczna siłowa propaganda udowadniała, że nie ma szans w najbliższym czasie na wyswobodzenie się z uścisku sowieckiego. Pokazywano wtedy też argumenty wspomagające, jak obecność w Polsce na stale ponad 200 tysięcy żołnierzy radzieckich, przy rozlokowaniu wokół Polski ponad miliona żołnierzy sowieckich z rozmieszczoną w strategicznych punktach bronią masowego przyjacielskiego rażenia. W tych warunkach nastąpiło chwilowe - z rozsądku - przeniesienie wiary w zwycięstwo na inne sprzyjające czasy. Stronie zachodniej też nie odpowiadał komunizm, ale nie była w stanie przewidzieć końca i bała się możliwych kosztów tej przyjemności. Koniec lat 70. to więc okres zastoju w dążeniach do wolności w Polsce, Europie i na świecie. Walka co najwyżej toczyła się o poprawę bytu. W tym stanie niemocy, klinczu, apatii, braku większej nadziei zbliżaliśmy się do końca drugiej tysiąclatki chrześcijaństwa. Wówczas zdarzyła się rzecz nieprzewidziana i nie doceniona w ludzkich kalkulacjach. Polak został papieżem. Po około roku od wyboru przyjechał do Ojczyzny. Cały świat przyglądał się z niedowierzaniem temu, co się dzieje w komunistycznym państwie. Miliony ludzi brało czynny udział w spotkaniach z Ojcem świętym. Papież nie kazał nam jednak robić rewolucji, nie namawiał do przewrotu. Był jednak tak sugestywny, że naród Polski i inne z niewolone Narody obudził . Poczuliśmy siłę i moc, jaką daje uczestnictwo w zbiorowości zjednoczonej wokół tych samych pragnień i nadziei.
Jan Paweł II wypowiedział wówczas dwa zdania, które miały nieprawdopodobne znaczenie dla nas i dla biegu historii: "nie lękajcie się", bośmy byli rzeczywiście wtedy zastraszeni skuteczną metodą rozbijania więzi , oraz "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi", bo nadprzyrodzonej siły i mądrości solidarnej potrzebowaliśmy. Przestaliśmy się lękać w zjednoczonym tłumie i dlatego stworzyliśmy dziesięciomilionowy związek zawodowy - "Solidarność" niejako z marszu po spotkaniu z Ojcem Świętym . Był to pierwszy w naszej historii ruch społeczny, gromadzący pod jednym sztandarem starych i młodych, robotników i intelektualistów, studentów . Ojciec święty dał trafne słowo a szczątkowe organizacje w ciało to zamieniły i odmieniliśmy nasze oblicza w sposobie marszu do wolności , a później oblicze naszej ziemi. Dotąd prawdziwą siłą komunizmu była słabość społeczeństwa, jego zatomizowanie, rozdrobnienie. Obok militarnej siły - policji, wojska i czołgów, to właśnie zastraszenie, słabość i rozdrobnienie społeczeństwa była głównym filarem komunistycznej władzy. W latach 80 ten filar w Polsce runął wiedzieliśmy już jak zwyciężać mamy .
Komunizm, wprawdzie osłabiony w tedy , ale chciał trwać na swoich pozycjach. Nie mógł upaść tylko od słów i trzeba było ponad 10 lat morderczych zmagań. Bardzo wielu po nasze stronie w tym czasie w różnych miejscach zwątpiło, namawiając do zaprzestania walki i poszukania pomysłu na zwycięstwo w innym nowym zorganizowaniu. Jednak obudzony naród, mimo mijającego czasu i utraty sił, trwał w tym Solidarnościowym pomyśle w sposób daleko zdyscyplinowany ? o co nie było łatwo wobec pokusy szybkiej rewolucji i radykalnych ruchów - poprowadzić drogą ewolucji, czy jak chcą niektórzy, rewolucji samoograniczającej się, poprzez protesty, strajki i negocjacje ku wolności.
