Du befindest dich in der Kategorie: Art - Literatur - Kultur
PRZED KONCERTEM PDO618 FO von Stefan Kosiewski SSetKh Henryk Elzenberg jako krytyk literacki Sosnowiec 1977 ZR Rozdz. I Wstep ZECh 20181020 ME SOWA
Stefan Kosiewski @Pani Joannie Marii Perzanowskiej Henniges – W obronie duszy złoczyńcy, który źle czyni duszy własnej nie czując duszy w ciele zwierzęcia. Jurkowi z przyjaźnią, Poeta Polski. https://vk.com/photo467751157_456239153
PRZED KONCERTEMZ głośników leciała muzyka poważna w oborze Gebrüder Meyer na dwieście i trzy pary uszu grana trzydzieści lat temu
Dwie różne dusze mieli bracia Meyer i dwa temperamenty to prawda i wzrastała mleczność rasy przy BeethovenieFrankfurt nad Menem, 20 października 2018 r. vk.com/album467751157_251007915
http://hofgut-hohenwald.de/

CJZ Im MTK e.v. Templariusze w Rosji PRZED KONCERTEM PDO618 FO Von Stefan Kosiewski SSetKh Henryk Elzenberg... by Stefan Kosiewski on Scribd
https://vk.com/wall467751157_312Samstag, 22. September 2018
III 9. Rabindranath Tagore.
https://vk.com/wall467751157_285

https://twitter.com/sowa/status/1043581834305646592
III 9. Rabindranath Tagore.
Rabindranath Tagore zajmuje szczególne miejsce wśród pisarzy,omawianych w „Próbach kontaktu”. Jak zauważył jeden z recenzentów „…głębia koncepcji etycznych cechując twórczość tego hinduskiego powieściopisarza i poety zafascynowała bez reszty Elzenberga” (Paweł Trzebuchowski: W poszukiwaniu ideałów. Za i Przeciw 1966, nr 40, s.15). Z fascynacji tych wywodzą się dwa szkice zamieszczone w „Próbach kontaktu”: „Rabindranath Tagore jako poeta liryczny” i „Tagorego kilka dzieł prozó”. Pierwszy z tych szkiców opublikował Elzenberg w 1020 r. w „Nowym Przeglądzie Literatury i Sztuki” był, drugi zaś w dwa lata później w „Przeglądzie Warszawskim”.
Rozważania nad poezją Tagorego – po przedstawieniu sylwetki pisarza, umieszczeniu jego twórczości w kontekście kulturowym XIX i XX wiecznych Indii oraz po uwagach na temat światowej recepcji tej twórczości – rozpoczyna Elzenberg od stwierdzenia, iż „…dzieła Tagorego nie wszystkie stoją na równo wysokim poziomie”, po czym – stawiając jego dramaty i utwory liryczne wyżj, niż prozatorskie – nazywa go: „…cudownym, boskim pieśniarzem, jednym z najprzedziwniejszych liryków refleksyjnych, jakich znać nam jest dano”. Dramatom, przy dostrzeżeniu ich piękna, odmawia „siły i nerwu”, MóWI, Że są one „…jak na teatr za miękkie, za pastelowe, w plastyce typów za słabe”.
Podstawą tych uwag jak i następnych, zawartych w szkicu, są dla Elzenberga przekłady „Gitandżali”, „Ogrodnika” i „Księżyca przybierającego” dokonane przez Kasprowicza, tematem zaś treść tych utworów. W „Ogrodniku” więc , dla Elzenberga, treść główną stanowią dwojakie rzeczy: miłosne i filozoficzno-moralne, z których górę bierze – w myśl określenia zbiorku przez Tagorego „pieśniami o miłości i życiu” – miłość. Miłość, która ukazana we wszystkich swoich fazach, od „…wina pocałunków” i „ciężkich dymów kadzideł” aż do najbardziej niedoścignionych lotów marzenia” jest zdaniem Elzenberga „…śliczną, …zapachem przyrody na wskroś przepojoną sielanką”.
Utwory filozoficzno-moralne, które zajmują w zbiorku mniej miejsca, nazywa Elzenberg „…szczerymi arcydziełami, w których mistrz poezjimyślowej jawi się już w całej swej sile”.
