Du befindest dich in der Kategorie: Polonia - polnische Diaspora

Samstag, 04. März 2006

Zakaz wjazdu do Polski dla Tatiany Zaleskiej, czyli: miarka sie przebiera, totalne przeholowanie.

Von direktion, 16:15

Cisza w mediach na nasz temat i burza na temat przekraczania granic przez Borys

Stefan Kosiewski, Witalia Panasiuk, dyrektor polskiej szkoly
spolecznej przy ZPB w Grodnie, red. Andrzej Dubikowski

   Dziewiąty tydzień 2006 roku przyniósł nam kolejną „niespodziankę”, o której od dawna podejrzewaliśmy – zakaz wjazdu do Polski dla Tatiany Zaleskiej, zastępcy redaktora naczelnego Głosu, menedżera KS „Batory”. Represje, bo inaczej tego nazwać nie potrafię, zaczęto stosować wobec Polaków, którzy mieli i mają nadal odmienne zdanie, wiadomo od kogo, już w maju 2005r. 

   Cios ten uderzył we mnie osobiście 7 lipca 2005r., gdy jechałem do rodziny na przejściu granicznym Bruzgi-Kuźnica. Otrzymałem decyzję o zakazie wjazdu do Ojczyzny na 3 lata, przeproszono mnie i odstawiono na stronę białoruską. Nie było to dla mnie uderzenie pioruna z jasnego nieba, bo Poczobut tym mnie otwarcie straszył, a Borys, owijając w bawełnę, dawała do zrozumienia. Gdy w decyzji przeczytałem, że nazwisko moje jest na liście cudzoziemców niepożądanych na terytorium RP ze względu na możliwość stworzenia zagrożenia dla porządku publicznego, poczułem się poniżony do granic ludzkich możliwości. Pomyślałem tylko – dobrze jest, że moja matka tego nie dożyła.

   Wyobraźcie sobie, Szanowni Czytelnicy, jakie emocje buszują w duszy w takiej sytuacji, ile pytań przetacza się przez mózg, na które nie ma od nikogo odpowiedzi. Jedyna siostra, która mieszka w Polsce, rodzina, koledzy, przyjaciele są w szoku. O co tu gra? Droga do rodziny do Polski odcięta, na Wschodzie rodziny nie mam. Przeżyłem koszmarne dni i noce. Dobrze mieć przyjaciół, którzy nie zawiedli, rzucili wszystko i przyszli z otuchą, przyjechali i zadzwonili z Polski. Siedząc w zamkniętym mieszkaniu, odurzony tym ciosem życiowym, zrozumiałem strach i przerażenie mego dziadka, babci, ojca i jego braci podczas wywózki przez sowietów na Syberię w 1941r., mojej śp. mamy, która za donos omal nie trafiła do więzienia na początku lat 80. Ludzki los bywa szalenie okrutny. Najważniejsze - nie załamać się. Wszystko jest ulotne i przemijające. Wróciłem do pracy, nie mam w sercu żalu, nie czuję rozgoryczenia czy nienawiści – tylko wielki znak zapytania, na który otrzymam odpowiedź, w to nie wątpię.

   Jak zaznaczała Borys prawie rok temu, będziemy poza polityką. Stało się inaczej. Nadal jesteśmy w centrum polityki, gdzie nasz głos nic nie znaczy. Wszystko zostało odgórnie ustalone. „Bohaterów” mamy od groma, wybieraj do koloru - jedni uciskani, drudzy zakazani „łukaszenkowcy”. Trzeba było przejść przez lawinę insynuacji, brudu, żeby zrozumieć, że podłość ludzka nie zna granic.

   Nie mam zamiaru przed kimkolwiek się tłumaczyć, bo żadnej winy za sobą nie mam. Nasi „bohaterowie” usilnie to robią w mediach. Swoich praw będę dochodzić zgodnie z prawem w odpowiednich instytucjach. Człowiek nie jest sam i ma prawo do własnej opinii. Z perspektywy czasu, nawet wiedząc o konsekwencjach „określenia się” po stronie Borys, nigdy bym na nią nie oddał swego głosu. Jeśliby wybory 12 marca 2005r. w Grodnie odbyły się bez fałszerstw i skandali, musiałbym zrezygnować z pracy w ZPB. „Dobrane towarzystwo”, które z taką chęcią wjechało do gabinetów Siedziby Głównej ZPB w Grodnie nie potrafiło nawet prawidłowo zwolnić mnie z pracy, jakby Kodeks Pracy RB go nie obowiązywało. Zachowywali się arogancko, niektórzy wręcz chamsko, wobec pracowników, którzy nie skakali na ich zawołanie. Któż może o tym wiedzieć w świecie? Czy presja psychiczna z ich strony nie była, tak ostatnio modnym wyrazem – uciskaniem!? A te kłamstwa, które leciały w świat: donosy, milion rubli, kradzieże – istny zamęt, który, trzeba przyznać, udało się im stworzyć. Jednak nie to boli, przecież od dawna się znaliśmy, byliśmy w koleżeńskich, czasami przyjacielskich stosunkach. Niemniej jednak niezdrowe ambicje i zawiść czarna biorą górę. I mamy to co mamy.

