Du befindest dich in der Kategorie: Politik - Standpunkt - OPINIE

Montag, 22. Mai 2006

apel 21 maja 2006 roku w lokalu siedleckiej „Solidarnosci”

Von direktion, 04:33

 W dniu 21. maja 2006 roku w lokalu siedleckiej „Solidarności” spotkała się grupa osób zainteresowanych wyjaśnieniem prawdy o działalności służb specjalnych i ich współpracowników w zniewolonej Polsce przed 1989 rokiem.

 Na spotkaniu podjęto decyzję o wezwaniu osób pokrzywdzonych przez system komunistyczny i jego służby do podjęcia działania w kierunku ujawnienia, wyjaśnienia i uczynienia wszystkiego, aby prawda o działaniu ludzi związanych z tamtym systemem stała się jawna i powszechna. Zebrani podpisali apel o następującej treści:

 Nie zamierzamy nikogo sądzić ani karać. Jedyne, co nas interesuje i jest głównym celem naszych zamierzeń, to ujawnienie prawdy o osobach, które były narzędziem w rękach zbrodniczej maszyny.

 Pragniemy raz na zawsze zakończyć rozliczanie tej tragicznej i mrocznej najnowszej historii Polski po to, aby nowe pokolenia mogły żyć w przejrzystym, nie zakłamanym, normalnym świecie. Chcemy to zrobić, żeby nasze dzieci i wnuki nigdy więcej nie mazały się w bagnie komunistycznej, konfidenckiej przeszłości.

Domagamy się bezwzględnego otwarcia zasobów Instytutu Pamięci Narodowej, powszechnego dostępu do archiwów i akt, tak aby stało się to katalizatorem do ujawnienia się ludzi, którzy z różnych pobudek byli wmieszani w tamten zbrodniczy system.

Dzisiaj, wzywamy wszystkich, którzy byli tajnymi współpracownikami służb specjalnych, aby ujawnili się i przyznali się do takiej działalności. Takie zachowanie może zostać zrozumiane jako wyraz skruchy. Dajemy czas do końca bieżącego roku na skontaktowanie się z nami bądź ujawnienie swojej działalności w innej formie. W przeciwnym wypadku od 1. stycznia 2007 roku będziemy czuli się upoważnieni do opublikowania danych osobowych i szczegółów dotyczących działalności tych, którzy wspomagali tamten system.

Jednocześnie zobowiązujemy się, że podejmiemy starania, aby listy tych, którzy  pracowali w aparacie ucisku, a także tych, którzy zajmowali wysokie stanowiska w PZPR, głównym ciemiężcy narodu polskiego zostały opublikowane.

Informujemy, że wszyscy podpisani pod niniejszym komunikatem posiadają status osoby pokrzywdzonej, potwierdzony pisemnie przez IPN. Grupa nasza jest otwarta i apelujemy do wszystkich, którzy uzyskali lub uzyskają status osoby pokrzywdzonej o przyłączenie się do nas. Osobami upoważnionymi do występowania w naszym imieniu są: Maciej Kublikowski i Zygmunt Michał Goławski senior.

  1.      Maciej Kublikowski, tel. (0) 692 386 488, kublikowski@wp.pl -

                  2.      Zygmunt Michał Goławski – senior, tel. (0) 25 632 2447, (0) 501 308 081 - (reprezentowany przez Krzysztofa Goławskiego)

          3.      Mirosław Andrzejewski, tel. (0) 602 650 073,  m.andrzejewski@wp.pl -

          4.      Mieczysław Łaba, tel.  (0) 25 781 6930 -

          5.      Tomasz Olko, (0) 500 042 166,  siedlczanin@wp.pl -

          6.      Bogusław Olszewski, (0) 504 908 926 -

                  7.    Maciej Wąż, (0) 506 047 506,  waz@powiatowa.pl

> Pozwalam sobie przesłać nasz komunikat odnosnie wyjasnienia historii przeszłości z prosbą o rozpowszechnienie.
> Pozdrawiam
> Tomasz Olko Siedlce

http://de.groups.yahoo.com/group/sowa-frankfurt/message/337

[Kommentare (0) | Permalink]


Donnerstag, 18. Mai 2006

"Solidarität " in Polen nach 25 Jahren - Dr. Leszek Skonka:

Von direktion, 16:02

----- Original Message -----
From: Pamiec Narodu
Sent: Thursday, May 18, 2006 9:19 AM
Subject: Czy już można mówić prawdę o Solidarności?
 