W „Księżycu przybierającym”, będącym zbiorem poezji Tagorego o dzieciach, dochodzi do głosu – zdaniem Elzenberga lepiej, niż w prozie Tagorego, idealizujący i ojcowski stosunek autora do dzieci, bowiem „…dziecko …jest a n i o ł e m, który w ten świat interesów wnosi tchnienie duszy wszechrzeczy i tym co „krzyczą i walczą, wątpią i rozpaczają”, złym, zawistnym i pożądliwym, ukazuje obraz pokoju”.
W trzecim zbiorze, „Gitandżali”, dającym tytuł całości przekładów Kasprowicza, treścią główną jest, według Elzenberga, Bóg i stosunek człowieka do niego. „…Poezja „Gitandżali” jest religijna” stwierdza w pierwszym zdaniu tego fragmentu, by przejść w dalszej części do bliższego określenia jej religijnego charakteru, do przedstawienia zawartego w niej Boga; „…Bóg to intymny, mistyczny, przejawiający się w duszy, …immanentny, z tym Bogiem, jak w filozofii Wedanty, „…w istotnej swej jaźni identyczna jest dusza człowieka”. Nie jest to Bóg znany nam z Biblii, z katechizmu i Kościoła, jednak dzięki temu, iż Tagore „…z immanentnego Brahmana czyni mimo wszystko… osobę” Elzenberg dochodzi do wniosku, „…że człowiekowiZachodu nic z tego rodzaju poezji nie powinno być niezrozumiałe”. A jeśli nawet znajdujemy w zbiorku kilka utworów o Maji (boskiej ułudzie świata), które mogą być niejasne dla czytelnika europejskiego, to optymistyczna postawa Tagorego wobec tego świata (w przeciwieństwie do tradycyjnie przekazywanej w literaturze hinduskiej) powoduje zmniejszenie ewentualnego dystansu między autorem, a czytelnikiem.
Ostatnie zdanie szckicu: „…W miłości do absolutu nie zatracił się zachwyt nad światem, w mistyku nie zaginął artysta” wskazuje na trafność opinii Pawła Trzebuchowskiego sugerującej, iż Elzenberg „…w twórczości tej skłonny jest… dostrzegać pełnię doskonałości twórczej”. Wskazuje na to także fakt nie zgłoszenia przez Elzenberga pod adresem tej tak komplementowanej („delikatna, śpiewna, szlachetna, wytworna”) poezji żadnych zastrzeżeń.
Prozę Tagorego, jako się rzekło, stawia Elzenberg niżej. Hierarchizacji tej dokonuje już w pierwszym z poświęconych temu autorowi szkiców, jednak dopiero drugi przynosi uzasadnienie takiego stanowiska. Szkic ten, poświęcony omówieniu wydanych w Polsce dramatów, powieści i nowel Tagorego, rozpoczyna wzmianka o „Poczcie”, która była grana swego czasu przez jeden z warszawskich teatrów pod zmienionym tytułem: „Biuro pocztowe”, przy czym doznała dosyć chłodnego przyjęcia ze strony krytyki. Elzenberg nie podejmując polemiki z tymi głosami wyraża życzenie, by rzecz ta „…mało sceniczna, o pięknościach wyłącznie poetyckich” doznała w wydaniu książkowym „…głębszego, niż na scenie odczucia”.
Drugim z przetłumaczonych w Polsce dramatów, „Królowi ciemnej komnaty” poświęca więcej miejsca i uwagi. Dramat ten bowiem, będący alegorycznym przedstawieniem - pod postaciami uwiedzionej oblubienicy i małżonka, do którego powraca – mistycznego stosunku duszy do Boga, przez Tagorego stawiany wysoko, zdaniem Elzenberga arcydziełem nie jest. „…Dramatyczności na przeszkodzie staje u Tagorego liryzm”, twierdzi Elzenberg: „…skłonność do moralizowania i cały, tak harmonijny, ale nieco mdły, stosunek jego do życia”. Nie podoba się także Elzenbergowi w tym utworze „wprost zabójcza” dla dramatu alegoria „…w przejrzystości swej, konsekwencji i znaczącej szczególności prawie już nieartystyczna”.
W trzeciej części szkicu uwagę krytyka przyciąga , będąca obrazem narodowego ruchu indyjskiego książka: „Dom i świat”.