   Jedna z zakazanych osób powiedziała mi w rozmowie telefonicznej, że zawiedli ją i jedni, i drudzy. Po trosze ma rację. Lecz ja zawodzić się nie mam zamiaru. Większość osób z indeksu woli milczeć i na ten temat nie wypowiadać się, mają do tego prawo.

   Z Tatianą Zaleską pracujemy w redakcji Głosu od siedmiu lat. Różnie bywało z tą pracą w redakcji, ale jakoś zawsze potrafiliśmy dojść do konsensu. Pomagaliśmy sobie w trudnych chwilach, razem się cieszyliśmy. Wszyscy stanowimy jedną rodzinę, której nikt tak nie potraktował, jak Borys i jej doradcy.

   Byliśmy i jesteśmy otwarci na krytykę czytelników. Mamy dobrych wspaniałych czytelników, dalekich od jakichkolwiek układów i polityki. Dzięki im, że nadal są z nami. Zaleska od kilku lat społecznie się udziela w ruchu odrodzenia sportu polskiego na Białorusi. Razem z Dymitrem Korolem potrafili wskrzesić działalność Klubu Sportowego „Batory” przy ZPB. O ich osiągnięciach wiedzą tak na Białorusi, jak i w Polsce. Potrafią na wysokim poziomie organizować przedsięwzięcia sportowe w Grodnie i sukcesywnie uczestniczyć w zawodach w Polsce. Zresztą o tym zawsze pisaliśmy na łamach Głosu. 

   Korol również otrzymał zakaz wjazdu do Polski na 3 lata, bo w telewizji wypowiedział swoje zdanie o zaistniałej wówczas sytuacji w ZPB, wystąpił w mojej obronie razem ze sportowcami po zwolnieniu mnie z pracy w redakcji.
Co mamy na dzień dzisiejszy? Ciszę w mediach polskich na nasz temat i burzę na temat przekraczania granic przez Borys i jej popleczników. Niemniej jednak zakazy nadal są wystawiane. Kto następny??? 


Tatiana Zaleska:


- Jeżeli z powodu mojej niemożliwości wyjazdu do Polski komuś ulżyło (a wiem na pewno) – to na zdrówko! W odróżnieniu od wielu nie boję się o tym mówić. Uważam dzisiejszą odmowę wydania wizy polskiej wielkim nieporozumieniem, które mnie zdziwiło i  zarazem zasmuciło. Polska dla mnie ma wielkie znaczenie. Nie jest mi wstyd za owocne lata pracy w redakcji Głosu oraz Klubie Sportowym „Batory”. Wielkie grono przyjaciół wśród czytelników oraz sportowców w każdej sytuacji mnie podtrzymuje oraz podnosi na duchu. W zespole naszej redakcji jesteśmy pewni – robimy jedną sprawę, mamy swoje zdanie,

potrafimy być odpowiedzialni i twardzi. Z czasem za wszystkie te zakazy wjazdu do Macierzy dla dość wielkiego grona Polaków z Białorusi, którzy dużo poświęcili zdrowia i wysiłków na rzecz pomocy swoim rodakom na naszej ziemi, przyjdzie się przepraszać prawdopodobnie polskim dyplomatom, ale chyba już nie tej kadencji… Kto życzy komuś źle – przede wszystkim rujnuje siebie i swoją osobowość, a prawda z czasem wychodzi na jaw. Możliwie w swoich pamiętnikach w przyszłości przypominając obecną sytuację będę opisywać wszystko z większą ironią, a na razie jak zawsze powtarzam: i to przeminie

[Kommentare (0) | Permalink]


Kostenloses Blog bei Beeplog.de

Die auf Weblogs sichtbaren Daten und Inhalte stammen von
Privatpersonen. Beepworld ist hierfür nicht verantwortlich.