Du befindest dich in der Kategorie: Politik - Standpunkt - OPINIE
Nie lekajcie sie - KEINE ANGST
Metropolita krakowski ks. abp Stanisław Dziwisz podpisał dekret o powołaniu „kościelnej publicznej osoby prawnej” o nazwie Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się” i do Rady Patronów tej „kościelnej publicznej osoby prawnej” powołał ateistów i członków gminy żydowskiej, którzy do Kościoła Rzymsko-Katolickiego nie należą. W ten sposób żydzi zarządzać będą majątkiem, który Polacy wyznania rzymsko-katolickiego mają zacząć zbierać od wizyty w Polsce Benedykta XVI w maju 2006 roku.
Powołany na przewodniczącego Rady Centrum prof. Andrzej Zoll zapowiedział , że jedną z idei budowniczych jest by projekt stworzyli architekci różnych wyznań: chrześcijanin, muzułmanin i żyd.
Bo chodzi o to, że Andrzej Zoll, który przy okrągłym stole Kiszczaka i Jaruzelskiego zasiadał przy tzw. podstoliczku prawniczym napisał wprawdzie ok. 150 prac z zakresu prawa karnego, konstytucyjnego i folozofii prawa, ale na prawie budowlanym nie zna się nic a nic i nie musi np. wiedzieć, że architektów różnych obrządków różnią różne współczynniki bezpieczeństwa, a wyznanie chrześcijańskie dzieli się na lewo i prawoskrętne. Prawdziwi mordercy księdza Popiełuszki, którzy przed śmiercią wydłubali polskiemu męczennikowi oczy, obcięli język i zrywali płatami skórę z żywego ciała będą mieli się więc gdzie spotykać i dyskutować sobie w spokoju z tymi, którzy tylko porwali księdza, a odsiedzieli za morderstwo. I nie powinni się Polacy lękać, jeżeli Waldemar Łysiak, który w Gazecie Polskiej ogłosił w okresie Wigilijnym 2005 roku prawdę o prawdziwych mordercach księdza Popiełuszki, zmuszony będzie zasiąść w takiej, czy innej Radzie w roli muzułmanina, czy Palestyńczyka w Polsce. Bo wiceprzewodniczący krakowskiej Rady ks. bp Józef Guzdek ujawnił, że centrum jest nicjatywą wielu środowisk „niekoniecznie katolików i chrześcijan”
Przewodniczący Andrzej Zoll powiedział , że krakowskie Centrum „Nie lękajcie się”ma być miejscem łączącym ludzi o różnych poglądach, w którym nikt nie powinien się czuć odrzucony, "miejscem dialogu i rozmowy także z myślącymi inaczej w taki sposób, jak nas nauczył Jan Paweł II".

W 1975 roku odkryłem w Krakowie na jednym z domów przy ulicy Królowej Jadwigi wmurowaną tablicę z napisem: tu w styczniu 1945 roku trafił pocisk z sowieckiego czołgu. Chwała budowniczym.
W styczniu 1945 roku komunistyczne władze w Polsce ogłosiły, że w obozie na Majdanku zamordowanych zostało przez Niemców 1,5 mln (półtora miliona) żydów; od tego czasu kilkakrotnie zmniejszano liczbę ofiar. W Wigilię 2005 roku państwowa Polska Agencja Prasowa podała, iż szef działu naukowego Muzeum na Majdanku Tomasz Kranz wyliczył, że w hitlerowskim obozie koncentracyjnym na Majdanku w Lublinie zginęło 59 tys. żydów. Dziennik Rzeczpospolita http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum/message/548 wyjaśnił, że gazeta wyborcza Michnika skorygowała w 2005 r. (za magazynem "Stern") liczbę ofiar holocaustu do 1.5 mln a wielki głód na Ukrainie holodomor zarządzony przez komunistów pochłonął 10 milionów ludzkich Ofiar.
Dlatego komunizm musi być osądzony przez Międzynarodowy Trybunał taki sam jak Norymberga. Polska i Europa mają prawo do poznania prawdy o swojej przeszłości. Komunistyczni złoczyńcy i kaci muszą być nazwani po nazwisku, a czyny ich muszą być osądzone jak przestępstwa zbrodniarzy hitlerowskich, jako zbrodnie przeciwko ludzkości
Stefan Kosiewski, Frankfurt nad Menem, 8.01.2006 jak http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum/message/185: Herrn Dr. Antoni Winiarski Frankfurt am Main, 20.01.2005 Szanowny Panie Doktorze, Przewodniczący Episkopatu Słowacji, Biskup František Tondra poparł petycję w sprawie oczyszczenia wymiaru sprawiedliwości na Słowacji z komunistycznych złoczyńców. Europa pragnie osądzić komunizm. Portugalska posłanka do Parlamentu Europejskiego Manuela Aguiarová mówi, że nadeszła pora aby sporządzić listę komunistycznych złoczyńców. Z odtajnianych akt ujawnia się groza totalitarnych reżimów stworzonych przez sowietów, od Chin i Kambodżę czerwonych Khmerów po kraje wschodniej Europy. Miliony niewinnych ludzi zginęło pod władzą komunistyczną, dalsze miliony były prześladowane i męczone, deportowane, wysyłane do obozów pracy - przypomina Courtois. Polska rządzona przez komunistów była państwem zła. 15 lat tzw. przemian demokratycznych w państwach rządzonych niegdyś przez reżimy komunistyczne, to 15 lat tworzenia mechanizmów obronnych przez złoczyńców oraz ich agentów. Polska i Europa mają prawo do poznania prawdy o swojej przeszłości. Aby móc osądzić w Polsce złoczyńców komunistycznych, trzeba najpierw oczyścić z nich wymiar sprawiedliwości. Należy oczyścić państwo polskie z ludzi, którzy uczynili to państwo nieznośnym dla Polaków, jego obywateli. Na środowiskach inteligencji katolickiej w Polsce, współtwórcach społecznego ruchu Solidarności skupiona jest nasza uwaga, kiedy mówimy o tym, że Europa chce osądzić komunizm. Stefan Kosiewski
Datum:Di 20, Dez 2005
Katholikenverein in Katowice
Vorsitzender
W Polsce, w sprawie lustracji i dekomunizacji, wzmagany jest zamęt wyreżyserowany przez komunisytcznych złoczyńców, tajne służby oraz ich agentów:
czołowi działacze tzw. podziemnej Solidarności występują przeciwko lustracji,gazety powołują stowarzyszenia z udziałem osób o wątpliwych zasługach dla narodu polskiego, których celem ma być nadawanie tonu, kierowanie procesami koniecznymi historycznie.
Sowiecki dysydent Vladimir Bukovskij upomina świat, żeby nie robił rozróżnienia między dzisiejszymi światowymi terrorystami, a terrorystami komunistycznymi.
Stoimy wobec monstrualnego terroru, twarzą w twarz zbrodniarzom przeciwko ludzkości, którzy nigdy nie byli osądzeni przez narodowe ani międzynarodowe trybunały - stwierdza francuski historyk Stephane Courtois mówiąc o potrzebie osądzenia złoczyńców.
Bułgarski poseł Lačezar Tošev zaapelował, aby wszystkie 46 państw członków Rady Europy jednogłośnie osądziły zbrodnie komunizmu.
Zło narzucił Polsce Jaruzelski i nazwał je stanem wojennym.
Zło narzucił Polsce Kiszczak i nazwał je porozumieniem okrągłego stołu.
Urban zło nazwał dobrem. Dobrem władzy, która miała się wyżywić kosztem narodu polskiego.
15 lat potrzebowali komunistyczni złoczyńcy na dokonanie przejęcia na swoją prywatną własność majątku narodu polskiego, na zatarcie śladów swojej zbrodniczej działalności,
Milczenie w obliczu zła jest zgodą na zło. Katolik musi umieć rozróżniać między dobrem, a złem. Polski głos ma takie samo prawo do tego, aby być podniesiony, jak głosy dobiegające nas z innych krajów:
Komunizm musi być osądzony przez Trybunał taki jak Norymberga.
Komunistyczni złoczyńcy i kaci muszą być nazwani po nazwisku, a czyny ich muszą być osądzone jak przestępstwa zbrodniarzy hitlerowskich, jako zbrodnie przeciwko ludzkości.
Z szacunkiem.

SOWA pons gauli europäisches magazin
Stefan KOSIEWSKI
Journalist Polnisches Kulturzentrum e.V.
Postfach 800 626
65906 Frankfurt am Main
Germany
sowa-frankfurt@t-online.de
http://kulturzentrum.polonia-total.com
tel:
mobile: 0049-69-332845
+491731959843
Sonntag, 18. Dezember 2005
o zwrot mienia zagrabionego w stanie wojennym przez wojskowy regime Jaruzelskiego
Wniosek o zwrot mienia zagrabionego w stanie wojennym przez wojskowy reżim Jaruzelskiego Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach, Gabinet Wojewody, wpłynęło 07.KWI 2005 Śląski Urząd Wojewódzki, Wydział Spraw Obywatelskich i Migracji, wpłynęło 11.04.2005
Stefan Kosiewski, Postfach 800626 D-65906 Frankfurt am Main Polnisches Kulturzentrum e.V. http://arbeit.blox.pl sowa.blogg.de Czeladź, 6.04.2005
Wojewoda śląski Pan Lechosław Jarzębski Jagiellońska 25 40-032 Katowice Szanowny Panie Wojewodo, wnoszę o zwrot mienia zagrabionego w PRL przez komunistyczny reżim wojskowy generała Jaruzelskiego, reprezentowany przez Wojewodę Katowickiego, w szczególności – jako pracownik zawieszonego Dekretem o stanie wojennym NSZZ „Solidarność” Zarząd Regionu śląsko-Dąbrowskiego wnoszę o zwrot mojego wynagrodzenia za okres stanu wojennego w Polsce. Wartość zagrabionego mienia, tj. wysokość zaległego wynagrodzenia jest sumą 12 średnich płac miesięcznych dziennikarza w stosunku do średniej krajowego wynagrodzenia w Polsce (1.700 zł x 12); Rzeczpospolita. Prawo co dnia. 31.3.05. Uzasadnienie: 1. Jak we wniosku z 15.10.1982 r. (załącznik 1.) do terenowej Komisji Rozjemczej w Katowicach wyjaśniam, że strona pozwana bezprawnie odmówiła mi wypłaty wynagrodzenia za okres, w którym jako pracownik zawieszonego NSZZ „Solidarność” pozostawałem do dyspozycji wojskowego Komisarza, zgodnie z Dekretem o stanie wojennym na obszarze PRL, tj. W okresie od 1.01.1982 do 15.12.82. 2. Dekret o stanie wojennym zobowiązywał Komisarza wojskowego do wypłacania należności wynikających z posiadanej przeze mnie umowy o pracę z Zarządem Regionu śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.