Znana jest prawidłowość, że łańcuch pęka w swoim najsłabszym ogniwie. Tym ogniwem w zbrodniczej konstelacji państw komunistycznych była Polska. Ogniwo to pękło częściowo 4 czerwca 1989 roku dobite całkowicie wolnymi wyborami Prezydenckimi kończącymi wzmaganie o Wolność o uzyskanie w pełni wolnych możliwości . Pierwsze, mimo że nie w pełni demokratyczne wybory do parlamentu sprzed 17 lat były wydarzeniem, które trzeba wpisywać w cały ciąg wypadków na naszej drodze nadziei do wolności. Drodze trudnej, ale uwieńczonej zwycięstwem, zapoczątkowanej w pamiętnym Sierpniu 1980r, Komuniści ciągle dysponowali ogromną siłą, której już wcześniej nie wahali się użyć. W takich warunkach musieliśmy prowadzić z władza komunistyczną grę . But robotniczy był po Sierpniu już na tyle mocno osadzony między drzwi do wolności, że wiedzieliśmy, dokąd zmierzamy. Nie można było ich zbyt szybko otworzyć, żeby nie drażnić niedźwiedzia, ale jednocześnie nie można było ani na milimetr dać się wypchnąć. Niedźwiedź nie poradził sobie sam ze sobą - Związek Radziecki rozpadł się później na skutek przedewszystkim tych właśnie wydarzeń w naszym kraju, a nie odwrotnie. Niektórzy głoszą, że procesy zmian u nas miały taki kształt, bo ojczyzna światowego proletariatu się rozpadła. Nie należy mylić skutków i przyczyn. Wybór i działania Michaiła Gorbaczowa były próbami remontowania komunizmu, a nie jego rozmontowania. Jego sukces , pozytywna rola , jest tylko w tym że właściwie nic mu się nie udało , poniósł całkowitą klęski we wszystkich zamiarach i dążeniach , Gdyby cokolwiek mu się udało w obronie komunizmu to by na pewno bardziej skomplikowało drogę do uwolnienia się . Pokazanie rzeczywistego biegu wydarzeń w odniesieniu do własnych doświadczeń i źródeł było też przyczynkiem napisania ?Drogi nadziei?.
00:54, reakcja , Lech WAŁĘSALink Skomentuj »
Książka, którą dziś oddajemy z niezmienioną warstwą treściową, miała być w zamyśle obrazem tamtych czasów
Książka, którą dziś oddajemy z niezmienioną warstwą treściową, miała być w zamyśle obrazem tamtych czasów, a obecnie może stać się także argumentem w powracającej co jakiś czas dyskusji o wielu ? również moich ? wyborach i decyzjach na drodze do wolności. Kiedy dziś ktoś próbuje w niecny sposób, bez kontekstu tamtych dni, pogrywać historią, dochodzę do wniosku, że prawdę historyczna trzeba podnosić wyraźniej, że trzeba sięgać do faktów i je głośno przywoływać. Niech więc i temu służy to moje ówczesne, spisane na tych kartach, spojrzenie na przebytą drogę życia i walki, nabierając jednocześnie dodatkowych znaczeń w kontekście dzisiejszych interpretacji, a może raczej nadinterpretacji i nadużyć. Bez zrozumienia pewnych mechanizmów walki z totalitarnym system i klimatu tamtego czasu trudno rzetelnie budować dzisiejszą rzeczywistość wolnej Polski.Próbując po latach przywołać atmosferę zmagań z systemem, pokazać mój sposób myślenia o walce i dążenie do celu sięgnąłem właśnie do "Drogi nadziei", gdzie w jednym z fragmentów dość celnie, jak sądzę, ująłem klimat tamtej gry i sens moich działań. Było w nim przywołane zdarzenie, które wtedy określiłem moim ?manewrem grudniowym?, kiedy to zamiast samemu pójść w rocznicę grudnia pod Pomnik Poległych Stoczniowców, poprosiłem żonę, by mnie zastąpiła i złożyła kwiaty. Ja byłem łatwiejszym celem i moja obecność skończyłaby się kolejnym aresztowaniem, ale bez większego echa, a ja chciałem zrobić krok dalej. I rzeczywiście pojawienie się Danuty było wymowne, bo była świeżo po sukcesie z Oslo. Wcześniej rozpowszechniłem przemówienie grudniowe, w którym jak zwykle podsumowałem nasze osiągnięcia i naszkicowałem plany na przyszłość. Zarzucano mi wtedy, że się umawiałem, że miałem być przy pomniku, a nie przyszedłem. Wiedziałem, że nic by to nie dało, a żony, trudniej było zaatakować. Nawet, jeśli by się tak stało ? dziś rozumiem, jak mocno wystawiałem na ryzyko bliską osobę ? protesty byłyby zdecydowanie silniejsze i niezręczność po stronie aparatu większa. Mówiłem wtedy do ludzi, do kolegów na wielu spotkaniach: ?