Du befindest dich in der Kategorie: Politik - Standpunkt - OPINIE
sprzezenia zwrotne zwierzen dla swietego spokoju, albo: arcybiskup Zycinski o moralnosci
Listy biskupie dzielą się normalnie na: dobre i złe. List biskupa Zycińskiego nie należy do żadnej z tych kategorii, jest wyjątkowo niedobry, arcybałamutny. Także i dlatego, że zamiast pomóc wyjaśnić trudną przeszłość Kościoła Katolickiego w PRL-u tym, którzy podjęli się już dzieła naprawy Kościoła w Polsce, mitologizuje nieludzką rzeczywistość ubecką, w której mordowanie księży należało jednak do zwykłych zadań służbowych.
Jeśli ktoś z dawnych pracowników resortu nie potrafi zdobyć się na publiczne wyznanie prawdy, może to uczynić dyskretnie, korzystając z pośrednictwa ludzi Kościoła - zachęca tymczasem w liście Pasterz Kościoła Lubelskiego, któremu nie wydaje się przecież, by dla osiągnięcia stanu doskonałości moralnej wystarczyło proste odwrócenie ról. Biskup Zyciński wie, że nie wystarczy aby złoczyńcy, którzy dotychczas wysłuchiwali zwierzeń księży, tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa, zwierzyli się teraz tym, którzy wcześniej sami się im zwierzali. Bo nie idzie o zwierzenia i sprzężenie zwrotne zwierzeń dla świętego spokoju, na którym miałby się opierać w Polsce Ład Boży potrzebny do rachunku sumień.
Złoczyńcy i zbrodniarze komunistyczni, którzy bezpośrednio i pośrednio mogą czuć na swoich rękach krew nie jednego księdza Niedzialaka czy księdza Suchowolca, ścigani są z mocy ustawy i nie przedawni ich odpowiedzialności żadna rozmowa w zaciszu plebanii, natomiast ujawnienie komukolwiek czegokolwiek z morderczej przeszlości, zamiast spokoju ducha przynieść może tylko braterski pocałunek mafii, którą zresztą ksiądz Biskup w omawianym liście wspomina.
SB-ecy byli poza tym agnostykami i nie wiadomo, czy pięć warunków Sakramentu Pokuty więcej dla nich dziś znaczy, niż zmowa milczenia, która złoczyńców na całym świecie wiąże normalnie do grobowej deski? Nie wiadomo, czy wszystkim tym szurkom udało się przeniknąć do struktur Akcji Katolickiej? Czy znalazło się dla nich miejsce w Rodzinach Radia Maryja, Opus Dei, działka społeczna w polskich parafiach? Gdzie to po zwierzeniu się a także po rachunku sumienia, żalu za grzechy, mocnym postanowieniu poprawy, spowiedzi szczerej i zadośćuczynieniu ofiarom, lub rodzinom ofiar mogliby sobie oni żyć skruszeni w spokoju i w nadziei pojednania z Bogiem.
UB-ecy jak wiadomo agnostykami nie byli, bo inne były czasy i wystarczało, że każdy UB-ek nałeżał do partii, jak do partii należał później każdy SB-ek. UB-ecy nie chodzili do kościoła, bo byli bezbożnikami i magnetofonów jeszcze na świecie nie było, które w późniejszych czasach służyły do sporządzania jednostronnych raportów funkcjonariuszy SB.
Nie może być jednak przedmiotem sporu, czy lepsza prawda o haniebnej przeszłości księży-kapusiów udokumentowana jednoznacznie przez Służbę Bezpieczeństwa, która tychże kapusiów instalowała częstokroć w strukturze Kościoła Katolickiego, wspierała w możliwościach i awansach, motywowała moralnie na swój sposób i nie opuszczała w materialnej potrzebie. Czy też przyjmujemy głoszony Na Wschodzie Polski aksjomat, że każdy kościelny kapuś SB to ofiara łamania przez SB, stosowania tortur i nieludzkich metod. Polakom młodym, którzy o PRL-u uczą się na studiach, a o żydokomunie dowiedzieć mogą się co najwyżej z internetu, należy wspomnieć w tym miejscu, że szatan nie torturuje, lecz kusi. A rzeczywistość, którą opisujemy w różnych meilach i listach, pyszni się na wyżynach cynizmu i braku moralności, przy których jakaś jedna fałszywka Kinaszeskiej to po prostu bzdeta. Tym niemniej chciało by się i na ten temat coś więcej poczytać w kolejnym liście pasterskim, chyba że rozpowszechniane w prasie polskojęzycznej pogłoski o możliwym wezwaniu księdza Arcybiskupa na Urząd do Stolicy Apostolskiej jednostronnie nabiorą mocy, to wtedy zapomnimy wszyscy o tej plotce przypomnianej przez Biskupa nie wiadomo po co, bo łączącej w ohydny sposób Papieża-Polaka i jakąś babę Kinaszewską, o której rachubach, narodowości i sumieniu nawet nie chcemy wiedzieć.