3. Komisarz zastosował się częściowo do przepisów stanu wojennego – wypłacił mi podstawowe wynagrodzenie za miesiąc grudzień 1981 r.
4. Dekret o stanie wojennym mówił o możliwości skierowania mnie, w okresie zawieszenia działalności NSZZ „Solidarność”, do pracy zastępczej – nie skorzystano z tej możliwości.
5. Do represji zastosowanych w stosunku do mojej osoby przez Służbę Bezpieczeństwa i Prokuraturę Rejonową w Katowicach dołączyły działania wojskowego Komisarza zawieszonego NSZZ „Solidarność” i Urzędu Miejskiego w Katowicach – pozbawiono mnie środków do życia, zmuszono do emigracji z Polski; w piśmie z 3.12.1982 r. (zał.2.) działający z upoważnienia Prezydenta Katowic kierownik Urzędu Miejskiego skierował mnie na zesłanie „do U.S.A. co miało nastąpić w dniu 1.XII.br.” jednocześnie stwierdzał, że „w tym układzie stosunek pracy z wnioskodawcą wygasł w dniu 31.XII.81 na skutek porzucenia pracy”.
Działania komunistycznego Komisarza wojskowego zawieszonego NSZZ „Solidarność” były zbrodnicze tak jak i działania innych zbrodniczych agend i komunistycznych organizacji w PRL: prokuratury, Służby Bezpieczeństwa UB, tajnych służb, milicji i tzw. przedstawicieli władz państwowych PRL: Urzędu Miasta Katowic i Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Wnioskując o wyrównanie rachunku krzywd – wnoszę o sprawiedliwość dla Polaka w Polsce. Z szacunkiem. Stefan Kosiewski http://arbeit.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?119355
Freitag, 16. Dezember 2005
25 lat Solidarnosc - Andrzej Gwiazda i Joanna Duda-Gwiazda
Z Andrzejem Gwiazdą i Joanną Dudą-Gwiazdą rozmawiają Janusz P. Waluszko i Michał Błaut
JW.: Na 25 rocznicę powstania Solidarności organizuje się jakieś wielkie show za pieniądze Unii i rządu etc. Jak widzicie tę sytuację wy, jako ci, którzy tworzyli tamtą Solidarność?
AG.: Nie chcemy brać odpowiedzialności za to, co wyrabiała II-a Solidarność, czyli związek zawodowy typu leninowskiego, będący transmisją partii do mas. Na początku była transmisją Unii Demokratycznej / Wolności, potem AWS. Całe miasto było oklejone plakatami z parasolem – na parasolu Solidarność. Ochrona rządu przez Solidarność, prawda? Prawdopodobnie gdyby nie użycie tej nazwy, mam nadzieję, Polacy nie daliby się tak oszukać i nie pozwolili na zniszczenie miejsc pracy. Animatorom tego całego 16-letniego procesu szczególnie będzie zależało, aby podkreślić, że to jest ta sama organizacja i została zachowana ciągłość, bo wtedy jakby zrzucają z siebie odpowiedzialność na tą Solidarność założoną w 1980 r. Mają nadzieję, że uda im się w ten sposób wykręcić od odpowiedzialności. JDG.: Napisaliśmy list do Parlamentu Europejskiego prostujący kłamstwo, że to jedna-ciągła organizacja. Ten list tłumaczy to dość precyzyjnie, biorąc pod uwagę jego objętość. Dla wielu ludzi był wielkim odkryciem, mimo że uczestniczyli w tych wszystkich zdarzeniach, ale tu wypunktowano to po kolei, zarówno przyczyny formalne, jak i różnice w sposobie powstawania I-ej i II-ej Solidarności, te wszystkie różnice zasad, metod, którymi się kierowały. Chyba się udało dobrze to zrobić i wiele osób to zauważyło. Zrobiliśmy to właśnie teraz, na 25 rocznicę, bo już to się w tej chwili dało zrobić. Wydaje mi się, że tu zbiegło się kilka przyczyn, które wzajemnie dały ten efekt synergii, czyli lista Wildsztajna, sprawa agentury, Krzysztof Wyszkowski ujawnia Małgorzatę Niezabitowską. Wychodzą pierwsze opracowania historyków o tym okresie, zaczyna być widoczny obraz tych wszystkich sił destrukcji, które próbowały I-ą Solidarność wmontować w system, opanować, osłabić, co już po 8 latach skutecznie z II-ą Solidarnością się udało zrobić. W związku z tym próba odkłamania historii ma jakieś szanse powodzenia, bo w pierwszych latach po 1989 r. ludzie w ogóle nie chcieli słuchać niczego – jak było tak było, ale teraz już wszystko pójdzie dobrze do przodu i zobaczycie jak będzie pięknie. W tej chwili już widoczne są skutki nie rozliczenia się z komuną, nie ujawnienia powiązań bezpieki, całkowicie mafijnych, bo tajnych. Widać, jakie dało to skutki choćby w życiu gospodarczym. Kolejne afery i komisje śledcze też dają ludziom do myślenia. To jakby wspiera nasz pomysł, daje jakąś szansę, że może tym razem uda się coś powiedzieć. Oczywiście jest jeszcze powód zasadniczy. W momencie, gdyby nikt dziś nie zaprotestował przeciw takiemu fałszowaniu historii na forum europejskim, to właściwie już potem nie wiadomo, kiedy to odkręcać. Oczywiście Parlament Europejski nam nie odpowiedział, ale ten protest jest jednak dostrzegany. Rozesłaliśmy go po świecie, zachodni dziennikarze wiedzą o tym, no, w każdym razie jakoś ta informacja się rozchodzi. JW.: Jak oceniacie, co się zmieniło dzięki I-ej Solidarności, a co dzięki II-ej? Czy bez tych zdarzeń mogłoby być tak, jak w innych krajach socjalistycznych, gdzie przemiany niejako z urzędu zrobiono i efekt jest w gruncie rzeczy taki sam? JDG.: Czyli chcesz zapytać po cośmy się tak męczyli?
JW.: W pewnym sensie tak. Czy to, że była I-a, a potem II-a Solidarność, miało jakikolwiek wpływ? Czy była jakaś zmiana w związku z tym, że Polska szła drogą powiedzmy oddolna a nie odgórną?
AG.: Ewidentnie wyszliśmy na tym gorzej, dlatego, że Polska wśród tych krajów ciągnie się w ogonie, jeżeli chodzi o poziom życia i inne wskaźniki ekonomiczne. Jest to jednak efekt tego, że absolutne zaufanie społeczeństwa uzyskał agent, który mógł wykorzystać to przeciw państwu i społeczeństwu. Pod tym względem wyszliśmy gorzej. Natomiast przecież niewątpliwie zamiarem komuny było, aby I-a Solidarność była II-ą. To było oczekiwanie, że nawet jak ludzie się ruszą, to po miesiącu machną ręką, pobawią się trochę a potem zajmą się swoimi sprawami. Cały bunt społeczny, strajk sierpniowy posłużyć miały do realizacji programu – no i teraz jest pytanie, czyjego programu, bo był to program nie tylko ubecji, jak sądziliśmy w 1980 roku, czy grupy polskich przywódców partyjnych. Niewątpliwie w pierestrojkę był wówczas zaangażowany Związek Radziecki, były zaangażowane Stany Zjednoczone i można sobie snuć domysły, kto jeszcze i w jakim stopniu, ale jest to na pewno najściślejsza tajemnica tego systemu. Są gotowi ujawnić swoje zbrodnie, ale będą bronili tajemnicy pierestrojki. W czasie strajku w '80 dziennikarze poprosili mnie, bym w kilku słowach scharakteryzował sytuację. Wówczas powiedziałem im, że konkurencyjne grupy władzy rozgrywają partię szachów o najwyższe stołki i w tej rozgrywce użyły społeczeństwa, które okazało się figurą z własnym napędem i przewróciło im całą rozgrywkę. No i tu jest prawda w połowie, bo to nie tylko polskie elity, natomiast rzeczywiście Solidarność zepsuła im cały plan, bo nie zeszła ze sceny przez całe 16 miesięcy, słabła, ulegała prowokacjom i agenturze, ale utrzymała swoją linię. Uważam nawet, że od października '81 następował powrót do tej pierwotnej linii związku. Kierownictwo (jako kierownictwo mam na myśli agenturę w kierownictwie) już wyraźnie zeszło z tej linii i usiłowało przeciągnąć cały związek, lecz to się nie powiodło. Związek gdzieś tak w październiku zareagował strajkami. Kuroń to nazywał strajkami o pietruszkę, a to były strajki o linię Związku i dalszy sposób postępowania. Jaruzelski nie miał już na co czekać. Myślę, że w lutym/marcu odbyłby się zjazd nadzwyczajny, który byłby całkowitym powrotem do 1980 roku. ![]()
No i teraz mówimy o agenturze. Cała pierestrojka musiała się odbyć na zasadzie spisku i Solidarność pokazuje, jak słabe są spiski wobec demokracji. Mieliśmy agenta wykreowanego na populistycznego wodza, którego społeczeństwo uważało za demokratycznego przywódcę i okazało się, że ani on, ani cała agentura (którą IPN ocenia na 1800 osób w samych władzach Solidarności – mało pozostało wolnych miejsc), mimo że przeszkadzali nam okropnie, to nie byli w stanie wykonać swego zadania. Wprowadzenie stanu wojennego to chyba najbardziej spektakularna klęska spisku, przynajmniej ze znanych mi w historii przypadkach. Odtąd trzeba było 7 lat stanu wojennego i to nie tylko aresztowań, ale wydzielania ludziom kaszki dla dzieci, masła czy papierosów. Słowem 7 lat pacyfikacji społeczeństwa i zablokowania demokratycznych procedur. W stanie wojennym podziemna władza mogła mówić do społeczeństwa, ale społeczeństwo nie mogło swojej władzy udzielać instrukcji, co ma robić, więc nie można było dyskutować, co dało wyniki przerażające. Nie wiem, czy są to dane w pełni rzetelne, ale jeżeli nawet są jedynie nieco sfałszowane, to są przerażające, bo 60 % Polaków uznało, że stan wojenny był dobrodziejstwem, bo Jaruzelski w ten sposób nas obronił itd. Z drugiej strony pierestrojka na pewno poszła innym torem. Często postrzegamy władzę komunistyczną jako monolit, a to przecież nieprawda, szereg nielogiczności w stanie wojennym i przed nim, wskazuje, że tam się ścierały różne koncepcje i prawdopodobnie to przedłużenie i zawieszenie tego procesu pierestrojki przez Solidarność spowodowało zmiany – przebiegały w tym czasie różne procesy na świecie.