Elzenberg przedstawia w kilku zdaniach treść książki („…Do domu nieskazitelnego, doskonale etycznego Nikhila przybywa jego kolega i przyjaciel, Sandip, obecnie przywódca nacjonalistycznego ruchu „swadeszi” i urządza sobie u niego centrum swojej działalności politycznej. Poznaje jego żonę, Bimalę; parę rozmów i poza działaczem ujawnia się w nim uwodziciel. Ona… dająca się stopniowo pociągać aż nad brzeg upadku, cofa się w ostatniej chwili… Bez katastrofy jednak się nie obchodzi. W rozruchach wywołanych agitacją Santipa zostaje ciężko raniony mąż Bimali, i książka kończy się wyrazami niepewności co do jego wyzdrowienia lub śmierci”), po czym stwierdza, iż choć zakończenie jej pod względem powieściowym jest „niesłychanie wadliwe”, to jednak „…tłumaczy się jako symbol”: autor pragnie ozdrowienia prawdziwej duszy indyjskiej (Nikhila) ranionej ideologią ruchu nacjonalistycznego (Sandip). Tendencyjność ta osłabia - zdaniem krytyka - artyzm powieści, nie pozbawia jednak jej go zupełnie, bowiem „…jest w powieści jedna rzecz mistrzowska: postać Sandipa”. Postać ta, „z całą niezgłębionością swej psychiki” jest tym, co pozwala krytykowi „Dom i świat” nazwać „doskonałym tworem sztuki”.
Ostatnią część swojego szkicu poświęcił Elzenberg nowelom Tagorego. Nie traktuje ich jednak z osobna, jak utwory wcześniej omówione, ale wszystkie dwanaście (tyle ich zmieściło się w polskim wyborze) ujmuje razem. Sprzyja temu zabiegowi ich myśl przewodnia, zawierająca się zdaniem Elzenberga w pragnieniu, by „…w przędzy ludzkich, codziennych stosunków odnaleźć jako wątek istotny tę samą wszechobecność bożą”. Elzenberg nie szuka więc treści nowel w przedstawionej przez nie rzeczywistości materialnej, bo ta kształtuje życie w mniejszym stopniu, niż czyni to duchowość, a spośród rzeczy duchowych – uczucie miłości.
Miłość, ale miłość niewinna i czysta, miłość rodzicielska, przyjaźń przyczynia się do tego, iż traktując te nowele jako „…czyste dzieła sztuki, bez tezy, zwięzłe, wykończone, stylowe” stawia je Elzenberg na równi z liryką Tagorego.
Stefan Kosiewski: Henryk Elzenberg jako krytyk literacki. Sosnowiec 1977
http://sowa.beeplog.de/17379_5335656.htm
http://sowamagazyn.blogspot.com/2018/05/iii-4-o-kasprowiczu-i-borowym-stefan.html
Uploaded by Stefan Kosiewski on Sep 26, 2018 Z tymi co nieufnosci PDO611... by on Scribd
Freitag, 21. September 2018
III 17. Krótko (o Hölderlinie i Nietzschem).
https://vk.com/wall467751157_284
FRIEDRICH HÖLDERLIN
Wprawdzie postać Friedricha Hölderlina pojawia się w „Kłopocie z istnieniem“ kilkakrotnie, ale jedynie trzy z tych notatek mogą być, ze względu na swój krytycznoliteracki charakter, brane w naszych rozważaniach pod uwagę.
W pierwszej, pochodzącej tak jak dwie pozostałe, z drugiego okresu twórczości Elzenberga, cytuje on fragment wiersza Hölderlina: „Lebenslauf”:
„Większych i ty chciałeś rzeczy; ale miłość
Wszystkich nas poskramia; jeszcze przemożniej – ugina cierpienie.
A jednak nie nadaremnie
Wraca nasz łuk, skąd przychodzi”
(przekład Elzenberga)
I nazywa go jednym „…z najbardziej uskrzydlających wierszy w poezji światowej.
W drugiej, o kilka dni późniejszej, stwierdza: „…Hölderlina rozmiłowanie w Grecji jest chyba najbardziej przepojone tęsknotą, najdoskonalej liryczne, z jakim mi zdarzyło się spotkać”.
Trzecia notatka przynosi potwierdzenie wcześniej ujawnionego stosunku Elzenberga do twórczości Hölderlina: „…Program nieśmiałego młodziana z Tybingi jest najambitniejszy, jaki człowiek może sobie postawić: wolność”.
Trzy te notatki, stanowiące integralne całostki, dają się połączyć ze sobą jedynie na płaszczyźnie najwyższego uznania, jakie Elzenberg żywi do Hölderlina.