Stefan Kosiewski
Frankfurt nad Menem, 11 lipca 2006
Freitag, 07. Juli 2006
w sprawie podejrzen rzucanych na pana Lecha Walese
„Po czynach ich poznacie”. – Jezus Chrystus
W czwartek, 29 czerwca 2006, pytałem, kiedy wreszcie Lech Wałęsa przestanie wyzywać od "Dezerterów" swoich kolegów z Solidarności, którzy musieli zabierać manatki nie przymierzając jak jaki arab? A nie powinni byli wyjechać z Polski - jak słusznie Lech Wałęsa zauważa.
http://25lat.blox.pl/2006/06/Zytowka-obawia-sie-o-powage-urzedu-a-Lech-Walesa.html
Lech Wałęsa wyciął ostatnio z rozpowszechnianego w internecie paszkwilu „Dezerterzy” określenia prowadzące w bezpośredni sposób do magazynu SOWA oraz nazwisko wydawcy magazynu KOSIEWSKI.
Dziękując za pozytywną odpowiedź miło mi zapowiedzieć, że pan Stefan Kosiewski zamierza zająć wkrótce stanowisko w sprawie podejrzeń rzucanych na pana Lecha Wałęsę o to, że jako przewodniczący sierpniowego strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 r. miał rzekomo znajdować się pod wpływem Służby Bezpieczeństwa.
Stan Dawid Ligoń
Donnerstag, 06. Juli 2006
wszyscy byli ministrowie Spraw Zagranicznych RP krytykuja Kaczynskich za odwolanie spotkania Trójkata Weimarskiego
| Ansicht: Mittel | Groß | 5 von 12 Erste | < Vorherige | Nächste > | Letzte |
----- Original Message -----
From: Lustracja
nonsens http://unsinn.blox.pl
Mittwoch, 05. Juli 2006
czy bracia Kaczynscy, Prezydent RP, premier i minister Anna Fotyga dekomunizuja berlinska gazete? bo obiecywali Polakom dekomunizacje w Polsce
Czy jako prezydent będzie Pan wspierał rząd lub samodzielnie zabiegał o przeprowadzenie w Polsce dekomunizacji?
Lech Kaczyński: Musimy mieć świadomość, iż największe efekty dekomunizacja mogła przynieść kilkanaście lat temu. Wówczas doszło do antyteczkowego zamachu stanu, a mój brat i ja - jako gorący jej zwolennicy - byliśmy obiektami zaciekłych ataków. Z przykrością stwierdzam, że również ze strony części obozu postsolidarnościowego. Dziś dekomunizacja przyniesie znacznie mniej efektów. Liczę jednak na to, że uda się ją przeprowadzić. Będzie szczególnie mało skuteczna w sferze gospodarki. W 1992 roku olbrzymia część przedsiębiorstw należała do skarbu państwa. Odcięcie od nich wówczas ludzi budujących PRL całkowicie zmieniłoby kształt naszej grupy najbogatszych. Niestety stało się inaczej. Wielu tego po czasie żałuje. Oczywiście podejmiemy starania, by dekomunizacja w Polsce jednak dokonała się,
Lech Kaczyński Prezydent IV Rzeczypospolitej. 11.08.2005 | Wywiad | źródło: Gazeta Polska Lech Kaczyński - wywiad dla „Gazety Polskiej” http://www.lechkaczynski.pl/article.php?id=59
a Genossinnen - to: Towarzyszki od słowa: Genosse - towarzysz
i gazeta ma jednoznaczny profil
Polacy stawiają pytanie o kierunek dekomunizacji dokonywanej przez braci Kaczyńskich:
- czy jutro politycy partii Prawo i Sprawiedliwość, zatrudnieni na posadach w Polsce, będą zwalczali komunistyczne gazety na Madagaskarze?
(...)"Das kann so nicht stehen bleiben", klagte etwa Premier Marcinkiewicz im polnischen Fernsehen. Der taz-Artikel sei ordinär und beleidigend für das polnische Staatsoberhaupt. "Es ist kaum vorstellbar, dass in Polen sich jemand erlauben würde, so über ein Staatsoberhaupt herzuziehen." Die polnische Botschaft in Berlin habe bereits interveniert. "Es muss eine Reaktion geben!", so Marcinkiewicz.
Außenministerin Anna Fotyga nannte es "beunruhigend und sehr enttäuschend", dass eine Reaktion der deutschen Behörden auf den Artikel völlig ausgeblieben sei (...)