JDG.: Nie możemy odpowiedzieć na pytanie, co by było gdyby nie było I-ej Solidarności. Wiemy na pewno, że nie powstałoby społeczeństwo obywatelskie, bo taki był tego skutek, ludzie się nauczyli demokracji, współpracy itd., poczucia odpowiedzialności za państwo, przepraszam anarchistów, za los całego kraju i każdej branży, i zakładu pracy, i miasta. Można powiedzieć, że stan wojenny to cofnął, ale myślę, że takiego doświadczenia nie da się całkowicie wymazać. Bo to było jednak doświadczenie milionów ludzi i gdzieś tam pamięć o tym, że można się zorganizować, że można bez pozwolenia władz, a nawet wbrew nim organizować życie w kraju, gdzieś pozostała. Ta umiejętność może zostać przywrócona, nie jest powiedziane, że Polacy zapomnieli tego na zawsze. W świadomości zbiorowej i w świadomości historycznej to pozostaje. Jeśli chodzi o spojrzenie globalne, to jest bardzo trudno mówić jak wyglądałaby pierestrojka, gdyby nie została opóźniona o te 7-8 lat.
JW.: Co było celem pierestrojki?
JDG.: Celem pierestrojki było rozgrabienie tej schedy po komunizmie do spółki przez elity tutejszej władzy z zachodnim biznesem. W sferze politycznej były jednak, już później, uparte próby przywódców Rosji, aby z tych państw, które się odłączają, na powrót stworzyć Wspólnotę Niepodległych Państw. To się za bardzo nie powiodło… Nie jest wykluczone, że bez Solidarności bylibyśmy jednym z Niepodległych Państw Wspólnoty. Dziś, mimo wszystko mamy suwerenność zewnętrzną – możemy przystępować do paktów, tych czy innych, lub nie przystępować (a to, co robimy, to już jest inny problem). Jeśli mówimy, że pierestrojka była planowana na początku lat 80-tych, gdy właśnie u nas strajk były prowokowany (bo był on niewątpliwie prowokowany), to naiwnością byłoby mówić, że to Solidarność doprowadziła do zmiany tego systemu. Ta zmiana była przecież zaplanowana przez ten system. Jak jednak wyglądałaby, gdyby do tego nie doszło, nie da się odpowiedzieć.
JW.: Można zgadywać, patrząc na Chiny…
AG.: Nie, Chiny są cholernie daleko, ale możemy spojrzeć bliżej, na Bułgarię. Pierestrojka w Bułgarii przebiegała tak, jakby zrobić uproszczony film ze sceny polskiej i puścić go w przeciwnym kierunku. Tam najpierw, ponieważ za cholerę nie dało się zrobić opozycji, partia się podzieliła, a następnie powołała związek zawodowy pod nazwą Podkrepa i potem mieli ten związek, który przeprowadzał rewolucję, a partia była podzielona, więc nie mogła się przeciwstawić. Wszystko poszło gładko… (Bułgarzy żyją gorzej niż my).
JDG.: Powstanie I-ej Solidarności spowodowało, że zmiana systemu w Europie, aby wyglądać wiarygodnie, musiała powtarzać polski schemat. Jeśli chodzi jednak o pytanie, jak wyglądałyby te państwa, gdyby pierestrojka nie była opóźniona, gdyby nie było Solidarności, to wydaje mi się, że uwaga Janego, iż mogłoby to wyglądać, tak jak w Chinach, jest słuszna. Partia komunistyczna nie musiałaby się dzielić w ogóle ze społeczeństwem władzą…
AG.: Przecież u nas była taka próba, to były 2 wersje planu Messnera, pierwsza wersja, czyli szybkie zmiany i większe wyrzeczenia oraz druga – zmiany powolne i bez wyrzeczeń. Społeczeństwo wtedy kategorycznie odrzuciło tę szybką wersję. Więc u nas była próba robienia pierestrojki pod egidą partii i tych rządów. Choć społeczeństwo głupio się zachowało po 1989 roku, to jeszcze przedtem było na tyle mądre, że odrzuciło niezwykle kosztowny model reformy, no i musieli zrobić okrągły stół, bo okazało się, że Jaruzelskiemu i komuchom nie uda się tego przeprowadzić i trzeba kogoś, kto ma bardzo duże zaufanie w społeczeństwie. Trzeba było szczurołapa z fletem, któryby do rzeki zaprowadził, bo sami nie chcieli iść.
JDG.: Myślę, że bez Solidarności jedna rzecz nie byłaby możliwa. Polska jest jedynym krajem, który może zakwestionować otwarcie gospodarki na Zachód właśnie metodą szybkiej transformacji, wyprzedaży i ruiny majątku narodowego i przemysłu. Dlatego, że u nas widać, iż mogło iść inaczej, i widać, co trzeba było zrobić by utrzymać majątek narodowy. Bo była szansa na to, że społeczeństwo będzie robić to samodzielnie.
JW.: Chodzi o własność samorządową?
JDG.: Nie. Istniało absolutne przekonanie wszystkich, że to są nasze fabryki. Ja nie mówię własność państwowa…
AG.: No, państwowa, czyli społeczna…
JDG.: Czyli było oczywiste, że społeczeństwo będzie decydowało, co dalej z tym robić, jeśli prywatyzować, to, w jaki sposób. Nie byłoby możliwe, że biurokracja państwowa uznała się za właściciela. Polska to jedyne państwo, w którym występuje ta sprzeczność. Dlaczego nagle urzędnicy państwowi uznali, że mogą poza kontrolą społeczną sprzedawać wszystko? Gdzie indziej tego nie ma, tam pierestrojka, zmiana systemu, upadek komuny, to było coś, co na nich spadło deus ex machina i oni są zadowoleni albo nie, ale w każdym razie nie ma takiej świadomości, że coś im zabrano z rąk żeby napchać sobie kieszenie. U nas widać ten absurd, że Jaruzelski nie bronił socjalizmu, bo przecież takie było początkowo hasło. On powiedział, że będzie bronił socjalizmu jak niepodległości i w końcu, jak go już obronił, jak społeczeństwo spacyfikował…
AG.: …to został prezydentem i wprowadził kapitalizm, no i obalił komunizm całkowicie. Trzeba tu dodać, że po zniszczeniu PPS komuniści zawłaszczyli i skompromitowali słowo socjalizm.
JDG.: No, więc tylko w Polsce widać to piramidalne oszustwo. Myśmy to próbowali tłumaczyć Francuzom już wiele lat temu, że na przykładzie Polski można zobaczyć, na czym polega perfidia, oszustwo i rabunek wprowadzany przez ten turbokapitalizm. W innych państwach tego jakby nie widać.
JW.: A czy nie można było ujawnić agentury, typu Wałęsa, już wtedy, w latach 1980-81?
AG.: Żeby ujawnić trzeba było mieć dowody. Myśmy od pierwszego dnia strajku byli przekonani, że Wałęsa jest agentem, ale nie mieliśmy na to żadnych dowodów. Nasze przekonanie wynikało z tego, co Wałęsa mówi i robi, a to widzieli wszyscy i bili brawo, i klaskali, i się zachwycali, więc czym mieliśmy ich przekonać?
Po drugie Kościół. Przecież wiadomo było, że jeżeli byśmy próbowali oskarżyć Wałęsę, można powiedzieć gołosłownie, że z tego, jak on się zachowuje, widać, że jest agentem bezpieki (wytłumaczyć to 30 milionom jest bardzo trudno. Ludziom, którzy na przykład nie starali się rozgryźć tej agentury, bo im to do głowy nie przychodziło. Wiadomo było, że są kapusie, że donoszą, że z tym można gadać, a z tamtym nie, ale to wszystko), wszystkie ambony by podniosły alarm, że tutaj wspaniały Polak-katolik jest przez jakąś tam grupę sekowany. Mieliśmy przykład, przy nieporozumieniu warszawskim [chodzi o konflikt w marcu 1981 r. po prowokacji bydgoskiej – pobiciu przez milicję działaczy Solidarności zaproszonych na spotkanie przez lokalne władze] zostaliśmy, tzn. komisja krajowa i zarządy, zasypani lawiną teleksów, które, jak się okazało, przychodziły z plebanii i z komitetów partyjnych z poparciem dla Wałęsy.
JDG.: Myśmy czasami w rozmowach prywatnych próbowali przekonać ludzi z Solidarności, czy po prostu znajomych. Robiliśmy całe układanki, bo jak mówimy, nie mieliśmy przecież jakiegoś papieru, czy znajomych z bezpieki, którzy by przynajmniej taki papier opisali… Z tej układanki wynikało, że to wszystko może się tłumaczyć tylko faktem zasadniczym, że on jest Tajnym Współpracownikiem. A na końcu, gdy ci ludzie już dawali się przekonać, to mówili coś takiego: no, ale gdyby tak było, to niemożliwe, żeby go popierał Reagan-antykomunista, Zachód i Kościół. Więc to zaplanowanie pierestrojki w porozumieniu Zachodu, Kościoła i Kremla kompletnie nas blokowało w gruncie rzeczy. Ludziom się to nie mieściło w głowie i do tej pory się nie mieści. No, bo przecież gdyby był agentem, to nie dostałby Nagrody Nobla, papież by go nie przyjmował i nie popierał. Fundamentalne kłamstwo jest nie do obalenia wprost, bo to jest fundamentalne kłamstwo całego okresu pierestrojki. Ja to porównuje z kłamstwem katyńskim. Właściwie wszyscy wiedzieli, że to zrobiło NKWD, ale Niemcy nie protestowali, że im tą zbrodnię przypisano. Wszystkie encyklopedie i prace historyczne zachodnie, wbrew oczywistym faktom, podawały kłamstwa. Ludzie niby wiedzieli, ale mówili – to przecież chyba nie możliwe – i dopiero obalenie systemu komunistycznego pozwoliło to kłamstwo nazwać wprost i ono wtedy dopiero przestało działać w świadomości ludzi. AG.: Czyli gdyby nam się udało obalić globalizację, moglibyśmy się dowiedzieć prawdy o Solidarności. Bo tak naprawdę to Solidarność była pierwszym ruchem antyglobalistycznym, choć nie wiedziała jeszcze, że jest coś takiego. Wystąpiła z predykcją, bo przecież gdyby się utrzymała I-a Solidarność, nawet tylko z 1/3 energii, to globalizacja Polski byłaby niemożliwa. Nie możliwe byłoby zniszczenie przemysłu, wyłączenie nas z konkurencji i wyssanie z Polski w początkach lat 90-tych, jak ocenia wielu ekonomistów, ogromnej sumy 200-400 miliardów $. Tak więc, jakie interesy Zachód miał w Polsce? Tu chodziło o długi pociąg ze złotem.