ROZLICZENIE „SOLIDARNOŚCI”
Wrocławska Telewizja zaproponowała mi udział w programie rozliczeniowym z działalnością „Solidarności” we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. Wyraziłem chętnie zgodę, bo temat wydawał się ważny, potrzebny i oczekiwany od 25 lat przez społeczeństwo. Wciąż bowiem istnieją skrajne oceny roli  i wielorakich skutków tej organizacji i wydarzeń z nią związanych . Ewidentnym przykładem tego były w sierpniu 2005 alternatywne  obchody 25 rocznicy strajków i powstania „Solidarności”. Liczyłem więc na to, że może uda się wreszcie po 25 latach nakazu milczenia  powiedzieć prawdę, a przynajmniej zbliżyć się nieco do niej. Uważałem, że po 25 latach  dorosło i dojrzało  nowe  pokolenie, które powinno poznać prawdę o tamtych wydarzeniach, ich sprawcach, o ich osiągnięciach, sukcesach, a także o błędach i niepowodzeniach. M.in. dlatego, by nie popełniać podobnych błędów w przyszłości. (6) Niestety rozczarowałem się i chyba nie tylko ja.  Redakcja Telewizji  nie miała wcale zamiaru przybliżyć ludziom prawdy, ale utwierdzić w przekonaniu, że wszystko odbywało się w minionym ćwierćwieczu  prawidłowo, tak, jak powinno, tylko  byli przywódcy i działacze nie powinni się ze sobą tak głośno kłócić, wzajemnie obwiniać, zwalczać, bo to psuje pozytywny, sielankowy  obraz przeszłości.
Przypomniała mi się niedawna surowa, ale dość trafna ocena  mediów, a zwłaszcza  telewizji, że  nadal kłamie. Oto fragment tej oceny:
 „Jeśli chodzi o tzw. środki przekazu, to mamy tam do czynienia z różnymi rodzajami kłamstwa w rodzaju komunistycznym – a więc kłamstwo dla celów politycznych.(...) Ludzie, którzy nauczyli się za czasów rosyjskich, że praca w telewizorze polega na okłamywaniu tzw. ( przez komunistów) ludności. ( ...) kłamią jak się da i ile się da. W telewizorze kłamią nie tylko programy telewizyjne – także rozrywkowe, literackie, muzyczne, jakie tylko są. Gdyby w telewizorze powiedzieli, że Mickiewicz napisał Pana Tadeusza, a Chopin koncert f-mol , to też byłoby to kłamstwo. Telewizja ma w sobie coś z króla Midasa, tyle, że czego się dotknie, zmienia się nie w złoto, lecz w gówno. Ten rodzaj kłamstwa wydaje się zresztą  niezbyt ważny, ponieważ jest oczywiste, że telewizja kłamie. Ważniejsze i ciekawsze jest kłamstwo tych, którzy opisując Polskę – nie bardzo wiedzą, że kłamią .        IAR/PAP, MFi / 2003-11-11 16:15:00
Mimo tych krytycznych ocen wziąłem udział w audycji telewizyjnej. 
7 maja, w niedzielę,  w TV Wrocław odbyło się spotkania z byłymi działaczami wrocławskiej „Solidarności”  pod  roboczym tytułem „Rozliczenie „Solidarności”. Próbowano chyba poprosić więcej   działaczy „S”, tamtego okresu, m.in. Józefa Piniora, Leszka Budrewicza  i innych, ale się nie zjawili. W rezultacie w spotkaniu udział wzięli: Władysław Frasyniuk, dr Kornel Morawiecki i ja - Leszek Skonka. Na Sali była także publiczność. Prowadząca nagranie wyraźnie faworyzowała  Władysław Frasyniuka i  Kornela Morawieckiego. Najpierw dopuściła solo Frasyniuka  i pozwoliła mu na długi monolog  zakończony dialogiem z nim. Frasyniuk obszernie  mówił o sobie, to co zawsze, o osobistych osiągnięciach, wyolbrzymiając je i przypisując sobie zasługi innych działaczy np. że to on zorganizował i przewodził strajkiem sierpniowym, a następnie kierował całym Zarządem Regionu, jak walczył w stanie wojennym i odbudowywał Związek na Dolnym Śląsku… Przedstawił sielankowy obraz stosunków panujących w „Solidarności”, a  przemilczał  skrzętnie spory i  walki wewnętrznej, przyczyny konfliktów wśród członków i działaczy, błędy i niepowodzenia. Nie wspomniał o swoich w stanie wojennym związkach z gen. Czesławem Kiszczakiem i współpracy z SB w przygotowywaniu   rozmów w Magdalence i  przy „okrągłym stole”.  (8) Po zakończeniu wystąpienia Frasyniuka redaktor prowadząca nagranie dopuściła do głosu dra Kornela Morawieckiego i mnie. Najpierw pozwoliła Kornelowi Morawieckiemu odczytać oświadczenie z  KOR- owskiego Biuletynu Dolnośląskiego sprzed strajkiem przed 25 laty, które zawierało werbalne poparcie  strajku na Wybrzeżu. Nie wiadome było czemu to miało służyć, co miało to znaczyć? Czy tylko by zabrać czas. Mnie dopuszczono na krótko do głosu i przerywano, gdy chciałem udowodnić, że Frasyniuk kłamie i unika odpowiedzi na konkretne pytania dotyczące przebiegu strajku w sierpniu 1980 we Wrocławiu, ludzi, którzy te strajki organizowali, nimi kierowali, a po ich zakończeniu  zostali brutalnie usunięci  za związkową działalność przez kierownictwo „Solidarności” opanowane przez KOR i inne siły antyrobotnicze i antyzwiązkowe. Redaktorka uważała, że podnoszenie przeze mnie tych spraw, zwłaszcza  genezy strajków i ich skutków, to  akcenty polityczne, a ona chce uniknąć polityki.  Byłem dobrze merytorycznie, na piśmie,  przygotowany do dyskusji, toteż próbowałem, ale bezskutecznie podnieść ważne problemy, m.in. przekonać na podstawie dowodów, że strajki w sierpniu miały  charakter wyłącznie ekonomiczno-społeczny i przebiegały pod hasłem – socjalizm tak, wypaczenia – nie; że po zakończeniu strajku kierownictwo „Solidarności” zaniechało realizacji owych 21 postulatów i przekształciło ruch związkowy w partie polityczną, że od początku było nastawione antyrobotnicza, anty pracowniczo, a po ustaleniach w Magdalence i przy ‘”okrągłym stole” stawała się coraz  jawniej antyspołeczne, antynarodowe, a nawet antypolskie. Właśnie dzisiejszy działacze polityczni wywodzący się z dawnego kierownictwa  „Solidarności” nie chcą dopuścić do ujawnienia prawdy o przeszłości, o przyczynach, przebiegu i celach strajków, przyznać, że ludzie pracy  domagali się wówczas polepszenia warunków życia, większego i faktycznego udziału w rządzeniu w państwem „robotniczo-chłopskim”, a nie anty-pracowniczego kapitalizmu. Dlatego  protestowali pod hasłem – „Socjalizm – tak, wypaczenie – nie; „więcej socjalizmu - mniej wypaczeń”. Natomiast kierownictwo „Solidarności” zmieniło to hasło, które w ich programie wyrażone było odwrotnie:„ więcej wypaczeń- mniej socjalizmu”.
Różnica między związkami pracowniczymi , a partiami politycznymi  jest diametralnie różna, co kierownictwo „Solidarności” uparcie przemilczało. Każdy związek zawodowy  był i jest zawsze tworzony przez ludzi pracy w celu obrony ich interesów przed pracodawcami, a każda partia, każdy ruch polityczny, zawsze powstaje i dąży do uczestniczenia w sprawowaniu władzy. Chciałem zacytować na poparcie tego stwierdzenia wypowiedź Jana Pawła II, który skrytykował „Solidarność” za wejście w politykę i tym samym poniechanie obrony ludzi pracy.
"
Solidarność"  popełniła błąd, zajmując się polityką - powiedział Jan Paweł II do dwóch tysięcy działaczy związku, którzy złożyli mu wizytę w Watykanie w dniu Święta Narodowego. ( w 2003 r. przyp. L.S) (5). Niestety, nie dano mi takiej możliwości, pod pretekstem, że to jest, nawet w ustach Ojca Świętego,  polityka (sic). (5) 
Leszek Skonka: bo wszystko zło w minionym 25-leciu odbywało się pod tym szyldem
 