żeby cokolwiek wykonać, trzeba czasami zamaskować rzeczy (?) Ja mam wykonać zadanie i prowadzić do zwycięstwa. Ale nie o wszystkim będę mówił i nie zawsze robił tak, jak jakaś grupa by chciała. Nie mogę w imię mojej odpowiedzialności. (?) To nie zarozumialstwo Musiałem więc toczyć taką grę z władzą. Na tej drodze było więcej takich potyczek na spryt i zaskoczenie, które bywają odczytywane przez niektórych jako dogadywanie się czy wręcz układanie z władzą. Ci sami interpretatorzy nie chcą jednak pamiętać, jakie to perfidne metody władza stosowała w tej walce. Pamiętam takie zdarzenie, kiedyś w czasie strajku kierownictwo stoczni ogłosiło w dzień wypłaty, że pieniądze zaliczkowo otrzymają tylko nie strajkujący . W ludziach się zagotowało. Jeszcze chwila, a byłby lincz, i to nie na władzach zakładu, ale na nas, na komitecie strajkowym. Brakowało już ludziom sił i środków. Rodziny były w potrzebie. Widząc perfidne przemyślane , niebezpieczne uderzenie władz i miedzy innymi takimi działaniami łamaną nadzieję na możliwy sukces , w reakcji błyskawicznie, ogłosiłem, że Komitet Strajkowy w trybie natychmiastowym wypłaca wszystkim strajkującym dwa razy więcej, niech ustawiają się w kolejce. Zorganizowaliśmy pieniądze i błyskawiczne wypłaty szybciej od przeciwników . Gdybym się spóźnił minimalnie z taką decyzją strajk byłby zagrożony , rozróba pewna a użycie przygotowanych na ten cel sił porządkowych nieuniknione . Taka sytuacja i podobne prowokacje powtórzyła się .Nie było czasu na liczenie możliwości płatniczych , konsultacje demokratyczne . Taka to była rzeczywistość i moja gra, której strzępy, częstokroć wyrwane z kontekstu na moją niekorzyść, trafiają dziś z różnych inspiracji do opinii publicznej przy kompletnym braku zrozumienia dla jej istoty. Autorów tych inspiracji najczęściej nie było w pierwszej linii walki. Dziś są odważniejsi. Nie rozumieją, że szybkie działanie, nawet wbrew wszystkim, błyskawiczne kontry na przemyślane zagrywki władz to była jedyna metoda osiągania kolejnych przyczółków wolności, a czasem ratowania naszej sytuacji. To był jedyny sposób, choć mało wdzięczny, żeby uruchomić i poprowadzić pokojowymi drogami odpowiednie siły społeczne, by usunąć narzucone zdradą, podstępem i przemocą, rozwiązania po II wojnie światowej. Efekt naszej Solidarnościowej walki jest tak wielkim sukcesem, że nie mieści się w wielu, nawet inteligentnych - wydawałoby się - głowach, powodując, budowanie bzdurnych teorii o zdradzie, o manipulacji. Po raz kolejny, podobnie, jak to uczyniłem przed Parlamentem wolnej III Rzeczpospolitej w 25. rocznicę powstania Solidarności, wobec Boga, wszystkich świętości i całego świata oświadczam, że żadna manipulacja czy zdrada nie miała miejsca. Nikt, a więc ani SB, KGB, CIA czy MOSAD ani żadna inna siła nie została dopuszczona do decyzji po naszej wolnościowej, a potem solidarnościowej stronie na drodze do wolności, tam, gdzie ja bywałem, do momentu przekazania decyzji demokracji w 1989 roku. Potem