JDG.: Gdy mówimy o roli agentury, to w innych krajach bloku nie została ona wylansowana na autorytety społeczne. I to jest zasadnicza różnica. My postrzegamy agentów, tajnych współpracowników SB, jako zdrajców – tych, którzy odgrywali role bojowników o wolność, demokrację, solidarność itd., a okazało się, że oni są po przeciwnej stronie. W innych krajach, jak nie było opozycji, to nie było i zdrady…
AG.: Solidarność dała szansę na wylansowanie fałszywych autorytetów i to pozwoliło pójść u nas z większym gazem w polityce antypaństwowej, antynarodowej i antyspołecznej. Komuniści jednak się zatruli własną propagandą klasy robotniczej i wydaje mi się, że duży ich odłam miał respekt dla społeczeństwa i bali się go. W Polsce dzięki swym agentom, którzy zdobyli pełne zaufanie społeczeństwa, mogli pójść znacznie dalej niż w innych krajach, bez strachu, że się społeczeństwo upomni o swoje i zrobi porządek po swojemu.
JW.: Chcę spytać jeszcze o odwrotną stronę – nie historię a przyszłość. Jak ją sobie wyobrażacie, jak chcielibyście żeby ona szła i jak to osiągnąć?
AG.: Można by snuć różne plany gdyby nie to, że 80 % Polaków chciałoby dostać dotacje unijne. Według Amerykanów 4 lata planu Balcerowicza dały większe straty niż II wojna światowa, ale po wojnie, mimo komunistów, odbudowaliśmy kraj i byliśmy na 10 miejscu, jeśli chodzi o potencjał przemysłowy. I po planie Balcerowicza też byśmy mogli Polskę odbudować, tylko nie zrobią tego zagraniczne koncerny. Do tego musiałoby się zaprząc całe społeczeństwo i rząd. UE na to nie pozwala i akces do UE zamknął nam drogę odbudowy gospodarki. Specjaliści unijni przewidują, że za 59 lat możemy dojść do obecnego średniego poziomu UE i prawdopodobnie nie pozwolą nam iść szybciej. Mają do tego narzędzia – dyrektywy, mechanizmy fiskalne i finansowe. Budowa rurociągu Rosja-Niemcy na dnie Bałtyku, omijającego Polskę, potwierdza intencje starej Unii.
JDG.: Myślę, że największym hamulcem dla pozytywnych zmian jest nawet może nie sam fakt zmonopolizowania środków masowego przekazu, lecz to, że ludzie nie są świadomi tego, iż nie mają komunikacji społecznej. O ile w komunie wszyscy wiedzieli, że telewizja kłamie to teraz pluralizm środków masowego przekazu, dostęp do różnych mediów (net, telewizja satelitarna), sprawia wrażenie, że wiedzą wszystko i to największy problem. W czasach komuny wiedzieli, że są odcięci od informacji z reszty świata, informacji o tym, co faktycznie się dzieje w kraju i wewnątrz władzy. Natomiast w tej chwili ludzie mają wrażenie, że wiedzą wszystko. A gdybyśmy np. spytali, co się w kraju dzieje, jeśli chodzi o opozycję przeciw systemowi – niezależną opozycję – nie wiedzą nic. Pokazuje się w mediach tylko opozycję koncesjonowaną, parlamentarną, jeśli opozycję w społeczeństwie, to są to organizacje pozarządowe finansowane przez jakieś siły z Zachodu, albo bezpośrednio przez rząd. Oczywiście nie jest to żadna opinia publiczna, to tylko ją markuje. Robi to jednak na tyle dobrze, że ludzie nie dostrzegają, że istnieje opozycja. Mieliśmy taki śmieszny przypadek, że przyszła do nas po wywiad nasza znajoma dziennikarka, którą znamy od lat, i która mieszka w Gdańsku. Jak zaczęliśmy jej mówić, np. o działalności p. Mariana Zagórnego, który gdzieś tam zboże wysypywał, o Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, o jakichś ekologach… ona w ogóle o niczym nie słyszała. Większość społeczeństwa w ogóle nie wie, że to istnieje. A to istnieje i w tym jest jakaś nadzieja. Po prostu Polacy ciągle chcą iść na skróty, zresztą to jest naturalne – wybierzmy wreszcie tych uczciwych ludzi i będzie dobrze – a żeby wybrać tych uczciwych ludzi to nie wystarczy jakąś tam partię powołać, bo się tego po prostu nie da zrobić w systemie, w którym ludzie sądzą, że ktoś im będzie finansował politykę i że ktoś im to sprawnie i profesjonalnie zorganizuje. Muszą się zorganizować sami, dotychczasowa lekcja Solidarności poszła w niepamięć – to jest najbardziej dramatyczne. Przecież Solidarność wyszła ze strajku goła i bosa. Nie mieliśmy nic, nawet maszyny do pisania, a dzięki pomocy i ofiarności ogromnej rzeszy ludzi, w krótkim czasie zdążyliśmy stworzyć sieć komunikacji między komisjami zakładowymi i regionami, obejmującą cały kraj. To jest pierwsza podstawowa sprawa. Są próby wydawania niezależnych gazet, ale wszystko się rozbija o to, że ludzie myślą, iż ci, którzy działają niezależnie, skądś muszą wziąć pieniądze, nie od nich, tylko gdzieś tam, skądś. Po prostu, dżentelmen o pieniądzach nie mówi, dżentelmen pieniądze ma. Jednak jest takie powiedzonko, że można małą grupę ludzi oszukiwać nieskończenie długo – był nawet taki film Kusturicy, Underground – można wielkie grupy utrzymywać w nieświadomości i oszukiwać, ale przez czas krótki, nie można natomiast w nieskończoność oszukiwać nieskończonych mas.
AG.: Np. 5 lat temu wyśmiany zostałby każdy, kto by powiedział, że Francuzi odrzucą europejską konstytucję. Francuzi, którzy byli motorem, a każdy Francuz tylko Unia i Unia. W 1988 roku, kiedy próbowałem rozmawiać ze związkami zawodowymi, to ich związkowe sprawy nie interesowały, tylko przekonywali, że Polska musi do Unii przystąpić. No i teraz odrzucają konstytucję. Pytanie drugie, jak daleko pójdzie lustracja? W tej chwili lustracja – wspomagana auto-lustracją – idzie błyskawicznie.
JDG.: Auto-lustracją Andrzej nazywa to, co wyrabia Wałęsa i spółka.
AG.: Np. list Bujaka, Lisa i Frasyniuka nie pozostawia żadnych wątpliwości, że jest to bezpieka… Więc ten układ teraz się sypie i nie wiemy, dlaczego. Gdy wszyscy bronili bezpieki, stali murem, aby tylko nie ujawniać, to było jasne. I teraz naraz komisje śledcze dostają teczki o zamieszanych decydentach i okazuje się, że to bezpieka.
JDG.: Warto jeszcze dodać, że sypie się bezpieka w Kościele. Ja uważam, że to jest decydująca sprawa, ponieważ Kościół był postrzegany przez ludzi jako taka enklawa gdzie, żadne złe moce nie mogą się dostać. Kościół się nie mógł mylić, a chodziło nie o sprawy wiary, tylko o decyzje polityczne i ocenę moralną tamtych osób i zdarzeń.
AG.: Właśnie upada ten argument, który stosował Wałęsa – ale przy okrągłym stole byli przecież księża, prawda? – My wiemy, którzy księża! Magdalenka
JDG.: I mam nadzieję, że jak ludzie zaczną dostrzegać fałsz, to właściwie obojętne, w którym miejscu go zauważą. Bo potem jest jak u Lema – jak sobie zaczęli po kolei odkręcać głowy, to się okazało, że wszystkie roboty są ludźmi. Coś takiego nastąpiło w Solidarności. Społeczeństwo, które się nie komunikowało, wszyscy byli przekonani, że ten ustrój jest wieczny i przez wszystkich akceptowany, a każdy z własnego otoczenia powinien mieć inne doświadczenia. Ale jakoś nie wolno było o tym mówić, bo – system jest niezmienny i nienaruszalny, i zbyt potężny, żeby go kwestionować. Jak się okazało, że więcej ludzi myśli i ma odwagę powiedzieć, że ten system im się nie podoba, to się okazało, że wszyscy mają odwagę. Tego typu zjawiska społeczne dojrzewają przez jakiś czas, ale potem zaczynają już przebiegać lawinowo.
JW.: Mam wrażenie, że człowiek za PRL był bardziej społeczny, kolektywny, a dziś bardziej egoistyczny, myśli o sobie i konsumpcji. Czy możliwe by przy takich ludziach rozpocząć Solidarność jeszcze raz, odtworzyć więzi, obieg informacji, samo-organizację itd.?
AG.: Komuna pod przymusem wprowadziła kolektywizm na wsi i w mieście, więc wszyscy byli przeciw. Społeczeństwo na kolektywizm odpowiadało w zasadzie ideą indywidualizmu. Solidarność nie odrzucała indywidualizmu, lecz wezwała do współpracy na rzecz wspólnego dobra.
JDG.: No tak, bo paradoksalnie, za komuny coś takiego jak prace społeczne były w straszliwej pogardzie, a potem, gdy zorganizowaliśmy Solidarność, wszyscy pracowali społecznie jakby amoku jakiegoś dostali.
