swiety spokój z 3 tysiacami koscielnych kapusiów
Mittwoch, 23.02.2005 [offline] sowa.blogg.de
Prasa bulwarowa, utrzymująca się z dostarczania na rynek sensacji, mówi o liczbie 3 tys. współpracowników Stasi wśród ewangelickich pastorów byłej NRD. Tygodnik „Der Spiegel” wymienia z nazwiska członków EKD, nieoficjalnych współpracowników enerdowskiej bezpieki. Manffred Stolpe, były przewodniczący ewangelickiego konsystorza Brandenburgii, przyznaje się publicznie do ponad 1000 spotkań z oficerami Stasi, do rozmów z nimi w konspiracyjnych mieszkaniach. Po takiej dawce informacji istotnie może braknąć powietrza nie tylko w ewangelickich wspólnotach.
Wyjaśnianie przeszłości nie powinno polegać na wywoływaniu nastrojów histerii, gdyż te sprzyjają tylko zaciemnianiu istoty rzeczy. Do wyjaśnienia, skąd wzięła się liczba 2 czy 3 tys. współpracowników Stasi we wschodnioniemieckim Kościele ewangelickim, dopomógł teolog Richard Schröder w telewizyjnym programie „Streitfragen” (Sporne kwestie). Berlińska centrala Stasi posiadała w kręgach Kościoła ewangelickiego 110 tajnych współpracowników; szpiclowali i donosili nie tylko etatowi pracownicy EKD, lecz także ludzie aktywni społecznie w Kościele, można powiedzieć – od sprzątaczki wzwyż. W okrągu Lipska działało 170 agentów; potrzeby Stasi w Dreźnie i innych okręgach były podobne, wynikały z planów operacyjnych. Summa summarum dochodzi się do sensacyjnie brzmiącej liczby 2 czy 3 tys. agentów.
Analiza indywidualnych przypadków prowadzi do różnych wniosków, różne były powikłania i różny stopień winy poszczególnych osób; inny jest obraz przeszłości z perspektywy ofiar, inaczej zaś widzą ją ludzie, którzy są przekonani, że swoją współpracą z bezpieką „nikomu nie zaszkodzili”.
Podczas odbytego w połowie marca we Freisingu plenarnego zgromadzenia biskupów katolickich biskup Lehmann, konsekwentnie w stosunku do swoich wcześniejszych zapowiedzi, wezwał do gotowości na rzecz pojednania. Właściwy stosunek do przeszłości – zdaniem przewodniczącego niemieckiego episkopatu – jest tylko tam, „gdzie nie strach, ucisk i przymus, lecz wolność, szczerość i gotowość do pojednania”. Niektóre przypadki mogą jednak rozpatrywać tylko sądy. W imieniu ofiar nie wolno wszystkiego „przykrywać fałszywym płaszczem miłości bliźniego i przebaczenia” – powtórzyła za biskupem Katolicka Agencja Informacyjna (KNA). Gdzie istnieje wina, tam musi też dojść do głosu sprawiedliwość. Gdzie łamano prawa człowieka, tam musi rozstrzygnąć sąd. Nie wszystko, co leży na sercu, musi być zaraz „wleczone do światła” – powiedział bp Karl Lehmann. Chrześcijanie nie powinni dawać się zwodzić skłonnościom do dokonywania odkryć za wszelką cenę. Łatwo bowiem, przy najmniejszym podejrzeniu kogoś oskarżyć, skuteczna obrona jednak – w takiej sytuacji – okazuje się niemożliwa. Łatwo ludzi „niesłusznie pozbawić honoru”.
Prawdzie nikt nie powinien się wywinąć, „nierzadko jednak lekkomyślnie zawierzamy stronniczym aktom” – zauważył krytycznie biskup Lehmann dodając, że jeśli dojdą jeszcze do tego polityczne, czy jakieś inne interesy, to wówczas to, co rzeczywiście było, często zostaje dopiero prawdziwie zniekształcone, przesłonięte mgłą fałszu.