FRIEDRICH NIETZSCHE
Podobnie, w kilku odrębnych notatkach, potraktował Elzenberg twórczość innego Niemca, Friedricha Nietzschego.
W pierwszej z nich, będącej efektem lektury „Wille zur Macht” Nietzschego stwierdza on, iż nigdy nie mógł zrozumieć, ile „…efekciarstwa literackiego, ile histerii i podniecania się, ile szczerości…” zawartych jest w immoralizmie Nietzschego. I dopiero lektura „Wille zur Macht” pozwoliła mu „…wyczuć niektóre znaczące dla tej sprawy rysy psychiczne”; Nietzsche jawi mu się teraz jako człowiek, który istotnie mało miał „serca”, pozbawiony zmysłowości (zwłaszcza tej, z której w kontaktach ze słabszymi rodzi się czułość), nie zapominający natomiast o dystansie (rozumianym jako kategoria literacka), o konieczności jego zachowania, co powoduje zdaniem Elzenberga, iż „…ze strachu przed tymi jakimiś resztkami serca, przed możliwymi też, z zewnątrz, pokusami miuękkości, usztywnia się, napręża, odgradza” i w tym momencie „…kończy się człowiek, a zaczyna smok operowy”.
Brak akceptacji, w ostatnim zdaniu, do postawy etycznej Nietzschego nie oznacza, że Elzenberg neguje inne jego wartości. Świadczy o tym treść drugiej notatki: „…Dla niektórych ludzi nie ma różnicy między nieścisłością Nietzschego, a nieścisłością dziennikarzyny; na to, co dzięki swej nieścisłości – s w o j e j nieścisłości potrafił światu dać Nietzsche, są ślepi”.
Powyższą myśl, w zmienionej formie, zawarł także w odpowiedzi na ogłoszoną w 1952 r. przez redakcję „Znaku” ankietę na temat tych książek ostatniego stulecia, które odegrały decydującą rolę w ukształtowaniu się jego poglądu na świat oraz postawy moralnej, gdzie stwierdził: „…pouczył mnie przykład Nietzschego, że do najwyższych osiągnięć zdolna jest nie tylko myśl prowadzona, jak to się chętnie mówi, „porządnie”, skrupulatnie przestrzegająca dyrektyw logicznych i metodycznych, ale i ta „nieporządna”.
W wyznaniu tym zawarte jest nie tylko przyznanie się Elzenberga do wpływu Nietzschego na aforystyczny kształt jego notatek ale także wyrazy uznania dla jego przemyśleń.
Stefan Kosiewski: Henryk Elzenberg jako krytyk literacki. Sosnowiec 1977

Lebenslauf
Hoch auf strebte mein Geist, aber die Liebe zog
Schön ihn nieder; das Laid beugt ihn gewaltiger;
So durchlauf ich des Lebens
Bogen und kehre, woher ich kam.
Pomysł PAD zainwestowania 2 mld dol. w stałą bazę wojskową USA w RP https://t.co/pnKw56R90z to prowokacyjny akt względem Rosji https://t.co/1m3x5pqsOT pic.twitter.com/zT3NyS3796
— sowa (@sowa) 21. September 2018
https://twitter.com/sowa/status/1043466322229776384https://t.co/n5Ug0bhBrJ Beginn der Lehrveranstaltungen https://t.co/9BBJ58BCVx Lebenslauf https://t.co/9mRmMsM0nv
— sowa (@sowa) 22. September 2018
z tymi, co jak Prof. Henryk ELZENBERG uczą nie ufać doskonałości "spójnych teorii" https://t.co/TuaSOizUHw pic.twitter.com/FByDv30qbr
Dienstag, 29. Mai 2018
III 3. Waclaw Berent, "moze ten w Polsce czlowiek, do którego bym najbardziej chcial byc podobny".
W 1920 r. opublikował Elzenberg w "Książce zbiorowej ku uczczeniu pierwszej rocznicy Uniwersytetu Poznańskiego" szkic krytyczny poświęcony powieści Wacława Berenta "Zywe Kamienie". Szkic ten, przedrukowany później w "Próbach kontaktu", zaczyna się od określenia książki Berenta mianem "...arcydzieła równego bodaj "Próchnu". W tym samym tonie utrzymana jest większość uwag Elzenberga, zawartych w szkicu; od najprostszych - broniących prawa pisarza do archaizacji języka, poprzez zachwyty nad kunsztownością i przepychem stylu (to nic, że "...tu czuć "barok" w nienajkorzystniejszym znaczeniu tego wyrazu..." - mówi Elzenberg - jest to zaledwie "cieniem cienia", który pada na wysłowienie Berenta), do wnikliwych, stanowiących trzon szkicu, rozważań nad treścią książki, którą stanowi jej problem.