AG.: Zwycięstwo Jaruzelskiego i rozbicie idei solidarności spowodowało, że ludzie w 1990 roku szukali ratunku przed kolektywizmem w egoizmie, chciwości i bezwzględności. Ale ponieważ dało to fatalne wyniki, więc wahadło powinno polecieć w drugą stronę. Jednak solidarność łatwo zniszczyć, a trudno odbudować.
JDG.: Sądzę, że to musi przebiegać trochę podobnie jak, przebiegało zdobywanie zaufania przez Wolne Związki Zawodowe. Tzn., musi być tak, że są jakieś drobne wygrane, sukcesy, właśnie m.in. materialne, które by wynikały z działania wspólnotowego (a nie egoistycznego), z porozumienia, ludzie muszą się przekonać, że działanie wspólne da lepsze korzyści niż postępowanie czysto egoistyczne, wyłącznie z nastawieniem na jakiś bezpośredni zysk. Już w tej chwili część biznesmenów, czyli ludzi, którzy zakładali jakąkolwiek działalność, choćby to był jakiś drobny handel, i opierali swoje pierwsze kroki na jakimś tam zwykłym oszustwie/rabunku (komuś czegoś nie dostarczyli itd.) dostrzega, że to się nie opłaca, że warto czasami dbać o dobry wizerunek, że szybkie pieniądze robi się raz… Teraz te biznesy są mocno zagrożone. Właściwie dopiero po paru latach ci drobni przedsiębiorcy dostrzegli, że jeszcze istnieje klient i jeśli społeczeństwo będzie całkowicie wygłodzone, ilość bezrobotnych będzie ciągle rosła a płace będą spadać, to oni też stracą rację bytu. Oczywiste spostrzeżenie z ekonomii dotarło do nich w tej chwili. To spowodowało, że zaczęli interesować się losem całego kraju.
AG.: I dostrzegli jeszcze, że trzeba dbać o swoich pracowników, że na lojalność pracodawcy, pracownicy również odpowiadają lojalnością i współpracą…
JDG.: Patrząc na mapę polityczną od tej strony, to mi się wydaje, że straszliwym problemem jest, że razem z upadkiem dużych zakładów pracy, upadła idea partii, stowarzyszeń i ugrupowań lewicowych. Łącznie z tym nastąpiło zredukowanie pojęcia lewicy do spraw obyczajowych. To pozwala typowo liberalnej partii, jak SLD, skręcić na lewo, bo np. promuje jakieś-tam ustawy obyczajowe. Te rzeczy zdominowały pojęcie lewicy. To problem światowy, bo np. Kerry przegrał z Bushem tylko z tego powodu, że on podkreślał lewicowość w tym sensie obyczajowym. Podczas gdy naturalną bazą lewicy są ludzi biedni, pracownicy najemni. Robotnicy nigdzie, ani w Polsce, ani na świecie, nie byli jakąś awangardą obyczajową. Raczej mają poglądy umiarkowanie konserwatywne, choć nie są ekstremistami w żadna stronę.
MB.: To chyba takie zacieranie podziałów, które w innym kierunku przebiegają i tworzenie zupełnie innej płaszczyzny – te rzeczy są promowane przez niektóre organizacje pozarządowe.
JDG.: Tak jest…
JW.: Nikt nie da kasy na NGOs'y jako związek zawodowy, natomiast na tematy obyczajowe i neutralne społecznie – chętnie.
AG.: To się odbywa tak jak w stanie wojennym. Było wówczas kilka tysięcy gazetek podziemnych, ale jedna dostawała kilkadziesiąt tysięcy $ a inne nie. I proszę bardzo – wolność prasy. Każdy może wydrukować sobie 15 sztuk na kartkach z zeszytu a inni 15 tysięcy nakładu. W tej chwili każdy może sobie założyć organizację niezależną, ale jedni dostaną na to pieniądze, tak, że nie będą musieli pracować, a inni muszą pracować i całe pieniądze wydać na organizację.
JDG.: Pomijam zaszłości historyczne, dzięki którym na słowa lewica i socjalizm ludzie w Polsce dostają wysypki. ![]()
![]()
>>> Gdańsk 1981, wybory przewodniczącego KK NSZZ Solidarność
Mittwoch, 14. Dezember 2005
Jany WALUSZKO: Lawrence Goodwyn - Solidarnosc; - jak to bylo?

Lawrence Goodwyn w tytule swojej pracy pyta Polaków – jak to zrobiliście? Chodzi mu o rewolucję "Solidarności" 1980 roku, która w jego oczach jest największym w historii eksperymentem demokratycznym, a jednocześnie owocem 35 lat aktywności ruchu robotniczego w Polsce. Goodwyn wyraźnie podkreśla, iż było to zjawisko samorodne, bez jakichkolwiek zewnętrznych inspiracji, o czym dziś wielu z działaczy tamtego okresu nie chce pamiętać, a czego ogół po prostu nie wie. Oficjalna bajka brzmi tak, że robotnicy zrobili strajki zakończone powstaniem "Solidarności" pod wpływem agitacji Komitetu Obrony Robotników i innych grup opozycji czy wiadomości o protestach z innych części kraju rozpowszechnianych przez Radio Wolna Europa, a w wersji kościelnej pod wpływem wyboru papieża Polaka i jego pielgrzymki do kraju. Goodwyn stawia jednak proste pytanie, czemu nie oddziałało to w innych częściach kraju, szczególnie tam, gdzie sięgały wpływy KOR (jak Radom, Ursus, Warszawa) czy miała miejsce wizyta papieża, ale na Wybrzeżu (szczególnie w Gdańsku) i odpowiada, że nikt serio tego nie badał, więc tradycyjna odpowiedź jest bądź nieporozumieniem, bądź manipulacją. Z badań Goodwyna wynika, że Sierpień 1980 i takie jego elementy, jak strajk okupacyjny, międzyzakładowy komitet strajkowy i żądanie wolnych związków zawodowych, to owoc doświadczeń 35 lat walki robotników z systemem komunistycznym. Nikt im tego nie mógł podpowiedzieć – wręcz przeciwnie – tak KOR itp., jak i kościół robiły wszystko, by strajk poddać a przynajmniej ograniczyć radykalizm jego żądań (dowodem są cytaty z wypowiedzi prymasa Wyszyńskiego, czy Jacka Kuronia, który jeszcze długo potem mówił, że myślał, iż to niemożliwe i nadal tak myśli). Jak było naprawdę?
Goodwyn dzieli sytuacje na normalne i rewolucyjne – normalnie elita rządzi, a masy słuchają, nawet ci, co chcą przepchać się do elity, i nawet wówczas, kiedy większość norm mają w duszy, bo z tego nic nie wynika. Goodwyn tu nieco miesza, bo za świadomość ma tylko jej formę czynną czyli – po mojemu – wolę, tak jakby ktoś bierny nie mógł znać prawdy – to fakt, iż czynny udział w życiu daje lepszą orientację niż jego obserwacja, pomijająca na ogół czynnik ludzki i wierząca, że świat się dzieje sam, na bazie jakichś praw czy (w ostateczności) mocą sprawczą instytucji, lecz przegina z rolą organizacji. Dobry przykład to jego główna teza – KOR (a raczej WZZ, nie o to tu jednak idzie) można uznać za krok ku "Solidarności", ale była to odpowiedź na wydarzenia w Ursusie i Radomiu, ich samych zaś nikt nie przygotował, choć oczywiście ktoś musiał to robić. Była to spontaniczna reakcja na podwyżki cen żywności. Powtórką tego był poniekąd rok 1980, z tą różnicą, że o ile pierwsze strajki były spontaniczne i minęły bez większego echa, bo Gierek w tym wypadku nie tylko nie strzelał (różni go to od reszty kacyków, a miał okazję 3 razy, w 71, 76 i 80), ale i nie bił, o tyle dopiero strajk gdański w wyniku trafienia na grunt zorganizowany stał się czymś więcej niż protesty dawniejsze (od Poznania 1956 do lipca 1980). Idzie zatem nie o bunt czy rewolucję w ogóle, a raczej o ich przypadki udane. Nonkonformiści swym działaniem zmieniają świat, lecz bez koniunktury niewiele zdziałają – z drugiej strony koniunkturę ktoś musi wykorzystać, bo nic samo się nie dzieje. Liczy się dopiero zbieg obu wymiarów (możliwości i działania). Dla nonkonformizmu można stwarzać warunki (Abramowski między bazą a nadbudową widzi sumienie, ale i baza na jego wybory wpływa, więc i ją się zmienia, by zmienić system i stworzyć warunki sprzyjające wyborowi wolności, wspólnoty itp., nie ich przeciwieństw).