demokracja sama układała historię. Nasza rewolucja, ta której miałem przywilej przewodzić, rewolucja ?Solidarności", wygrała i została oddana demokracji. Musieliśmy dać każdemu obywatelowi jakiś odcinek rzeczywistości do decydowania: w sferze decyzji politycznych, w sferze własności. To niosło odpowiedzialność, to też przyniosło zagubienie i poczucie bezradności. Strach zajrzał ludziom w oczy. To był ten koszt zmian. Także zmiany myślenia. Pamiętam, jak przy bramie stoczni mówiłem: Wy się cieszycie, a ja się boję ceny, jaką przyjdzie nam zapłacić. Ci, którzy przynieśli mnie na ramionach, mogą rzucać we mnie kamieniami. I rzeczywiście, trudy życia w III Rzeczpospolitej Polacy zaczęli wiedzieć jako efekty działań ,,Solidarności? i Lecha Wałęsy. I wcale nie można się dziwić tym, którzy odwrócili się od Sztandaru Solidarności, gromadzącego niegdyś 10 milionów Polaków. Rozumiem Polaków, naszemu pokoleniu przytrafiło się tak wiele. Grzechy i winy mają jednak na szczęście to do siebie, że można je naprawiać, a nawet zadośćuczynić.
Tak widzę naszą najnowszą historię w wielkim skrócie. Tak widzę naszą drogę nadziei, którą musimy nadal podążać. Od kilkunastu lat zapisujemy jej dalszy już demokratyczny ciąg. Nie ustrzegliśmy się błędów i zaniechań. Cóż, na polskiej trudnej drodze ostatnich lat grzechy były pewnie nieuniknione. Inna rzecz, że choć ich nie brakuje, to i tak więcej nam się dobrego przytrafiło. Niech grzechy nie przesłaniają nam sukcesów. Stary system wypaczał charaktery, demoralizował, wprowadzał podziały, nawet wśród najbliższych. A jednak znaleźliśmy w sobie siłę, by upomnieć się o godność i prawo do wolności. Na tym polegała walka ,,Solidarności? o normalne życie. To, co niemożliwe stało się realne. Otworzyła się droga do wolności. Nadzieja na lepsze czasy. Na życie w dostatku i spokoju. Doszliśmy tą drogą daleko, popełniliśmy wiele błędów, ale wierzę, że z tej drogi nie zeszliśmy, bo nie ma nic gorszego, jak brak marzeń, jak brak nadziei. Dajmy więc ją, tym, którzy jej nie mają. Dajmy im uwierzyć w siebie i Polskę. Musimy, każdy z nas z osobna i cały naród, odnaleźć się w nowym globalnym świecie, a to wymaga wielkiego wysiłku i nadziei dobrego jutra. Dajmy ją młodym ludziom, którzy wyjeżdżają ze swojej Ojczyzny za chlebem. To prawdziwy nasz wewnętrzny dramat, bo przecież walczyliśmy o wolność, o wolność poruszania się, a teraz nie możemy ich zatrzymać. Nie możemy i nie potrafimy dać im nadziei. Zapytał mnie kiedyś młody zdolny chłopak, który dostał propozycję dobrej pracy za oceanem, co ma zrobić? Zastanawiał się, czy wyjechać, nie chciał opuszczać Polski. Nie wiedziałem, co mu doradzić. Pomyślałem, taki zdolny, niech tu pracuje i buduje potencjał Polski. Ale za chwilę przyszła myśl, że może tam więcej zyska, może zarobi trochę pieniędzy i wróci do Polski, tu wprowadzi dobre rozwiązania, tu zainwestuje. Może to jest szansa i kto potrafi, niech ją wykorzystuje. Ważne, żeby dać tym młodym poczucie, że mają do kogo i do czego wracać, że są tu oczekiwani. Dajmy im nadzieję. Bo w nadziei wszystko się zaczyna. W niej miał początek zryw wolnościowy naszego narodu. W niej zaczęła się nasza przemiana, z nią hartowaliśmy ducha, z nią zwyciężyliśmy. Nie traćmy jej dzisiaj, róbmy wszystko, aby mieli ją nasi sąsiedzi, dzieci i wnuki. Chcę dalej podążać drogą nadziei i zapraszam na nią wszystkich zatroskanych, zawiedzionych, ale też zadowolonych i szczęśliwych. Będzie mnie można na niej spotkać, dopóki sił starczy i nadzieja moja własna nie ustanie.