"...Problem to znany nam z dawna... - mówi Elzenberg - "...Berent... nie widzi sensu dla życia inaczej jak tylko w spełnieniu... nakazu... : "Zleczcie myśl waszą...".
"Próchno" było stwierdzeniem konieczności szukania lekarstwa, "Zywe kamienie" mają być - zdaniem Elzenberga - drugą po "Oziminie" próbą tego szukania.
Analizę książki (zawartego w niej problemu) rozpoczyna Elzenberg od przypomnienia akcji, a właściwie szału erotycznego, jaki wywołało przybycie wagantów do miasta, po czym mówi, iż - podobnie, jak miało to miejsce w "Próchnie" - w poczuciu nierozerwalnego związku erotyzmu w twórczości tkwi "...niepokój Berenta, ognisko jego czucia. To, z czym się, jak z rzeczą osobistą, zadręczającą na śmierć i życie, pasuje...". Zastrzega się jednak, że takie odczytanie obrazu książki jest niewystarczające, bowiem "...inaczej go podaje uczucie, inaczej myśl krytyczna autora...". Dlatego też w następnych zdaniach dokonuje jego oglądu pod tymi dwoma (tj. myśli i nastroju) względami; zachowuje przy tym wierność przyjętej wcześniej metodzie rozpatrywanie "Zywych kamieni" w kontekście reszty dokonań Berenta.
"...W "Próchnie", zasadniczo rzecz biorąc, może i autor nie twierdzi, iżby bez zatrucia kobietą sztuka w ogóle istnieć nie mogła... jednak... ze wszystkich kart tej książki bije to jedno: chcesz tworzyć, daj się Astarcie..." - spostrzega Elzenberg, a następnie przechodzi do porównania postaci "artystów zdrowych", przedstawionych w obu książkach: Turkułła ("Próchno"), który jawi się jako typ "...karykaturalny, bez duszy, w chwale swej stokroć wstrętniejszy niż tamci w swym upadku..." z postacią kowala ("Zywe kamienie"), "...chłopa z sercem, znającego, co wiara i miłość, sprawie - gdy się nadarzy - oddanego, zdolnego się za nią bić i brać cięgi...".
Porównanie to, dokonane w kontekście wcześniejszych uwag, prowadzi Elzenberga do stwierdzenia: "...widocznie możliwa jest sztuka bez wszetecznictwa; widocznie klątwa erotyzmu nie wieczna...", wskazującego na poczynioną przez Berenta zmianę stosunku do podejmowanego w obu powieściach tematu.
Także i w nastroju "Zywych kamieni" dostrzega Elzenberg jakości obce poprzednim powieściom Berenta. Pierwsza z nich, to "...względna, w porównaniu ze stanami dawnymi..." pogodna, dająca się odczuć szczególnie w stosunku autora do postaci (prawie wszystkie dodatnie); druga - będąca częściowo konsekwencją pierwszej - to humor, przejawiający się głównie, choć nie tylko, w sposobie przedstawiania tych postaci.
Pojawienie się obu tych jakości możliwe było - zdaniem Elzenberga - przez taki a nie inny wybór tematu, którego dokonał Berent, przez "...owo ze spółczesności przeniesienie się gdzieś het w średniowiecze...". Taki bowiem wybór pociągnął za sobą dwa doniosłe dla nastroju książki fakty: jeden - dotyczący psychologii i drugi - plastyczności (a ściślej - malarskości) prozy Berenta. Psychologii - od nurzania się w której "...chmurniał na śmierć Berent "Próchna" i "Oziminy"...". przez rezygnację Berenta z podejmowania prób dotarcia do psychiki ludzi żyjących w innej epoce - ubyło. Przybyło natomiast, dzięki temu owych "...radosnych pierwiastków plastyki, słoneczności, koloru, tak cudownie wyzwalających z pęt ponurości...". Jednakże rozpogodzenie to, mające niewątpliwie miejsce w powieści, jest przytłumione - mówi Elzenberg - poprzez niepokój, iż "...dla nicości się tworzy..." (scena śmierci kowala); .przez "...głuche memento bezcelowości tworzenia "szczurom na ogryzienie, pająkom na osnucie...", przez świadomość społecznej samotności artysty. Tego, czy jest to także samotność ontyczna - Berent nie rozstrzyga.