Goodwyn ma rację pisząc, iż to nie intelektualiści uczyli robotników protestów (oni na nich żerowali, w 1905, 1976 czy 1980 aż po dziś). Czyn nie bierze się z idei a z życia – kto ich uczył? Oni sami ze swych doświadczeń, dlatego w Radomiu, Ursusie i Płocku w 1976 wyszli na ulice, ale w Gdańsku wtedy i w 1980 (dzięki doświadczeniu '70) woleli strajkować, czego próbowali już w drugiej fazie 1970 i w 1971. Władza też się uczy – skoro robotnicy nie wyszli na ulice – w '81 zaatakowała zakłady, a w '89 zakazała strajku solidarnościowego. Paradoksalnie pomógł jej błąd z '80 – ponoć KOR itp. uznały, iż robotnicy zwariowali, chcąc w 1 z 21 postulatów zgody na Wolne Związki Zawodowe, lecz komuna wierząc w swoją własną bajkę o inspirowaniu mas przez wrogie elementy nie dała im szansy, aby spróbowali ich od tego odwieść i... aresztowała ich; gdyby przyjechali robotnicy i tak nie pozwoliłby im na to, ale staliby się oni dla mas zdrajcami, a dzięki aresztowaniu mogli uchodzić wręcz za inspiratorów (!) Sierpnia '80 i przez wpływ na Wałęsę tak zmanipulować związek, że skończyło się to okrągłym stołem i zdradą Solidarności. Robotnicy, inaczej niż inteligencja, już w '70 rozumieli, iż socjalizm się zużył, nie wypaliły ani on, ani reformy w jego ramach, więc w '80 poszli w imidż narodowo-katolicki (sami z siebie czy ktoś im podpowiedział?). Własnego niestety nie odkryli, co też otworzyło drogę dla manipulacji, zastąpieniu formą treści w czasach drugiej "Solidarności". Goodwyn dostrzega brak formacji demokratycznych w świecie – komuna oskarżała kapitalizm o niesprawiedliwość społeczną i bezrobocie, on ją o łamanie praw człowieka i obywatela, ale oba systemy zwalczały demokrację pod pozorem, że służy drugiej ze stron czy anarchii. Żadna ze stron nie ma także interesu w uczciwym badaniu dziejów narodzin i rozwoju (dodałbym – i upadku) "Solidarności". Inteligencja niedoceniała ruchu robotniczego, wierząc, iż chodzi mu o kasę, a nie wolność i demokrację. Dziś, póki co, jest inaczej, robotnicy walczą o kasę na konsumpcję, co jest akceptacją systemu. Gdyby szło o demokrację w ekonomii, samorządną rzeczpospolitą – znów grałoby to zasadniczą rolę w walce z systemem. Za komuny już sama walka o kasę godziła w system, bo jego podstawą była produkcja nie konsumpcja, a przecież próbowano realizować to i przez przejęcie władzy w zakładach przez rady pracownicze. Inteligencja tego nie dostrzegała. W latach 40-tych nie wsparły walki w obronie samorządów partie opozycyjne wobec komuny, socjaliści i ludowcy, tymczasem po zduszeniu samorządności komuna bez trudu rozprawiła się z opozycją. Podobnie było i potem (bez ruchu robotniczego opozycja nic nie znaczyła, starczy porównać efekty protestów robotniczych w '56, '70 i '80, w wyniku czego upadały kolejne ekipy rządzące, z protestem inteligencji w '68, który przeszedł dla władzy bez echa).
Jak wyglądała robotnicza samoedukacja? Dla Goodwyna jej początek, po rozbiciu tradycyjnego ruchu związkowego po wojnie, to wydarzenia poznańskie, jednak, inaczej niż w klasycznym ujęciu, walki uliczne nie były początkiem, lecz raczej końcem tej fazy ruchu. Mało kto wie, że wydarzenia '56 to nie spontaniczny protest, a owoc długiej walki, jaką załoga zakładów Cegielskiego z Poznania toczyła z władzą (od kierowników wydziałów i dyrekcji zakładu po władze lokalne i centralne). Dopiero negocjacje w ministerstwie i złamanie słowa przez ministra zdecydowało o wyjściu na ulice, by zaprotestować przeciw polityce władz przy okazji międzynarodowych targów, na oczach świata. O ile załoga Cegielskiego zorganizowała się w ciągu miesięcy sporów, to inni uczestnicy protestu nie byli do niego przygotowani; część zakładów pracy miała kontakt z załogą Cegielskiego, dzięki czemu błyskawicznie przyłączyło się do pochodu, w centrum miasta jednak nikt nie umiał opanować tłumu, co doprowadziło do rozruchów i wejścia wojska do Poznania. Mimo stłumienia wystąpień robotniczych, napięcie w kraju utrzymywało się nadal, co partyjna opozycja wykorzystała do usunięcia ekipy rządzącej i zastąpienia jej Gomułką. Na fali walk wewnątrz partii reaktywowano i ideę samorządu, ale szybko okazało się, że komunizm nie lubi władzy rad – obok niechęci Gomułki (tego samego, co likwidował je w latach 40-tych) zdaniem Goodwyna zadecydowała o tym słabość załóg, ich brak doświadczeń i możliwości dzielenia się nimi z innymi zakładami. To na niszczeniu organizacji społeczeństwa i wymiany między różnymi grupami miała polegać cenzura, nie tylko kontroli mediów jak widziała to zainteresowana wolnością słowa inteligencja. W efekcie na ogół udało się bez oporu zmanipulować rady, a potem je zlikwidować. Potrzebny był inny pomysł, organizacja ludzi na skalę już nie zakładu a miasta czy całego kraju. Poznań był już na to za słaby, nowa jakość ruchu pojawiła się na Wybrzeżu.
Wedle Goodwyna o roli Wybrzeża zdecydował charakter pracy w portach – kontakty z robotnikami z innych krajów, co jest regułą w świecie (ruch robotniczy w portach ma o wiele radykalniejszy charakter niż w innych zakładach, co dotyczy i górników, ale ci nie są tak otwarci jak portowcy). Pierwsze protesty miały miejsce już w drugiej połowie lat 50-tych, gdy na Wybrzeżu doszło do antyradzieckich wystąpień, ale i strajków ekonomicznych, a nawet groźby akcji solidarnościowej stoczniowców w obronie rybaków, co starczyło, aby władze odstąpiły od represji za strajk. Do prawdziwego wybuchu doszło w Grudniu 1970, w reakcji na podwyżki cen żywności gdańscy stoczniowcy wyszli na ulice, podpalono komitet partii, rabowano sklepy, doszło do walk z milicją. I tu zaszło coś dziwnego, działacze partii w stoczni, nie chcąc dopuścić do ponownego wyjścia ludzi na miasto rzucili hasło strajku okupacyjnego. Była to mało już znana broń robotników polskich odkryta w latach 30-tych (wraz z polonią dotarła ona wówczas do USA, gdzie tą formę walki nazywa się strajkiem polskim). Paradoks na tym polega, że to, co miało ograniczyć ruch protestu stało się z czasem jego największą siłą. W Stoczni Gdańskiej robotnicy szybko przejęli władzę w utworzonym przez partię komitecie strajkowym, w Gdyni w ogóle nie wyszli na ulice, od razu rozpoczynając strajk, powołano tu także międzyzakładowy komitet strajkowy, choć było to nieco na wyrost – podobnie jak w Szczecinie opierał się on na sile paru zakładów, nie całego regionu. MKS rozpoczął układy z władzami lokalnymi, lecz władze centralne aresztowały obie strony, wzywając jednocześnie na przemian do pracy i pozostania w domach, co było najprawdopodobniej celową prowokacją – do idących do pracy zaczęto strzelać, doszło do rozruchów, podobnie jak w Szczecinie, choć tu szybko doprowadzono do układów między władzą i MKS, wojsko i milicja robotnicza wspólnie zaczęły patrolować miasto, a w efekcie sporów w samej partii Gomułkę zastąpił Gierek, który zrazu próbował zmanipulować robotników (słynne – pomożecie?), nie odwołano też podwyżki, ale kolejne akcje strajkowe w Gdańsku, Szczecinie i Łodzi (styczeń i luty) zmusiły go do ustępstw. Partia nie zgodziła się na wolne związki zawodowe, za to dokonano częściowo wolnych wyborów władz w oficjalnych związkach, dzięki czemu do ich kierownictwa weszli prawdziwi działacze niezależni.
Okazało się szybko, że podobnie jak w latach 40-tych i 50-tych, decydowanie przez robotników na dole niewiele znaczy wobec faktu, że lepiej zorganizowana partia może swoją wolę narzucić na poziomie centralnym, a tam, gdzie nie udawała się manipulacja stosowano represje (działaczy wyrzucano z pracy, zmuszano do emigracji, czasem nawet zabijano). Z drugiej strony w Gdańsku zaczął się tworzyć niezależny ruch robotniczy, między innymi w oparciu o obchody rocznicy masakry na Wybrzeżu w Grudniu '70. Po rozruchach w 1976, do których doszło w kilku miastach (znacznie liczniejsze były, o czym mało kto wie, strajki w całej Polsce) oraz represjach wobec robotników Radomia i Ursusa, opozycja inteligencka w Warszawie zorganizowała najpierw pomoc dla ofiar represji, a potem rzuciła hasło tworzenia WZZ, jednak brak efektów (w Radomiu zgłosił się tylko jeden człowiek) i obawa przed represjami wobec nielicznych działaczy sprawiły, że KOR wycofał się z tego, a nawet wystąpił przeciw komitetom założycielskim WZZ powstałym na Śląsku i w Gdańsku. KOR chciał dogadać się z reformatorami w partii, robotnikom proponując, aby dążyli do opanowania oficjalnych związków (nie mając ich doświadczeń, nie rozumiał, iż jest to ślepa uliczka, o czym robotnicy przekonali się już wiele razy). Tymczasem WZZ i gdańska opozycja wybrali inną drogę niż proponowana przez działaczy z Warszawy, tworząc własny związek (aż po jego jawne struktury), organizując wydawnictwa i akcje protestacyjne. Gdy w 1980 doszło do kolejnych strajków w odpowiedzi na kolejną próbę podwyżki cen, w odróżnieniu od reszty kraju byli oni przygotowani do walki o swoje postulaty znacznie wychodzące poza żądania płacowe. W innych ośrodkach (nawet kiedy strajk ogarniał całe miasto, jak w lipcu w Lublinie) starczyło dać trochę kasy, by strajk się skończył. W Gdańsku od razu zażądano obok podwyżki płac uczczenia ofiar '70 i legalizacji WZZ. Stocznia dostała swoje dość szybko i po 2 dniach chciano zakończyć strajk, ale na prośbę mniejszych zakładów podjęto wbrew nadziei władz strajk solidarnościowy, tworząc MKS, w którym już pierwszego dnia afiliowało się ponad 100 zakładów pracy z regionu gdańskiego. Dla Goodwyna ważnym momentem była odmowa negocjacji z władzami poza Stocznią oraz włączenie radiowęzła dla ich transmisji, aby cała załoga wiedziała, co jest grane. Pozwoliło to uniknąć manipulacji, budując wzajemne zaufanie strajkujących i dając poczucie siły. Inny element tej organizacji to sieć kurierów, których MKS wysyłał w Polskę. Gdy władze pod wpływem rosnącego zasięgu strajku (a więc uderzenia w punkt najczulszy dla władzy opartej o kontrolę produkcji) zdecydowały się na negocjacje z MKS, ten zażądał jako warunku wstępnego zaprzestania represji (zatrzymań i pobić) wobec kurierów i ponownego uruchomienia połączeń telefonicznych z resztą kraju, bowiem wiedziano, że tylko jawny obieg informacji może uniemożliwić władzy manipulację i rozbicie strajku przez brak zaufania i solidarności (momentem zabawnym jest fakt, że nieświadomy niczego Kuroń myślał, iż obrona osób wspierających strajk dotyczy jego i innych członków opozycji a nie kurierów, o których, jak zauważa Goodwyn, mało kto wie do dziś).