Tak oto niedawny biskup Drezna-Miśni Joachim Reinelt powiadomiony został przez miejscowy oddział Urzędu Gaucka, zarządzającego aktami Stasi, że zachodzi podejrzenie, iż wśród podwładnych biskupa znajduje się 11 byłych agentów enerdowskiej ubecji. Biskup Reinelt zwrócił się natychmiast do urzędu z prośbą o podanie dokładnych informacji. Odpowiedziano mu, że musi na nie poczekać. I nie wiadomo, jak długo. Akta drezdeńskiej Stasi trzeba bowiem najpierw posortować, wyjąć z worków i pudeł, w których spoczywają zamknięte bezpiecznie we wszystkich 60 celach tutejszego więzienia Stasi. Póki co – niefrasobliwość nakazała rzucenie podejrzenia.
Inni biskupi niemieccy nie widzą potrzeby wchodzenia w kontakt z urzędem Gaucka. Biskup Erfurt Joachim Wanke uważa, że „generalny brak zaufania” z jego strony do całego miejscowego Kościoła, wszystkich księży i współpracowników „byłby zbyt dużym zaszczytem dla Stasi”. Biskup z Magdeburga Leopold Nowak w jednym z kazań przypomniał, że „kto przyznał się do winy i wyraził skruchę, ten może liczyć na odpuszczenie i wybaczenie”.
Agenci i pracownicy Stasi nie poczuwają sie do winy. Zaproszeni przed kamery telewizyjne, na spotkanie ze swoimi ofiarami, powtarzają: „My występowaliśmy w obronie prawa, które kiedyś obowiązywało, a wy to prawo łamaliście”. Po ciągnących się godzinami konfrontacjach wypowiadają w końcu, bez większego przekonania, obiegowe formuły przeprosin.
Eksperyment z pojednaniem nie wychodzi poza fazę zabiegania o tak zwany święty spokój.

Pomieszanie z pojednaniem. Nasze Słowo. Würzburg 1992, nr. 10, s.: 2, 13.; vide: Arch. RFE/RL, Stefan Kosiewski: Nauczanie Społeczne 1974–2004 i 2005-2006.
Donnerstag, 16. März 2006
Artykuly i fotografie z tego blogu sa dostepne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Bez utworów zaleznych 2.0 Germany.

http://galeriapies.blox.pl/2006/03/Artykuly-i-fotografie-z-tego-blogu-sa-dostepne-na.html
Freitag, 10. März 2006
9.03.2006 Oswiadczenie KEP: W zwiazku z atmosfera podejrzen i pomówien towarzyszaca ujawnianiu materialow ...
http://ma.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?48507
Tekst oświadczenia podpisanego 9 marca 2006 roku przez członków Konferencji Episkopatu Polski jest nieszczęśliwy, nie zadziała dla dobra Kościoła, nie wzruszy Narodu Polskiego.
Biskupi przeprosili za tych ludzi Kościoła, którzy zawiedli zaufanie. Za tych księży i osoby zakonne, z powodu których Polacy doświadczyli przykrości i krzywd. Polacy we Frankfurcie, emigranci polityczni Solidarności, którym np. ksiądz K. wyrządził niewątpliwą przykrość i krzywdę, kiedy nie zechciał odpowiedzieć pozytywnie na ich prośbę o odprawienie chociaż jednej mszy za Ojczyznę, jakie w Kraju w tym czasie odprawiał ksiądz Jerzy Popiełuszko, powiedzieliby pewnie: dobre i to, po 16 latach od Magdalenki z udziałem Biskupów. Bo można było przecież i krócej do Narodu Polskiego, jak w 1966 r do niemieckich biskupów: przebaczamy i prosimy o przebaczenie. Jeżeli już tekst przeprosin 9 marca zdecydowano się wyrazić w nieszczęśliwej figurze stylistycznej, która w złej apostrofie zamiast przypominać o zdrowiu, Litwie i Ojczyźnie, zaczyna od wypominania atmosfery podejrzeń i pomówień, za którą Naród Polski ponosi wszak odpowiedzialność w stopniu o wiele mniejszym, niźli osoby, które Polacy i Katolicy winni teraz objąć nakazanym przez Jezusa Chrystusa, Syna Boga żywego obowiązkiem przebaczania: Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu! I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwrócił się do ciebie, mówiąc: „żałuję tego”, przebacz mu. Ł 17, 3-4.