Dawni działacze „S” wmawiali i nadal twierdzą, że to rzekomo ludzie pracy, domagali się  powrotu do kapitalizmu, do nędzy, głodu, bezrobocia, bezdomności, żebrania za chlebem u obcych, przekazania majątku wypracowanego przez wiele pokoleń rodzimym i obcym oszustom, złodziejom… Chciałem dowieść , że była to świadoma zbrodnia przeciw ludziom pracy i za nią powinno się surowo rozliczyć i ukarać sprawców.  Historia zna przykłady takich rozliczeń krzywd, choćby podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej 1789, Komuny Paryskiej 1870 czy   bliższej czasowo Wielkiej Rewolucji Bolszewickiej 1917r.  Zemsta i kara ludzi pracy może być okrutna.  Odmienną  ocenę transformacji ustrojowej niż  Frasyniuk wyraża  Janusz Korwin Mikre, jego zdaniem  „80 proc. obecnych tzw. polityków, to banda oszustów i złodziei. Powinni siedzieć w więzieniach a nie w ławach poselskich  czy senackich”.
"Ja naprawdę uważam, że rządzą nami bandyci, złodzieje, oszuści i agenci bezpieki " .
Zdaniem autora  właściwie rządzi w Polsce " trochę Rząd, trochę mafia, trochę Kościół  Rzymsko-katolicki, trochę związki zawodowe, trochę masoneria, trochę Sejm, trochę konfederacje pracodawców, trochę sądy, trochę Senat... Jeśli więc mówię, że jesteśmy rządzeni przez bandytów - to dotyczy to większości wymienionych powyżej ciał - nie tylko P.T. Członków Rządu!”  "Angora" ( nr 32/ 99) 
 Kandydaci PO do parlamentu –  przypadkowa zbieranina. Okrągły stół, –  Komu będzie przekazywana władza, decydował przy nim generał Czesław  Kiszczak i jego mocodawcy. I jak każdy dobry minister spraw wewnętrznych przekazywał władzę, po prostu swojej agenturze. Cała ich wspólna taktyka jest taka, że głupi Polacy mają glosować na zmianę: raz na komunistów, raz na ich agentów. Żeby wyborcom  się wydawało, że mają jakiś wybór.” Janusz Korwin Mikke o klasie politycznej (Magazyn Tygodniowy” 10.08,2001).
W innym miejscu tenże działacz stwierdza, „To jest bandycki ustrój, nienawidzę tego ustroju i ja z tym państwem będę walczyć! To nie jest moje państwo. (wywiad red Najsztubem z JK Mikke 12 sierpnia 2005 w „Przekroju)
 Nie umożliwiono mi  także przedstawienie  dowodów poparcia mojej wypowiedzi poprzez zacytowanie  własnej opinie i  znanych działaczy obywatelskich, którzy uważają że w ciągu minionych  25 lat, a zwłaszcza ostatnich 16,  od układów w Magdalence i przy „okrągłym stole”, Polska niczego pozytywnego nie osiągnęła, a przeciwnie  poniosła większą klęskę, niż w czasie 123 lat okresu rozbiorów, 6 lat wojny i okupacji hitlerowskie i 35 lat rządów PRL-u:  Straciła natomiast  największy skarb w życiu każdego człowieka, każdej społeczności, każdego państwa i narodu – NADZIEJĘ. Polaków nie potrafili zgnębić i pozbawić  nadziei przez 123 lata trzej zaborcy, Hitler i Stalin, władcy PRL…  Udało się to dopiero kierownictwu „Solidności”.(4)
Mówię wyraźnie – „SOLIDARNOŚCI” bo wszystko zło w minionym 25-leciu odbywało się pod tym szyldem i dziś nadal broni się tej nazwy oraz  wszystkiego złego co się z nią wiąże, a czynią to także tu  panowie Frasyniuk i  Kornel Morawiecki… Frasyniuk -  uczestnik „okrągłego stołu”, desygnowany, jak Wałęsa i im podobni przez gen. Czesława Kiszczaka, unikał tego tematu (7) Redaktor prowadząca  zadała też pytanie, co dała „Solidarność” i transformacja społeczeństwu i  konkretnie Frasyniukowi i mnie. Frasyniuk wykręcał się od konkretów, twierdził, że jego majątek nie jest tak wielki, jak się ludziom wydaje, że dorobił się dzięki pracowitości, ryzyku, szczęściu i jest zadowolony z ustrojowych przemian, do których się przyczynił. Ja stwierdziłem, że choć jestem w tu w mniejszości i w słabszej pozycji, to należę do tej części społeczeństwa, które przegrało, niczego III Rzeczypospolitej nie zawdzięcza – NICZEGO. Wszystko co, zdobyłem zawdzięczam Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a ścisłej pracy społeczeństwu tamtego okresu, które na mnie łożyło i dzięki niemu, jako chłopiec ze środowiska robotniczego i robotnik. pracując i ucząc się  zdobyłem  maturę, ukończyłem studia uniwersyteckie,  doktorat, przygotowanie do habilitacji, otrzymałem mieszkanie, kupiłem samochód (syrenkę, fiata 125 i 126 p.). W okresie studiów uniwersyteckich, doktoranckich i habilitacji otrzymywałem cały czas  stypendium (oprócz płatnego urlopu). III RP nie dała mi nic, raczej zabrała i gnębiła bardziej niż komunistyczne władze PRL, a  dziś otrzymuje 800 złotych emerytury.       