Jak wspomniałem, kościół i opozycja, nie mając żadnego pojęcia o poziomie samoorganizacji robotników i bojąc się powtórki masakry z '56 czy '70, wzywały strajkujących do ograniczenia protestu, a przynamniej rezygnacji z 1 z 21 postulatów, czyli zgody władz na legalizację WZZ. Z taką sugestią zjawili się wysłani do Stoczni ich przedstawiciele, Geremek i Mazowiecki. Szybko zauważyli jednak, że jest to niemożliwe, robotnicy czuli swoją siłę a z drugiej strony wiedzieli, że żadne inne obietnice władz nic nie znaczą, jak nie będzie miał kto pilnować ich realizacji, więc nie mogą z WZZ zrezygnować. Wałęsa zgodził się jednak przyjąć pomoc ze strony doradców, co potem miało okazać się dla związku poważnym problemem (będzie jeszcze o tym w dalszej części tekstu). Tymczasem rozwój strajku (w tym i kolejne MKS-y w Szczecinie i Elblągu) zmusił władze do ustępstw, doprowadzając do powstania "Solidarności", co jednak nie było końcem walki, bowiem władza nie miała zamiaru pogodzić się z istnieniem zorganizowanego, czyli istniejącego na serio społeczeństwa. Sposoby były dwa – sztucznie wywołane przez rząd trudności w zaopatrzeniu aż po granice głodu i utrudnienia działań niezależnych po ataki na działaczy związku z prowokacją bydgoską (III '81) na czele (szło o pobicie przywódców regionu, obecnych na spotkaniu z lokalnymi władzami). O ile na dole związku prowadziło to do radykalizacji (dążeń do objęcia kontroli nad produkcją przez oddanie zakładów pracy samorządom pracowniczym, jak w latach 40-tych i 50-tych, czy wręcz akcję bezpośrednią w postaci strajku czynnego), góra była skłonna do ugody i samo-ograniczania rewolucji, w dużym stopniu pod wpływem tzw. doradców. Owocowało to m.in. ciągłym odwoływaniem strajku generalnego (warto w tym miejscu zauważyć, że strajk generalny, podobnie jak idea solidarności oraz organizacja regionalna związku zamiast branżowej są elementami typowymi dla syndykalizmu). W tym momencie chcę zwrócić uwagę na niekonsekwencję Goodwyna, który z jednej strony docenia fakt, iż w 1980 to strajk był podstawą siły robotników, a z drugiej uważa, że gaszenie pożarów (= tłumienie lokalnych protestów) przez elitę "Solidarności" i opozycji było lekcją demokracji, zaś radykalizm szedł w złym kierunku, co w dużym stopniu wynika z fascynacji paru osobami z Wałęsą, Geremkiem i Mazowieckim na czele i widzenia "Solidarności" przez ich pryzmat (podobnie z postaciami negatywnymi, jak Kuroń będący uosobieniem złej inteligencji. Goodwyn nie lubi też Gwiazdy i jego zasad, ale to on miał rację, choć może nie jako realista polityczny, bo bez nich w "Solidarności" nie ma nic niezwykłego. Goodwyn kłamie wręcz, gdy mówi o wycofaniu się Gwiazdy z polityki, co realnie polegało na uwięzieniu go przez komunę, potem zaś przemilczaniu czy potępianiu oszołomów przez elity opozycji; mimo to był on aktywny nie do 13 XII '81, a do '93, co znam z autopsji). Sądzę, że to właśnie ugodowa postawa przywódców opozycji skłoniła rząd do ataku na społeczeństwo 13 grudnia 1981 (czasem mówi się o mniejszym źle, większym miała być rzekomo interwencja radziecka, ale wedle badań nic nie wskazuje na to, by ktoś w Moskwie gotów był do tego, a rzeczywistym większym złem w oczach władzy było zorganizowane społeczeństwo i to je wówczas likwidowano).
Pisząc o stanie wojennym, Goodwyn popada w daleko posuniętą abstrakcję, widząc jedynie rozgrywki personalne KOR z Wałęsą (osób, które w gruncie rzeczy niczym się w dążeniu do kontroli czy wręcz gaszenia aktywności społecznej nie różniły) oraz msze za ojczyznę i trwanie idei / oporu, za to pomija całkowicie walki uliczne, co wynika zapewne z jego niechęci do przemocy – choć biały, był uczestnikiem ruchu M.L. Kinga w USA. Niewiele też u Goodwyna można znaleźć o narastającym konflikcie elity opozycji, Wałęsy i doradców, z grupami radykalnymi, tak wewnątrz związku, jak i coraz częściej poza nim, bowiem taka "Solidarność" nie tworzyła możliwości samorealizacji coraz liczniejszym grupom, szczególnie młodym (zaowocowało to m.in. powstaniem grup anarchistycznych – i to znam z własnego w tym udziału, co podkreślam ze względu na wagę jaką do osobistych doświadczeń przywiązuje Goodwyn). Podobnie ogólnikowo pisze o ugodzie z '89, a przecież było to całkowite zaprzeczenie idei "Solidarności" (miast oddolnej inicjatywy społecznej układ odgórny kosztem ogółu). Wynika to zapewne z chęci nie negowania swych fascynacji = przedmiotu badań, a więc ruchu "Solidarności" i wodzostwa Wałęsy. Uznając klęskę ruchu czy zapędy dyktatorskie wodza wprost, musiałby w wielu miejscach zweryfikować swą wersję wydarzeń. Daje to w efekcie pracę bardzo nierówną, w pierwszej części (do pojawienia się Wałęsy i "Solidarności") niezwykle ciekawą i obiektywną, w drugiej powierzchowną i często sprzeczną z własnymi założeniami autora. Brak mi w niej też paru elementów, np. słabo omówiona kwestia idei Samorządnej Rzeczpospolitej. Goodwyn nie zna pracy "Bój o samorząd" Szymona Jakubowicza, będącej, obok jego własnej, jedną z nielicznych prób całościowego ujęcia historii powojennego ruchu robotniczego w Polsce. Goodwyn bardziej skupia się na wymiarze związkowym niż samorządowym, uznając po części rady za element manipulacji ze strony władz – czy z powodu mieszania ich z radami zakładowymi oficjalnych związków zawodowych? Nie wiem, na ile wynika to z jego opcji klasowej, kiedy dla mnie większa różnica jest między Gdańskiem i Warszawą niż robotnikami i inteligencją, gdy szło o kwestię walki z komuną w '80. Wizja Goodwyna do złudzenia przypomina J. Machajskiego z jego niechęcią do inteligencji, co sprawia, że obraz staje się u niego czarno-biały i Wałęsa jest demokratą tylko dlatego, że to robotnik, choć nawet Goodwyn widzi jego tendencje autorytarne czy zbieżność polityki z niby-wrogim KOR'em. Nie zmienia to faktu, że inteligencja ukradła mit "Solidarności", w '89 za stołki rozmieniając go na drobne przy okrągłym stole – o tym jednak u Goodwyna niewiele, musiałby bowiem uznać klęskę ruchu i podważyć wagę nauki, jaka z niego wyrasta, a to uderzyłoby w całą jego pracę.
Ciekawe – choć czasem kontrowersyjne – są rozważania teoretyczne Goodwyna (nb., język pracy jest dość trudny – akademicki i do tego amerykański: politykę demokratyczną chętnie zastąpiłbym aktywnością społeczną np.). Bliska mi, oprócz tego, że ktoś musi życie społeczne zrobić, bo nie dzieje się ono samo, jest kwestia jego widzenia, a ściślej – wyjaśniania błędów (zawsze uważałem, że nie wystarczy powiedzieć jak jest według mnie, ale trzeba wyjaśnić skąd biorą się błędy innych wizji). Dla Goodwyna jest to wynik oglądania ruchu z zewnątrz bez udziału w nim. Siłą ruchu jest komunikacja wewnętrzna i powszechna partycypacja – alienacja elity sprawia, że ruch słabnie i musi utrzymywać się przemocą (wobec swoich i obcych). Goodwyn widzi też głęboką różnicę między demokracją dawną i współczesną – w greckich polis, włoskich komunach, Anglii Cromwella i walczących o niepodległość USA (nie zna tradycji I RP, a może nie chce znać, bo nie-ludowa? Inteligencji zarzuca szlacheckie korzenie, jako źródło elitaryzmu) demokrację tworzyli obywatele, system były tym czym zorganizowane społeczeństwo, ale pojawienie się rynku rodzi zanik wolnej pracy i skrajne dysproporcje socjalne, a dla tych, co wierzą w ideały, jedynym wyjściem jawi się interwencja władz w ekonomię. Spór skupia się na jej zakresie, toczą go partie polityczne, ich wolę realizuje biurokracja, dla amatorów na co dzień nie ma już miejsca w takiej demokracji. Rynek rodzi de-socjalizację – w tym świecie praca i system nie są moje, teoria nic tu nie zmieni bez codziennej (!) praktyki. Goodwyn w "Solidarności" widzi odrodzenie ideału (coś jakby trzecią drogę w odwrotnym kierunku niż pozostałe). Nie przewidział, iż jego pupil do spółki z komuną to obali, iż "Solidarności" upadnie, iż nie będzie dalszego ciągu; nie jest nim demokracja rynkowa, co przegięła w drugą, i to poniekąd trudniejszą do kontestowania, stronę? "Solidarność" była inna, normalnie walczy elita, czasem klasy, rasy czy narody, a tu całe społeczeństwo (nie partia, a naród – to też element starej demokracji, nb. – silny w I Rzeczpospolitej).