"...Ale czy lepsza by była po raz drugi wyraźność "Próchna" i upas antiaru (trucizna, którą trują się Hertenstein i Müller)...?" - zapytuje Elzenberg i kończy szkic wyrazami uznania dla Berenta: "...Zwątpienie jest doskonałe, a zwątpienie ducha wielkiego - w swej doskonałości i pięknie: chwiejną musi być zwiewna nadzieja...".
Poza przedstawionym powyżej szkicem poświęcił jeszcze Elzenberg Berentowi notatkę (mającą być zapewne, w pierwotnym zamyśle, szkicem do planowanej wypowiedzi prasowej), datowaną w "Kłopocie z istnieniem" na grudzień 1920 r. Treścią jej są zwięzłe odpowiedzi na postawione przez Adama Siedleckiego zarzuty pod adresem bohaterów "Próchna".
I tak, Siedlecki mówi: "Zgnilizna", Elzenberg odpowiada: "...owszem; jednak, kto po brzydkim oczynku - takim, jaki wielu mężczyzn popełnia i spokojnie sobie dalej żyje i tyje - musi się t r u ć...?". - Siedlecki: "Mówią dość głupio o sztuce"; Elzenberg: "...Oni nie są "niegodni bólu Berenta". Są - wyłączam... Hertensteina - godni potępienia, sarkazmu, dużej nawet abominacji; ale bólu też; i Berent ma słuszność, że nie tylko ich satyryzuje i chłoszcze, ale im także współczuje...".
W innej notatce, z 26. II 1924 r. Elzenberg mówi: "...Berent, może ten w Polsce człowiek, do którego bym najbardziej chciał być podobny: ze względu na skończoność tego co robi, na postawę, na wewnętrzną dojrzałość, na powagę, z jaką ujmuje sprawy sztuki i sprawy człowieka..." i tymi słowy dokonuje najlepszego określenia swojego stosunku (także jako krytyka literackiego) do twórczości Wacława Berenta.
Stefan Kosiewski: Henryk Elzenberg jako krytyk literacki. Sosnowiec 1977
http://sowa.beeplog.de/17379_5332716.htm
PDF: https://issuu.com/kulturzentrum/docs/iii_4._o_kasprowiczu_i_borowym_stef
III 3. Waclaw Berent III 4. O Kasprowiczu i Borowym Stefan Kosiewski Henryk Elzenberg jako krytyk literacki... by Stefan Kosiewski on Scribd
Dienstag, 22. Mai 2018
III 4. O Kasprowiczu i Borowym. Stefan Kosiewski: Henryk Elzenberg jako krytyk literacki. Sosnowiec 1977
(...)Stosunkowi prof. Elzenberga do wiersza Kasprowicza poświęcony został rozdział
III 4. O Kasprowiczu i Borowym.
Janowi Kasprowiczowi, ostatniemu - po Zeromskim i Wyspiańskim - z wielkiej trójki pisarzy Młodej Polski, poświęcił Elzenberg dłuższy szkic krytyczny dopiero w 1935 r., przy okazji wydania przez Wacława Borowego zbioru studiów: "Dziś i wczoraj".Skic ten, zatytułowany: "O Borowym, o Kasprowiczu i o niektórych kłopotach z ocenami estetycznymi" ogłosił Elzenberg w 52 numerze "Pionu", a dokonując pod koniec życia wyboru swoich prac pomieścił, z drobnymi zmianami, w "Próbach kontaktu";
we wersji opublikowanej w "Próbach kontaktu" zrezygnował Elzenberg ze
znajdującego się w pierwodruku dopisku następującej treści: "(...) Nie chciałem, w
artykule tego rodzaju, męczyć czytelnika nadmiarem analizy biorócej za punkt wyjścia
słowa i zwroty. Zaszedłem więc w chwili rozstrzygającej od strony charakterystyki
luźnej, co pociągnęło za sobą i użycie środków mniej nagannych. Myślę jednak, że
tamtym lepszym sposobem można dojść do wniosków analogicznych(...). Pion 1935, nr 52, s. 6. Zmianę tę, nie dotyczącą strony merytorycznej szkicu, odnotowujemy tu jedynie ze względów formalnych. Istotniejszą, bo wskazującą na ewolucję poglądów Elzenberga, jest natomiast zmiana stosunku Elzenberga do dokonanej przez Borowego oceny wiersza Kochanowskiego "Słońce już padło; ciemna noc nadchodzi": "(...)Brzmi tu bez zarzutu i jest poprawne; ale co tu może być przedmiotem zachwytu?" - stwierdzał Elzenberg w 1935 r. (Pion, 52, 5), a w 1965 r. zapisał: "(...) Zdaje się, że Borowy jednak miał rację. Walory brzmieniowe są bardzo duże(...)." Próby kontaktu, s 26.