Dlatego rozumiem tych, którzy ludzi pokroju Frasyniuka uważają za oszustów i zdrajców, którzy zostawił związkowców i stali się biznesmenami. (8) Nie udało mi się także  na tym spotkaniu poruszyć bardzo ważnego, wstydliwego i bolesnego problemu narodowego -  spraw ludzi pokrzywdzonych w przeszłości, najpierw w PRL , a następnie przez „okrągłostołową” +Solidarność+  oraz przedstawić  udziału SB  w wyznaczaniu składu  uczestników rozmów z ramienia „Solidarności”,  w Magdalence i przy „okrągłym stole”, zwłaszcza  ustalaniu przez SB kierownictwa  tworzonej na nowo „Solidarności  oraz sterowaniu  polityką kadrową w III RP,  np. przy obsadzaniu stanowisk w rządzie, administracji państwowej, samorządowej, parlamencie, w wojsku, policji, SB… Dzięki „Solidarności”, głównie układom po 1989 roku władza znalazła się w rękach jeszcze gorszych osób, niż przed sierpniem 1980 roku. Od 1989 roku do dziś, dobór kadry kierowniczej w kraju nie ma nic wspólnego z postulatami  wysuniętymi przez strajkujących w sierpniu 1980 r., by kadrę kierowniczą dobierać według kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej.  Nie ma żadnych zmian, nadal kierownicze stanowiska obsadzane są z klucza partyjnego, kwalifikacje nie mają żadnego znaczenia! Stanowiska zajmują kryminaliści, dyletanci, pospolici durnie!   ( 2, 3, 7)
Kierownictwo „Solidarności” brutalnie zwalczyło, metodami stalinowskimi działaczy o postawach związkowych, domagających się realizowania owych 21 postulatów, lub mających krytyczny stosunek do postępowania władz związkowych.   Z reguły tych ludzi uważano za wrogów, pomawiano bez jakichkolwiek podstaw, dowodów, poszlak o współpracę z SB. Teraz, kiedy okazało się , że byli niewinni, że mają certyfikat IPN o statusie pokrzywdzonego,  nikt z dawnych łajdaków nie chce  ich przeprosić i przyczynić się do naprawienie krzywd. Przeciwnie. Owi łajdacy mają pretensje i żal do skrzywdzonych, że okazali się niewinni. A ci łajdacy są nadal  na wysokich, ważnych i wpływowych stanowiskach.  Stąd smutny wniosek, że obecny czas nie sprzyja jeszcze ujawnianiu prawdy i rozliczaniu przeszłości. Być może, że także społeczeństwo, zwłaszcza część uwikłana  w niedawną, niechlubną  przeszłość nie jest zainteresowana i gotowa do  poznania wstydliwej i przykrej prawdy.  
Dr. Leszek Skonka
1.      Współorganizator i współkierujący strajkiem w sierpniu 1980 roku we Wrocła
2.      wiu .
3.      Członek prezydium w pierwszym składzie  Zarządu Regionu  Dolnośląskiego NSZZ. Organizator i prowadzący pierwsze kursy ( jeszcze w czasie strajku)   na temat organizowania i działania związkowego, a następnie  w MKZ po zakończeniu strajku, dla działaczy i  organizatorów nowych związków.
4.      Sprzeciwiał się wprowadzaniu KOR-u i upolitycznieniu Związku, zerwaniu Umowy Gdańskiej , awanturnictwu politycznemu. Chciał by związek nie wychodził poza  swój statut. Za swą postawę oskarżony został   publicznie bez jakichkolwiek podstaw o rzekome sprzyjanie PZPR, działanie na szkodę Związku ,  współpracę z SB .Usunięty ze  wszystkich funkcji , również  ze Związku i spotwarzony    publicznie, bez prawa do obrony , skazany na karę śmierci cywilnej.
5.      Założyciel i przewodniczący  istniejącego od 1988 roku Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu w Polsce oraz Instytutu Badań Stalinizmu i Patologii Władzy, zbudował  w 1989 roku pierwszy w Polsce i na świecie Pomnik Ofiar Stalinizmu we Wrocławiu. Założyciel w 1990 r. Stronnictwa Sprawiedliwości  Społecznej.