Warunek rewolucji to według Jeffersona i Mao zdolność do publicznego oporu wobec władzy, która nie bierze się z objawienia prawdy o ucisku jak sądzą agitatorzy, bo ludzie sami wiedzą jak jest, ale boją się wyjść poza rutynę. Gdy robi to elita, mamy ugrupowanie polityczne, gdy masy – ruch społeczny. Uzyskać udaje się to tylko w praktyce, ale, to opis, nie przepis, co osłabia pożytek z tej wiedzy (zaś w świetle założeń Goodwyna tego właśnie się oczekuje, sam stwierdził, że chciał, by poznanie "Solidarności" stworzyło dla innych wiedzę o prawdziwej demokracji i to nie tylko teoretyczną). Dziś zadymy i media (to w praktyce to samo) nic nie dają – bo wolno to robić – pogłębia się tylko szum informacyjny rynku. Pomysłem mogłaby być solidarność, strajki o zasadę a nie kasę, ale nie ma na to chętnych. Równie trudno ją uzyskać z drugiej strony, jako konsument (nie producent) w postaci bojkotu rynku. Dziś w system łatwiej byłoby ugodzić takim strajkiem, być może czynnym (robienie tego, czego się potrzebuje, samemu miast kupowania na rynku), co idzie zresztą ku przywróceniu bazy dla dawnej demokracji, gdzie człowiek sam dla siebie produkował towary, kulturę i system. Póki co ogół woli ofertę rynku – kup! W efekcie nie tylko inteligencja nie umie już sama wydawać swych papierów i czeka, aż ktoś wyda i zapłaci prawa autorskie, ale i chłop umiera z głodu, jeśli nie kupi jedzenia w sklepie. Stąd też skupienie słabnącego ruchu związkowego na walce o kasę na konsumpcję (czy przeżycie?) zamiast walki o samorząd pracowniczy. Czy idea Solidarności jest już tylko historią i największa szansa ustanowienia rzeczywistej demokracji stała się kolejnym mitem (a może i to nie, przynajmniej u nas, przez rozczarowanie tym, co się stało po '89)?
Książka Goodwyna dostępna jest i w wersji internetowej (http://www.goodwyn.pl). Pełniejszą wersję mojej recenzji (tu z konieczności musiałem wiele spraw pominąć) można otrzymać pisząc na mój adres (jwal@pg.gda.pl).
Jany Waluszko
PS. Już po napisaniu recenzji przeczytałem pracę Jerzego Eislera Grudzień 1970 (Warszawa 2000), w świetle której widać, iż Goodwyn i w tym temacie nie jest zbyt dokładny, choć tu i uczonym, mającym dostęp do archiwów, trudno o precyzję, zaś błędy Goodwyna nie wpływają zasadniczo na obraz zdarzeń tak, jak w wypadku Wałęsy i "Solidarności".
Jany Waluszko - ur. 1962 r., działacz społeczny z Gdańska, współtwórca i uczestnik Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego. ----- Original Message -----
Dienstag, 13. Dezember 2005
Andrzej Gwiazda to Lee Edwards, Ph.D, Chairman The Victims of Communism Memorial Foundation
Andrzej Gwiazda, ul. Wejhera 3 C m. 118, 80-346 Gdańsk, tel. (58) 556 28 26 http://www.obywatel.org.pl
Lee Edwards, Ph.D, Chairman The Victims of Communism Memorial Foundation, 1521 Sixteenth St. NW, Washington, DC 20036
Szanowny Panie,
Jest wielkim dla mnie zaszczytem odznaczenie Medalem Wolności Truman - Reagan i możliwość reprezentowania tych, którzy 25 lat temu solidarnościowym strajkiem doprowadzili do powstania wolnego związku zawodowego „Solidarność”. Miliony Polaków zaufały nam i podjęły ryzyko przeciwstawienia się całej potędze systemu komunistycznego. Na wywalczonym skrawku wolności budowaliśmy podstawy wolnej i demokratycznej Polski, w której każdy obywatel jest ważny i potrzebny i każdy może liczyć na solidarność innych.
Dziękujemy prezydentowi J. Carterowi, który jesienią 1980 roku ostrzegł władze na Kremlu, że Stany Zjednoczone nie zgodzą się na interwencję w Polsce. Dziś już wiemy, że nasza pokojowa rewolucja mogła się udać Mogliśmy rozmontować komunistyczny system bez rozlewu krwi, ponieważ „Solidarność”, mimo licznej agentury, skutecznie broniła demokracji i swojej niezależności, a Kreml liczył się z możliwością utraty władzy w Polsce.
Kres pokojowej rewolucji położył stan wojenny. 13 grudnia 1981 generał Jaruzelski w obronie władzy PZPR i SB wyprowadził wojsko na ulice. Czołgi rozbiły bramy strajkujących zakładów pracy, zginęli ludzie, aresztowano tysiące działaczy „Solidarności”. Dziękujemy Amerykanom i prezydentowi Reaganowi za solidarność w tym czasie. Miliony Polaków w niezwykle trudnych warunkach podjęły walkę o uwolnienie więźniów politycznych i przywrócenie możliwości działania „Solidarności”. Ci ludzie, którzy pozostali wierni ideom i zasadom „Solidarności”, wierzyli, że ich walka nie pójdzie na marne. Stało się inaczej, a prawda o najnowszej historii Polski ciągle jest ukrywana przed społeczeństwem.
Ludzie nie wiedzą, dlaczego za niepodległość musieliśmy zapłacić utratą majątku wypracowanego przez kilka pokoleń i zniszczeniem gospodarki. Nie wiedzą, jakim sposobem pierwszym prezydentem niepodległej Polski został generał Jaruzelski. Nie zorientowali się, że w 1989 roku pod nazwą „Solidarność” powołano inną organizację, która w żadnym sensie nie była kontynuacją pierwszej „Solidarności”. (Dołączam list do Parlamentu Europejskiego uzasadniający to twierdzenie).
Te manipulacje umożliwiły przeprowadzenie transformacji ustroju w Polsce zgodnie z interesem oligarchów totalitarnego państwa, pod dyktando doradców międzynarodowych organizacji finansowych, bez pytania narodu o zdanie. Teraz miliony Polaków bezrobotnych, bezdomnych, pozbawionych pewności jutra, żyje na marginesie społeczeństwa bez pomocy i nadziei na lepszą przyszłość. Czy „Solidarność” może święcić swój triumf, chociaż Polska formalnie jest wolna i demokratyczna?
Pierwsza „Solidarność” przegrała. Druga „Solidarność” zawiodła zaufanie członków. Nie mogłem temu zapobiec, ale nie mogę stanąć obok Lecha Wałęsy, który działał w przeciwnym niż ja kierunku. Dołączyłbym do tych, którzy twierdzą, że pierwsza „Solidarność” była tylko piękną utopią, którą należało zniszczyć, że nie stanowiła realnej alternatywy dla systemu komunistycznego. Chcę pozostać wśród tych, którzy zachowali nadzieję na przyszłość, którzy wierzą, że lepszy świat jest możliwy, tak jak wierzyliśmy 25 lat temu.
Wiem, że nadal wielu ludzi ma do mnie zaufanie, ale nie mam dostępu do mediów. Nie mógłbym im wytłumaczyć, że przyjęcie Medalu Wolności w imieniu tych, którzy strajkowali 25 lat temu nie oznacza akceptacji dla drugiej „Solidarności” i jej polityki. Proszę zrozumieć trudną i skomplikowaną sytuację, w której postawił mnie bieg historii.
Jestem wdzięczny za zaproszenie, ale nie mogę go przyjąć.
Z poważaniem
Andrzej Gwiazda
Wersja angielska:
Dear Sir,
I consider it a great honor to be awarded the Truman-Reagan Medal of Freedom and to be asked to represent those who, 25 years ago, went on strike, which led to the creation of the free and independent union, „Solidarity”. Millions of Poles put their trust in us at the time and took on the risks of standing up and confronting the all powerful communist system. Together, on a freshly won patch of freedom, we started laying foundations for a free and democratic Poland.
We are grateful to President Carter who, unbeknownst to us in the Fall of 1980, warned Kremlin officials that the United States would not tolerate foreign military intervention in Poland. We now know that our peaceful revolution could indeed have succeeded. It was possible to dismantle the communist system without any bloodshed because the Kremlin had already accepted the possibility of losing its control over Poland and „Solidarity”, which, despite infiltration by numerous agents, was effective in defending democracy and its free union status.
Martial law ended all of that. On the 13th of December 1981, to protect the Communist Party and the Secret Police, General Jaruzelski took the Army to the streets. Army tanks crashed the gates of the striking factories, the clashes resulted in deadly casualties, and thousands of „Solidarity” activists were arrested. We are grateful to the American people and President Reagan for their solidarity during that time. Millions of Poles, under extremely difficult conditions, took on the struggle to free political prisoners and to reinstate „Solidarity”. Those who remained faithful to the ideas and principles embodied by „Solidarity” believed that the results of their struggles would not be wasted. This, in the end, has not happened and, instead, the truth regarding the most recent history of Poland has been kept hidden from Polish society.
As a result, the people do not know why the newly won freedom had to result also in the loss of generations’ worth of national property and destruction of the nation’s economy. They do not know how General Jaruzelski came to be the first president of independent Poland. They do not realize that in 1989, the original first „Solidarity” was effectively replaced by a different organization, which bore the same name but was not, by any means, the continuation of the first. (Attached please find my letter to the European Parliament justifying this claim).
These machinations enabled economic and political transformations in Poland, without consulting the Polish people, in accordance with interests of oligarchs from the previous regime and under the dictate of advisers representing international finance. Today, millions of Poles are without work, homeless, and deprived of a secure tomorrow. They are forced to live outside the margins of society, without any aid or hope for a better future. In this context, even though formally Poland is free and democratic, can „Solidarity” truly celebrate its triumph?
The first „Solidarity” lost. The second „Solidarity” betrayed the trust of its members. I could not prevent that and now I can not stand next to Lech Walesa, who acted in a direction opposite to mine. By doing so I would join those who claimed that the first „Solidarity” was not a real alternative to the communist system but merely a beautiful utopia, and therefore had to be destroyed. Instead, I would like to remain among those who are still hopeful, those who believe, as we did 25 years ago, that it is possible to change the world for the better.
I am confident that many still put their trust in me, however I have no access to major media outlets. Therefore, I would not be able to explain that my acceptance of the Truman-Reagan Medal of Freedom, in the name of those who went on strike 25 years ago, does not equate with acceptance of the second „Solidarity” and its policies. I hope you will understand the difficult and complicated situation in which I have been placed by history.
I am very grateful for your invitation but I can not accept it.
Yours sincerely,
Andrzej Gwiazda
22:53, reakcja , Andrzej Gwiazda
22:53, reakcja ,Die auf Weblogs sichtbaren Daten und Inhalte stammen von
Privatpersonen. Beepworld ist hierfür nicht verantwortlich.
Stefan Kosiewski (2. z lewej)