Biskupi stwierdzają przy tym, iż maja świadomość troski o zbawienie wszystkich, także i tych, którzy prześladowali Kościół.
Także i w trosce o zbawienie złoczyńców, rozwianie podejrzeń i oczyszczenie atmosfery trzeba, by chociaż przypisane zostały czyny do odpowienich imion i nazwisk.
I tak: Naród Polski powinien się np. dowiedzieć, kto krył się pod pseudonimami: „Józef” (filozof), „Kwieciński” (kanonista), „X-1” (kanonista), „Jackowski” (jezuita, mariolog), „Włodek” (biblista), „Stolarski” (biblista), „Oskar” (biblista), „ks. S” (teolog i filozof), „Ostrożny” (teolog) i „Lucjan” (kanonista)? Od napisania przez tych 10 agentów Służby Bezpieczeństwa memoriału teologicznego w języku łacińskim, francuskim i włoskim, który miał pokazywać rzekome „wynaturzenia w propagowaniu i realizacji” kultu maryjnego przez kardynała Stefana Wyszyńskiego minęły już bowiem 42 lata. Zaś 25 lat minie w tym roku od zbrodni stanu wojennego.
Kościół Katolicki może tak jak w Diecezji Krakowskiej powołać we wszystkich diecezjach w Polsce komisje złożone z duchownych do wyjaśnienia zarzutów stawianych duchownym. Ale Kościół nie może zostawić tylko laikatowi sprawy osądzenia komunizmu. Bo laikat, tzw. inteligencja i tzw. klasa polityczna są o wiele bardziej ułomne, wytarzane w błocie.
Nie lękajcie się!
Komunizm musi byc osadzony przez Miedzynarodowy Trybunal taki sam jak Norymberga. Polska i Europa maja prawo do poznania prawdy o swojej przeszlosci. Komunistyczni zloczyncy i kaci musza byc nazwani po nazwisku, a czyny ich musza byc osadzone jak przestepstwa zbrodniarzy hitlerowskich, jako zbrodnie przeciwko ludzkosci.
Stefan Kosiewski, Frankfurt nad Menem 10 marca 2006 r.
http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum/message/137
http://norymberga.blox.pl/2006/03/8032006-Oswiadczenie-KEP-W-zwiazku-z-atmosfera.html
Samstag, 04. März 2006
Andrzej Kaczorowski, Konsul Generalny w Kolonii, od 1 marca 2006

w przyjaznej, szczerej atmosferze: Stefan Kosiewski i Andrzej Kaczorowski (gross)
Zakaz wjazdu do Polski dla Tatiany Zaleskiej, czyli: miarka sie przebiera, totalne przeholowanie.
Cisza w mediach na nasz temat i burza na temat przekraczania granic przez Borys

Stefan Kosiewski, Witalia Panasiuk, dyrektor polskiej szkoly
spolecznej przy ZPB w Grodnie, red. Andrzej Dubikowski
Dziewiąty tydzień 2006 roku przyniósł nam kolejną „niespodziankę”, o której od dawna podejrzewaliśmy – zakaz wjazdu do Polski dla Tatiany Zaleskiej, zastępcy redaktora naczelnego Głosu, menedżera KS „Batory”. Represje, bo inaczej tego nazwać nie potrafię, zaczęto stosować wobec Polaków, którzy mieli i mają nadal odmienne zdanie, wiadomo od kogo, już w maju 2005r.