[Kommentare (0) | Permalink]


Dr. Leszek Skonka: SB rzadzila Solidarnocia

Von direktion, 15:37

   "Solidarität" in Polen nach 25 Jahren

----- Original Message -----
From: Pamiec Narodu
Sent: Thursday, May 18, 2006 9:19 AM
Subject: Czy już można mówić prawdę o Solidarności?

Leszek Skonka: SB RZADZIŁA SOLIDARNOŚCIĄ - ŹRÓDŁA

ŹRÓDŁA

1)  SB RZADZIŁA SOLIDARNOŚCIĄ

Czy istniała możliwość, by bez akceptacji SB ktoś mógł zajmować jakieś ważne kierownicze stanowisko w powstającej po sierpniu 1980 r. "Solidarności"? Czy w  czasie rozmów w Magdalence i przy "okrągłym stole" mogły brać udział osoby bez akceptacji gen. Kiszczaka i gen, Jaruzelskiego? Są to pytania retoryczne. Dlatego gen. Kiszczak dumnie powtarza, że faktycznie "Solidarnością" od początku kierowały  Służby Bezpieczeństwa. I trzeba mu wierzyć. Dr Leszek Skonka - b. działacz opozycji przedsierpniowej ( Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela i organizator Wolnych Związków Zawodowych) usunięty  we wrześniu 1980 r, ze ścisłego  kierownictwa  Dolnośląskiej "Solidarności", na żądanie  SB i KOR-o Solidarności 

( 2 ) Janusz Korwin Mikke o klasie politycznej (Magazyn Tygodniowy” 10.8,001)

80proc. obecnych tzw. polityków, to banda oszustów i złodziei. Powinni siedzieć w więzieniach a nie w ławach poselskich czy senackich. Kandydaci PO do parlamentu – „ Przypadkowa zbieranina”. Okrągły stół, – „ Komu będzie przekazywana władza, decydował przy nim generał Czesław  Kiszczak i jego mocodawcy. I jak każdy dobry minister spraw wewnętrznych przekazywał władzę, po prostu swojej agenturze. Cała ich wspólna taktyka jest taka, że głupi Polacy mają glosować na zmianę: raz na komunistów, raz na ich agentów. Żeby wyborcom  się wydawało, że mają jakiś wybór.”

(3)    OCENA TRANSFORMACJI USTROJOWEJ W POLSCE PRZEZ BOHGDANA PORĘBĘ  

(Społeczeństwo) „ oduczone myślenia państwowego, które było podstawą myślenia i walki poprzednich pokoleń Polaków, nie dostrzega faktu, iż walczyć przeciw PRL nie tyle poszerzała zakres wolności ile zamieniała podległość jednemu kolonizatorowi na drugiego. Widziało ono w ZSRR nie jego państwowy imperializm a wyłącznie ideologię. Polska Ludowa po 1956 roku i 68 wraz z wyzwalaniem sie z władzy żydokomuny stawała się coraz mniej ideologiczna a coraz bardziej państwowa.

Atak na to państwo nastąpił w czasie gdy nabierało coraz bardziej narodowego charakteru a więc coraz bardziej poszerzało zakres uniezależniania sie od ZSRR. To oczywiście było coraz mniej wygodne dla przegranych w 56 i 68. Toteż gdy USA przystąpiły do realizacji planu Brzezińskiego przebudowy świata w kierunku uczynienia USA jedynym hegemonem, dotychczasowi wykonawcy sowietyzacji Polski, przewerbowali sie w agenturę USA czyli dobrze płatny KOR. .

 Znając polskie tęsknoty niepodległościowe, stworzyli masową, narodową i katolicką Solidarność (nazwa narzucona przez Modzelewskiego zgodna z przedwojenną lożą masońską i nazwą żydowskich agend). Ani przez minutę w tych rachubach i planach nie odgrywał roli interes polskiej racji stanu. Narodowa i katolicka "S" miała być tylko trampoliną do powroty międzynarodówek do władzy. Tak tworzyła się przepojona nienawiścią do Polski elita, która przy okrągłym stole podzieliła się władzą z najbardziej kosmopolitycznymi kręgami PZPR ze szkoły Rakowskiego, którego beniaminkiem był jego wychowanek Kwaśniewski.