In Berlin gab man sich indes zurückhaltend. "Unter Verweis auf die in Deutschland geltende Pressefreiheit kommentieren wir diesen Vorgang nicht", sagte ein Sprecher des Auswärtigen Amtes zur taz. Es komme in Deutschland häufig vor, dass man über einen journalistischen Artikel oder auch eine Karikatur geteilter Meinung ist.
Eine Aufregung, die zudem ganz praktische Konsequenzen hatte. So feuerte Außenministerin Fogyta, enge Vertraute des Präsidenten, ihren Pressesprecher, der die taz-Satire im Internet-Pressespiegel des Ministeriums veröffentlicht hatte.
Auch die taz-Korrespondentin kann nun eigentlich ihre Koffer packen. "Das polnische Außenministerium wird nie wieder mit einem Journalisten der tageszeitung reden", so Andrzej Sados, der neue Pressesprecher des Ministeriums. Dafür rufen bei der taz-Korrespondentin permanent anonyme Anrufer an und stoßen wüste Beleidigungen und Drohungen aus.
taz Nr. 8013 vom 5.7.2006, Seite 2, 138 TAZ-Bericht GABRIELE LESSER, veränderter Artikel in taz-Teilauflage http://www.taz.de/pt/2006/07/05/a0057.1/textdruck
Podniecenie, które miało przy tym praktyczne konsekwencje. Tak oto minister spraw zagranicznych Anna Fotyga wyrzuciła swojego rzecznika prasowego, który był zaufaną osobą prezydenta, za opublikowanie na stronach MSZ satyry taz.
Także korespondentka gazety może pakować walizki. "Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie będzie nigdy więcej rozmawiać z korespondentem tageszeitung" - oznajmił Andrzej Sados, nowy rzecznik prasowy ministerstwa. Za to dzwonią nieustannie anonimowi rozmówcy i zarzucają dzikimi wyzwiskami i groźbami.
http://sowa.beeplog.de/17379_140549.htm
http://sowa.beeplog.de/17379_133605.htm
http://unsinn.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?69998
Dienstag, 04. Juli 2006
Lech Walesa do: red. Piotr Jakucki, Tygodnika NASZA POLSKA - wywiad z Krzysztofem Wyszkowskim zamieszczony w Naszej Polsce z dnia 27.VI.2006 r.
Lech Wałęsa
Gdańsk 2006-07-02
Pan
Piotr Jakucki
Redaktor Naczelny
Tygodnika „NASZA POLSKA”
Ul. Dobra 5 m.1
00-384 Warszawa
Szanowny Panie Redaktorze,
Pański wywiad z Krzysztofem Wyszkowskim zamieszczony w Naszej Polsce z dnia 27.VI.2006 r. sprawił mi wielką przykrość. Określanie mnie przydomkami: TW „Bolek”, nieujawnionym agentem, niewyszkolonym koniem – na twardej uździe, chytrym Lesiem i wielkim zdrajcą, są wielce krzywdzące. Wszystkim tym epitetom przeczą dołączone: 1. Certyfikat pokrzywdzonego wydany przez IPN i 2. Postanowienie Sądu Lustracyjnego, które to dokumenty, wbrew obiegowym opiniom ludzi nie dokształconych, można wprawdzie dowolnie krytykować, tylko nie można ich wzruszyć, poza sądem. Dlatego smutne to jest, gdy tak znani dziennikarze, w celu utwierdzenia się w swoich wysublimowanych odczuciach moralnych i prawdach fundamentalnych, uciekają się do działań bezprawnych oraz zachowań nieobyczajnych.
A w ogóle, to tak misternie spreparowanego wywiadu, nie skojarzył bym ze swoją osobą, gdyby z tymi paranoicznymi wymysłami nie mieszano równocześnie mojego imienia. We wszystkich encyklopediach, przy prezentowaniu moich osiągnięć, prócz wielu dokonań przypisuje mi się: Pokojową Nagrodę Nobla, przewodnictwo Solidarności, prezydenturę RP, około 100 doktoratów honorowych (kilka tytułów profesora) i posiadanie bardzo wielu różnych tytułów, medali oraz odznaczeń, a przede wszystkim miano pogromcy komunizmu. Oczywiście, za tym wszystkim, spłynął na mnie deszcz nagród i strumień pieniędzy. Wiele w życiu osiągnąłem dzięki temu, że nigdy nie byłem niewolnikiem i bezkrytycznym wielbicielem pieniędzy, służb specjalnych (SB) oraz wielu innych pokus, z komunizmem na czele.
Problem deszczu pieniędzy spadającego na Solidarnościową Rewolucję, definitywnie zamknął ks. Henryk Jankowski (mimowolny kasjer Solidarności), na Pierwszym Zjeździe. Ks. Henryk Jankowski zdając sprawozdanie ze stanu kasy oznajmił, że finanse prowadzone były zgodnie z prawem i obyczajem, z najlepszą wiedzą oraz należytą starannością – po bożemu – co on potwierdza słowem kapłańskim. Zjazd przez aklamację przyjął sprawozdanie a żaden następny go nie podważał.