Przedmiotem swoich rozważań (i dyskusji z Borowym) uczynił Elzenberg w tym szkicu otwierający "Księgę ubogich" wiersz Kasprowicza, zaczynający się od słów: "Rozmiłowała się ma dusza...".
Wyraziwszy swoje uznanie, tak dla Kasprowicza jak i Borowego, Elzenberg przedstawia stanowiska w ocenie tegoż dla Borowego jest on koroną "Księgi ubogich", dla niego zaś jest to wiersz: "(...) z pewnością nie bez subtelnego uroku, ale skromny i raczej drugoplanowy, pozostający w tyle poza niejednym utworem chociażby tegoż poety i chociażby w tej właśnie książce, o której mowa".
Następnie przechodzi do analizy wiersza, której pierwszym przedmiotem czyni warstwę znaczeń i sensów wiersza.
Tak więc, we wierszu:
Rozmiłowała się ma dusza
W cichym szeleście drzew,
Gdy konarami ich porusza
Druh mój, przecichy wiew.
Rozmiłowała się ma dusza
W głośnych odmętach fal,
Gdy druh mój, burza, je porusza,
W nieznaną płynąc dal.
Rozmiłowała się ma dusza
W twórczych promieniach zórz,
Gdy druh mój, słońce, w świat wyrusza,
Zycia płomienny stróż.
Rozmiłowała się ma dusza
W przepastnej nocy mgłach,
Gdy druh mój, śmierć, na połów rusza,
A przed nią lęk i strach.
"(...) dwie strofy na cztery," według Elzenberga są: "...zakończone wierszami, które do niczego nie służą, jak tylko do wypełnienia luk w czterowierszu. Wiersz: "życia płomienny stróż" jest niepotrzebny i słaby; wiersz: "w nieznaną płynąc dal" jest niepotrzebny i nad wszelki wyraz okropny(...)".
Powyższe stwierdzenie znajduje swoje uzasadnienie w dalszej części wywodów Elzenberga: "(...) "dal" i to "nieznana", w którą coś "płynie", jakże to potwornie wytarte! A potem: czyż burza "płynie", czyż nie ma radykalnej sprzeczności między ekspresyjnym walorem wyrazu "burza" a takimże ekspresywnym waloru "płynąć" i czyż (...) jest to rzeczą dla burzy charakterystyczną, że się (...) kieruje "w dal", czy w nią dąży? (...)". Także zestawienie epitetów "cichego" szelestu z "głośnymi" odmętami jest dla Elzenberga pozbawione większych wartości artystycznych, jest jednym "...z wyblakłych i zużytych liczmanów poezji" tak jak i "przepastnej nocy mgły". Zaś "cichy" szelest we wersie drugim i "przecichy" wiew w wersie czwartym są dla Elzenberga oczywistym i "trudnym do darowania" niedbalstwem autora. Tak jak i oczywistym pleonozmem ("wątpliwym artystycznie") jest "lęk i strach", zamykający wiersz.
Po tak dokonanej analizie warstwy znaczeń i sensów Elzenberg stwierdza, iż "...nie w "słowach" są tutaj błędy, ale słowne z pozoru niedociągnięcia są tylko zewnętrznym wyrazem wizji artystycznie niedoskonałej", następnie zaś przechodzi do wykazania zasadności powyższej konstatacji.
Rozpatruje więc kompozycję wiersza i wyróżnia dwa możliwe jej warianty:
1. wiersz jako "(...)jednolity szereg elementów "nieakcentowanych" czy "słabych", zakończonych jednym "akcentowanym", co przedstawia schematycznie w następujący sposób: "jeden, dwa, trzy, c z t e r y";
2. zwrotki wiersza ujmowane "(...) jako idące parami, a człony każdej par jako odpowiadające sobie wzajemnie(...), "jeden, d w a, jeden, d w a".