I ci ludzie zawsze nastawieni wrogo do polskiego patriotyzmu stali sie wraz z masońską częścią "S" wykonawcami planu kolonizacji Polski. Dlatego głównymi hasłami politycznymi "S" stały się proniemieckie hasło "precz z Jałtą" i prożydowskie: rehabilitacja  1968. Zresztą,  zaraz po zdobyciu władzy, siły korowskie zlikwidowały masową a więc mogącą być  grozną dla nich "S", po której została tylko mokra, ale nasycona miliardami dolarów plama na honorze Polaków: "Gazeta Wyborcza".  Żeby to zrozumieć, trzeba pojąć, jak zwodnicze są dziś hasła antykomunistyczne. Prawdziwym komunistom nie jest już do niczego potrzebny komunizm.

Oni zlikwidowali komunizm wtedy gdy stracili w nim oparcie w działaniu przeciw narodowi i gdy mieli już w rękach o wiele silniejszy instrument zniewolenia ludzkości: globalizm. Ideologię dążącą do nowego, bankierskiego ZSRR mającego powstać na gruzach państw narodowych. Stworzyli poligon doświadczalny dla swej idei: Wspólnotę Europejską. Dlatego jej największymi kompradorami stali się byli bolszewicy i ich potomkowie. Żeby ten mechanizm zrozumieć, trzeba położyć na ołtarzu Ojczyzny swój solidarnościowy triumfalizm.

Zrozumieć, że nasze najszczersze intencje posłużyły naszym odwiecznym wrogom do budowy podwalin rozbioru państwowego świadomościowego i moralnego Polski. Trudno to zrozumieć ludziom, którzy biorą od 16 lat udział w tzw." transformacji" Jednym z nich jest p.  Jackowski. Najlepiej rozumieją to założyciele "S", wyrzuceni przez kompradorski układ poza nawias. 

 Spotkałem takich sporo podczas pobytu w USA. Ci pierwsi zrozumieli oszukańczy mechanizm. Może teraz, gdy Polska ma być umieszczona w rdzeniu przyszłej wojny światowej poprzez zamianę obcych baz rosyjskich na obce amerykańskie ( podczas gdy białoruskie rakiety są wymierzone w Polskę) przyjdzie i dla innych moment otrzeźwienia.

A zwykle traktowani przez nas z ironią Czesi jak widać zrozumieli sytuację od dawna. Nie przejęli na swe terytorium więzień USA z Kuby. Myślę, że obronią się też przed obcymi bazami na swym terytorium. U nich nie było ogłupiających haseł ""jak nie Unia to Białoruś". I mimo zmiany ustroju nie pozrywali jak Geremek wszelkich więzi kooperatywnych z Rosją. I nie przeszkodzi im to też w członkostwie w NATO. Ale nie pchają się w nim na pierwszą linię. Piłsudski powiedział: "cała sztuka rządzenia Polakami polega na stałym podsycaniu pożądanych emocji". Wrogowie Polski opanowali te prawdę do końca. Warto o tym przypomnieć w rocznicę niepodległości.