Tak więc urojenia p. Wyszkowskiego, powstałe w wyniku chorobliwych omamów po 25 latach, o tzw. pieniądzach paryskich, należy między bajki włożyć. A już twierdzenie, że on lepiej wszystko widział, bo zawsze trzymał się blisko mnie, że względu na przemycanie ważnych dokumentów, cieszących się rzekomo szczególnym zainteresowaniem służb specjalnych, brzmi dość dwuznacznie. I robienie ze mnie, przewodniczącego 10 milionowego Ruchu Społecznego Solidarność, „balzakowskiego skąpca” to rzeczywiście pomysł na Panów miarę i telewizji 2 TVP, w programie „Warto rozmawiać” dnia 22 maja 2005 r.
Gdy ja jako ofiara gwałtu, w obronnym odruchu, zwróciłem się do gen. Jaruzelskiego o odrobinę empatii dla swojej ofiary, to potraktowany zostałem zgodnie z lepperowską wykładnią pojęcia gwałtu, i to przez wszystkich obecnych w telewizji intelektualistów z senatorem Z. Romaszewskim na czele, prócz red. Pawła Wrońskiego, który jako jedyny odważył się zaprotestować, że coś tu nie tak. Szczególnie okrutnie zachował się wyedukowany w Moskwie senator RP Z. Romaszewski, demonstrując wręcz ostentacyjne obrzydzenie do ofiary komunistycznego gwałtu, czyli do mnie. A co ja złego uczyniłem, oczekując ludzkiego odruchu w postaci potwierdzenia swojej niewinności, od swojego gwałciciela – gentlemana, udającego heglowskiego herosa. Natknąłem się na duże potępienie otoczenia i zimne (obojętne) oblicze gen. Jaruzelskiego, człowieka o kamiennej twarzy i krzemiennym sercu funkcjonariusza. I tym razem, w katolickiej Polsce, ofiara okazała się winna a nie powszechnie szanowany rezydent radziecki.
W prezentowany w wywiadzie, mój wizerunek, człowieka żyjącego „z kieszonkowego” od Solidarności oraz napiwków, widocznie odpowiada pracownikom naukowym IPN, a także dobrze wpisuje się w historię rozmów z pułkownikami SB. Ale nawet wówczas (14 listopada 1982 r.), dla mnie to nie byli partnerzy do rozmów o Polsce. Byłem jednak w ich mocy (jako zakładnik) i to oni przyszli do mnie by mi podyktować warunki. Ja się im nie zwierzałem i nic od nich nie chciałem, nie było więc żadnego handlu. A, że z tych „gadek” zrodziła się III RP, to widocznie takie było zrządzenie losu. Wyszło przy tym, jak z tym mitycznym Midasem, czego się nie tknąłem zamieniało się, wprawdzie nie w złoto, ale w wielką politykę.
Przypisywanie mi przez Panów Redaktorów nienawiści do Anny Walentynowicz i Andrzeja Gwiazdy to jakieś kosmiczne nieporozumienie. Nigdy nie ukrywałem, że dzięki ich zaangażowaniu i poświęceniu zwyciężyłem oraz spadł na mnie ten deszcz obfitości, który wyżej wyszczególniłem. I chwała im za to, oraz innym podobnym – mówię to w imieniu Wolnej Polski. Będąc ze mną, byli Oni wielkimi ludźmi, ale za to co zrobili ze swoim życiem później, nie mogę odpowiadać. Nic na to nie poradzę, że nikt ich już do niczego nie potrzebuje, prócz snucia prymitywnych intryg.
Ja, urodziłem się wolnym człowiekiem, nie byłem i nie jestem konspiratorem, donosicielem ani małym kombinatorem (co poniektórzy chcą mi przypisać), nie mam też psychicznego zeza, ale mam za to sprawną busolę moralną oraz instynkt uczciwego człowieka. Dlatego za użyte w wywiadzie, pod moim adresem epitety, naruszające dobre obyczaje, żądam moralnego zadośćuczynienia. W innym bowiem przypadku będę zmuszony zwrócić się do sądu powszechnego o obronę dobrego imienia oraz ochronę dóbr osobistych.
Pozostaje z szacunkiem
Lech Wałęsa
Od:
Lech Wałęsa lwprezydent@wp.pl
| Data: | 3 lipca 2006 15:05 |
Link Skomentuj » , ,
Die auf Weblogs sichtbaren Daten und Inhalte stammen von
Privatpersonen. Beepworld ist hierfür nicht verantwortlich.