Dwuwariantowość tę traktuje Elzenberg jako zarzut w stosunku do Kasprowicza, który uczynił dzięki niej apercepcję wiersza "... jak gdyby chwiejną jakoś i zamazaną..." podczas gdy "...dobre dzieło sztuki...(wg Elzenberga)...raz zrozumiane, powinno nam swą apercepcję dyktować samo...". Próby kontaktu, 31.
Po tych niezbyt przekonujących rozważaniach Elzenberga na temat kompozycji wiersza Kasprowicza,
/ Elzenberg nie uwzględnił bowiem trzeciego, możliwego wariantu
kompozycyjnego, wynikającego z nałożenia na siebie schematów przez niego
dostrzeżonych; w uproszczeniu schemt ten można przedstawić następująco:
"jeden, d w a, trzy, c z t e r y".
Wątpliwości także może budzić zasadność użycia w tym miejscu argumentu, iż
"dobre dzieło sztuki, raz zrozumiane, powinno nam swą apercepcję dyktować
samo", bo przecież pierwsze odczytanie wiersza nie zawsze musi łączyć się z
jego zrozumieniem; a przy dokonywaniu analizy wiersza kilkakrotne jego
przeczytanie jest już wręcz konieczne. /
przechodzi Elzenberg do wyjaśnienia jego roli w stosunku do pozostałych wierszy "Księgi ubogich": "...umieszczone (...) na wstępie książki, stają się te strofy czymś prawie jak gdyby poetycką przedmową: >>Czylelniku, książka, którą bierzesz do ręki, poczęta jest z natchnień franciszkańskich", mówi Elzenberg, po czym przechodzido otwartej już polemiki z Borowym: "...robienie z tego wiersza "korony" dzieła nie mogło wprost, moim zdaniem, leżeć w intencjach poety", ibid, 44.
W końcowych uwagach Elzenberg, chociaż nazywa wiersz Kasprowicza "...jednym z jego najniewątpliwszych arcydzieł..." i sytuuje go w "strefie wysokiej", to jednak "...na szlaku poezji raczej skromnym i pod niebem dość bladym, na wąskiej wijącej się ścieżce o b o k drogi tryumfatorów..."; a wszystko przez "...strofy byle jak załatane i liche epitety i słabe zwroty i defektykompozycyjne i całą tę pewną anemię słowa, której "...zaprzeczyć nie można..., którą Elzenberg dostrzegł już wcześniej, teraz zaś postanowił zanalizować,
/ Czego dowodem jest notatka z 30. X 1912: "...W poezji Kasprowicza grzęźnie
się jak w glinie. Jest to co prawda ta glina, z której Pan Bóg ulepił Adama, ale ja
osobiście wolę rzeczy nieco mniej lepione a nieco bardziej kowane...". Kłopot
z istnieniem, 68. A także fragment innej, o dzień późniejszej: "...Uderzyła mnie
od początku niezdolność Kasprowicza do wywołania pełnowartościowego
wzruszenia, a przecież za "retorykę" nawet oględniej, za "czystą literaturę,"
nikt czujący tej twórczości nie uzna. Ale te długie, powoli się toczące ciężkie
okresy, te litanie półpłynnych obrazów, to jest jak masa wód, w których tonie i
zatraca się cierpki smak bytu. Więc jeszcze raz: ta poezja nie jest budzicielką,
ale coś raczej jakby tłumicielką wzruszenia; na pewno wbrew świadomym
intencjom i oczekiwaniom poety" Kłopot z istnieniem, 68, 69. /
by móc z czystym sumieniem stwierdzić blisko dziesięć lat później: "...Poezja, to wielkość duszy pomnożona przez artyzm słowa. Kasprowicz w największym stopniu posiadał tamto pierwsze(...), brakowało mu natomiast drugiego i dlatego "...nie jest naprawdę i co się zowie w i e l k i m poetą..." (Kłopot z istnieniem, 311), by potwierdzić niezmienność swojego stosunku do tej poezji przez wszystkie trzy okresy swej twórczości.
III 4. O Kasprowiczu i Borowym Stefan Kosiewski Henryk Elzenberg jako krytyk literacki Sosnowiec 1977 III 6... by Stefan Kosiewski on Scribd
http://sowamagazyn.blogspot.de/2018/05/iii-4-o-kasprowiczu-i-borowym-stefan.html
Die auf Weblogs sichtbaren Daten und Inhalte stammen von
Privatpersonen. Beepworld ist hierfür nicht verantwortlich.