Cios ten uderzył we mnie osobiście 7 lipca 2005r., gdy jechałem do rodziny na przejściu granicznym Bruzgi-Kuźnica. Otrzymałem decyzję o zakazie wjazdu do Ojczyzny na 3 lata, przeproszono mnie i odstawiono na stronę białoruską. Nie było to dla mnie uderzenie pioruna z jasnego nieba, bo Poczobut tym mnie otwarcie straszył, a Borys, owijając w bawełnę, dawała do zrozumienia. Gdy w decyzji przeczytałem, że nazwisko moje jest na liście cudzoziemców niepożądanych na terytorium RP ze względu na możliwość stworzenia zagrożenia dla porządku publicznego, poczułem się poniżony do granic ludzkich możliwości. Pomyślałem tylko – dobrze jest, że moja matka tego nie dożyła.
Wyobraźcie sobie, Szanowni Czytelnicy, jakie emocje buszują w duszy w takiej sytuacji, ile pytań przetacza się przez mózg, na które nie ma od nikogo odpowiedzi. Jedyna siostra, która mieszka w Polsce, rodzina, koledzy, przyjaciele są w szoku. O co tu gra? Droga do rodziny do Polski odcięta, na Wschodzie rodziny nie mam. Przeżyłem koszmarne dni i noce. Dobrze mieć przyjaciół, którzy nie zawiedli, rzucili wszystko i przyszli z otuchą, przyjechali i zadzwonili z Polski. Siedząc w zamkniętym mieszkaniu, odurzony tym ciosem życiowym, zrozumiałem strach i przerażenie mego dziadka, babci, ojca i jego braci podczas wywózki przez sowietów na Syberię w 1941r., mojej śp. mamy, która za donos omal nie trafiła do więzienia na początku lat 80. Ludzki los bywa szalenie okrutny. Najważniejsze - nie załamać się. Wszystko jest ulotne i przemijające. Wróciłem do pracy, nie mam w sercu żalu, nie czuję rozgoryczenia czy nienawiści – tylko wielki znak zapytania, na który otrzymam odpowiedź, w to nie wątpię.
Jak zaznaczała Borys prawie rok temu, będziemy poza polityką. Stało się inaczej. Nadal jesteśmy w centrum polityki, gdzie nasz głos nic nie znaczy. Wszystko zostało odgórnie ustalone. „Bohaterów” mamy od groma, wybieraj do koloru - jedni uciskani, drudzy zakazani „łukaszenkowcy”. Trzeba było przejść przez lawinę insynuacji, brudu, żeby zrozumieć, że podłość ludzka nie zna granic.
Nie mam zamiaru przed kimkolwiek się tłumaczyć, bo żadnej winy za sobą nie mam. Nasi „bohaterowie” usilnie to robią w mediach. Swoich praw będę dochodzić zgodnie z prawem w odpowiednich instytucjach. Człowiek nie jest sam i ma prawo do własnej opinii. Z perspektywy czasu, nawet wiedząc o konsekwencjach „określenia się” po stronie Borys, nigdy bym na nią nie oddał swego głosu. Jeśliby wybory 12 marca 2005r. w Grodnie odbyły się bez fałszerstw i skandali, musiałbym zrezygnować z pracy w ZPB. „Dobrane towarzystwo”, które z taką chęcią wjechało do gabinetów Siedziby Głównej ZPB w Grodnie nie potrafiło nawet prawidłowo zwolnić mnie z pracy, jakby Kodeks Pracy RB go nie obowiązywało. Zachowywali się arogancko, niektórzy wręcz chamsko, wobec pracowników, którzy nie skakali na ich zawołanie. Któż może o tym wiedzieć w świecie? Czy presja psychiczna z ich strony nie była, tak ostatnio modnym wyrazem – uciskaniem!? A te kłamstwa, które leciały w świat: donosy, milion rubli, kradzieże – istny zamęt, który, trzeba przyznać, udało się im stworzyć. Jednak nie to boli, przecież od dawna się znaliśmy, byliśmy w koleżeńskich, czasami przyjacielskich stosunkach. Niemniej jednak niezdrowe ambicje i zawiść czarna biorą górę. I mamy to co mamy.