Lech Wałęsa
Dnia 30-06-2006 o godz. 2:22 Opozycja Pozaparlamentarna napisał(a):
Jeden tylko Lech Wałęsa 30 czerwca o godzinie dziesiątej spotyka się z Ambasadorem Palestyny w Polsce. Ale czy Wałęsa to polityk? Tak sobie ułożył ten Wałęsa program dnia, że o godzinie dziewiątej zje śniadanie w Instytucie Lecha Wałęsy, a o 12 obiad. A gdzie ten Ambasador będzie jadł? A kiedy wreszcie Lech Wałęsa przestanie wyzywać od "Dezerterów" swoich kolegów z Solidarności, którzy musieli zabierać manatki nie przymierzając jak jaki arab? A nie powinni byli wyjechać z Polski - jak słusznie Lech Wałęsa zauważa.http://25lat.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?211034 00:49, reakcja , Lech WAŁĘSA
Link Skomentuj » http://25lat.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?68842 http://25lat.blox.pl
http://sowa.blogsource.com/post.mhtml?post_id=356912
Freitag, 30. Juni 2006
Dr. Henryk OLESIAK: Uwazam, ze Ambasada RP i polski kler sa odpowiedzialni za degradacje polskiej grupy etnicznej w Niemczech
w Niemczech, gdzie obserwuję "Polski Kongres" czy "Polskie Parafie". Dlaczego unikamy polskich problemów?
- Dlaczego Polacy nie stworzyli polskiego lobby w USA, Kanadzie, Niemczech?
- Polskie organizacje na emigracji - ich siła przebicia.
- Dlaczego nie ma Polaków w Niemczech ( są natomiast żydzi i późnoprzesiedleńcy - według byłego dyrektora Polskiego Instytutu w Düsseldorfie K. Wójcickiego)?
- Dlaczego w Polskim Instytucie w Düsseldorfie eksponowana jest wielokrotnie tematyka żydowska i tzw. polski antysemityzm?
- Dlaczego Polski Kongres w Niemczech nie prowadzi działalności... nie zajął stanowiska wobec prowokacji Wójcickiego, ani też odszkodowań dla Polaków...?
Uważam, że Ambasada RP i polski kler są odpowiedzialni za degradację polskiej grupy etnicznej w Niemczech
Jest sprawą interesującą, że pan Lis odkrył dla "światowego Forum" pana Kosteckiego, byłego aktywistę reżimowej "Zgody", dyletanta politycznego, człowieka o niskich lotach intelektualnych
Tzw. konwent organizacji polskich w Niemczech jest zwykłą bandą złoczyńców, którą były agent komunistycznych służb specjalnych Andrzej Byrt (aktualnie na posadzie ambasadora RP w RFN, odpowiedzialny za podpisanie kryminalnej umowy o budowę tzw. wirtualnej ambasady, Rzeczpospolita informowała) powołał sobie - z kilku osobników żydowskiego pochodzenia i osób świadomie współpracujących z byłym agentem komunistycznych służb specjalnych - w celu kasowania pomocy finansowej, którą rządy RFN i RP zobowiązały się w traktacie z 17.6.1991 roku udzielać zorganizowanym grupom mniejszości polskiej w Niemczech.
Prezydent Lech Kaczyński rozpoczął w środę dwudniową, roboczą wizytę w Niemczech, która służyć ma poznaniu (...)
i spotka się z konwentem organizacji polskich w Niemczech.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3200486.html
Die auf Weblogs sichtbaren Daten und Inhalte stammen von
Privatpersonen. Beepworld ist hierfür nicht verantwortlich.