Jedna z zakazanych osób powiedziała mi w rozmowie telefonicznej, że zawiedli ją i jedni, i drudzy. Po trosze ma rację. Lecz ja zawodzić się nie mam zamiaru. Większość osób z indeksu woli milczeć i na ten temat nie wypowiadać się, mają do tego prawo.
Z Tatianą Zaleską pracujemy w redakcji Głosu od siedmiu lat. Różnie bywało z tą pracą w redakcji, ale jakoś zawsze potrafiliśmy dojść do konsensu. Pomagaliśmy sobie w trudnych chwilach, razem się cieszyliśmy. Wszyscy stanowimy jedną rodzinę, której nikt tak nie potraktował, jak Borys i jej doradcy.
Byliśmy i jesteśmy otwarci na krytykę czytelników. Mamy dobrych wspaniałych czytelników, dalekich od jakichkolwiek układów i polityki. Dzięki im, że nadal są z nami. Zaleska od kilku lat społecznie się udziela w ruchu odrodzenia sportu polskiego na Białorusi. Razem z Dymitrem Korolem potrafili wskrzesić działalność Klubu Sportowego „Batory” przy ZPB. O ich osiągnięciach wiedzą tak na Białorusi, jak i w Polsce. Potrafią na wysokim poziomie organizować przedsięwzięcia sportowe w Grodnie i sukcesywnie uczestniczyć w zawodach w Polsce. Zresztą o tym zawsze pisaliśmy na łamach Głosu.
Korol również otrzymał zakaz wjazdu do Polski na 3 lata, bo w telewizji wypowiedział swoje zdanie o zaistniałej wówczas sytuacji w ZPB, wystąpił w mojej obronie razem ze sportowcami po zwolnieniu mnie z pracy w redakcji.
Co mamy na dzień dzisiejszy? Ciszę w mediach polskich na nasz temat i burzę na temat przekraczania granic przez Borys i jej popleczników. Niemniej jednak zakazy nadal są wystawiane. Kto następny???
Tatiana Zaleska:
- Jeżeli z powodu mojej niemożliwości wyjazdu do Polski komuś ulżyło (a wiem na pewno) – to na zdrówko! W odróżnieniu od wielu nie boję się o tym mówić. Uważam dzisiejszą odmowę wydania wizy polskiej wielkim nieporozumieniem, które mnie zdziwiło i zarazem zasmuciło. Polska dla mnie ma wielkie znaczenie. Nie jest mi wstyd za owocne lata pracy w redakcji Głosu oraz Klubie Sportowym „Batory”. Wielkie grono przyjaciół wśród czytelników oraz sportowców w każdej sytuacji mnie podtrzymuje oraz podnosi na duchu. W zespole naszej redakcji jesteśmy pewni – robimy jedną sprawę, mamy swoje zdanie,
potrafimy być odpowiedzialni i twardzi. Z czasem za wszystkie te zakazy wjazdu do Macierzy dla dość wielkiego grona Polaków z Białorusi, którzy dużo poświęcili zdrowia i wysiłków na rzecz pomocy swoim rodakom na naszej ziemi, przyjdzie się przepraszać prawdopodobnie polskim dyplomatom, ale chyba już nie tej kadencji… Kto życzy komuś źle – przede wszystkim rujnuje siebie i swoją osobowość, a prawda z czasem wychodzi na jaw. Możliwie w swoich pamiętnikach w przyszłości przypominając obecną sytuację będę opisywać wszystko z większą ironią, a na razie jak zawsze powtarzam: i to przeminie
Die auf Weblogs sichtbaren Daten und Inhalte stammen von
Privatpersonen. Beepworld ist hierfür nicht verantwortlich.