Bohdan Poręba

Leszek Skonka: ZNISZCZONE NADZIEJE POLAKÓW
 
( 4  ) ZNISZCZONE NADZIEJE POLAKÓW
Wielu  pokoleniom  Polaków  od wieków towarzyszyła nadzieja. Przez wieki żyli i umierali z nią. W świadomości kolejnych pokoleń kształtowała się wizja wymarzonej ale wyidealizowanej Polski. Wyidealizowany obraz dawnej Polski przez Kraszewskiego, Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza,, Żeromskiego (Przedwiośnie, Szklane domy) Owa wizja w zderzeniu z rzeczywistością po odzyskania niepodległości po 1918  rozczarowała społeczeństwo ale tłumaczono wówczas jej niedoskonałość  długim letargiem państwa i nawałem trudnych problemów i zadań w jego tworzeniu po 123 lata niewoli. W końcowej fazie PRL wizji podobnie wyidealizowanej Polski roztaczały ruchy nacjonalistyczne, w których przewodził m. in. Leszek Moczulski. Twierdził, że Polacy to inteligentny, mądry i patriotyczny Naród, wystarczy tylko odzyskać niepodległość b stworzyć doskonałe państwo.  Wszystkiemu złu winni są inni, obcy,  a przede wszystkim  okupacja sowiecka i służący im gorliwie polskojęzyczni rodacy. Wystarczy pozbyć się sowieckiej kurateli, a  Polacy potrafią się tak zorganizować, wybrać takie władze,  takich przewodników, że kraj i Naród odrodzą  się  bardzo szybko, bo Polak potrafi…  Zakładał jednak, że warunki sprzyjające nie nastąpią w krótkim i możliwym do przewidzenia czasie, że może to nastąpić najkrócej w ciągu kilku dziesięcioleci .  Dlatego  dlatego odległego celu  Moczulski stworzył  Konfederację Polski Niepodległej. Zarówno Moczulski, jak i inni nacjonaliści, którzy sami określali się jako niepodległościowcy warunkowali odzyskanie niepodległości w momencie opuszczenie kraju przez ostatniego żołnierza radzieckiego. Jednakże po nastąpienia tego aktu  umilkły nagle tego typu głosy i zaczęto szukać nowych wykrętów np.  że potrzeba więcej czasu, że trzeba  zwalczyć bierność społeczeństwa, usunąć z życia publicznego b. członków PZPR, tropić agentury SB i KGB, wreszcie, że społeczeństwo jest do niczego, że z nim niczego zmienić się nie da  i należy  je wymienić. Toteż w ostatnich   latach zmagań ze złem Polacy zrezygnowali z dalszej walki o Polskę. Postanowili albo opuścić  Ją albo pozostać  ale na statucie emigrantów wewnętrznych. Fizycznie więc są obecni nadal w kraju ale  duchowo poza nim. I tak się skończyły marzenia o III Rzeczypospolitej  Szklanych Domów.  Leszek Skonka
 (5) Papież: "Solidarność" popełniła błąd
"Solidarność" popełniła błąd, zajmując się polityką - powiedział Jan Paweł II do dwóch tysięcy działaczy związku, którzy złożyli mu wizytę w Watykanie w dniu Święta Narodowego. ( w 2003 r. przyp. L.S)(…)
Zdaniem Jana Pawła II "Solidarność" zawiodła nadzieje świata pracy, gdy nastąpiło "upolitycznienie związku", co "doprowadziło do jego osłabienia".
"Niech mi wolno będzie powiedzieć - stwierdził na zakończenie - że dziś »Solidarność«, jeśli prawdziwie pragnie służyć narodowi, winna wrócić do swych korzeni, do ideałów, jakie przyświecały jej jako związkowi zawodowemu". (…)IAR/PAP, MFi / 2003-11-11 16:15:00
(6) A BYŁA ŚWIETOŚCIĄ!!
Dziesięć milionów członków, co najmniej dwadzieścia milionów sympatyków, sama nazwa była świętością, była!
Nigdy wcześniej i nigdy potem czegoś takiego nie było, nigdy w dziejach, z wyjątkiem odzyskania państwowości, nie byliśmy tak solidarni, tak zjednoczeni, jak w latach 80-tych!
To wszystko zniszczyli szemrani wodzowie, którzy wykreowali się na związkowych przywódców. Ci co walczyli, co stworzyli Solidarność, zostali usunięci w cień, wielu usunięto na margines życia, władztwo przejęła swołocz! To ci ludzie z mentalnością kryminalistów dążyli do przejęcia władzy nie mając pojęcia o jej sprawowaniu. Okrągły stół gwarantował im uczestnictwo w rządach, a to dawało możliwość zdobycia majątku za pomocą kradzieży, zawłaszczania, niewyobrażalnej korupcji! Do rozmów zasiedli nie ci, którzy powinni tam zasiadać. Wbrew opiniom wszystkich do niego niedopuszczonych, okrągły stół był doskonałym rozwiązaniem, przekreślał marzenia twardogłowych o krwawej rewolucji do ostatniego robotnika, którą oni kierowaliby z zagranicy! Okrągły stół to jedyny zdany egzamin z odpowiedzialności za Polskę! Od tego mementu rozpoczęła się degradacja Solidarności, a przejęcie przez nią władzy było nieszczęściem! Solidarność nie miała, i do tej pory nie ma kadr zdolnych do rządzenia państwem. Mazowiecki nie miał żadnych kwalifikacji, żadnego doświadczenia, żadnych predyspozycji, by zostać premierem. Fatalną decyzją było powołanie na ministra finansów Leszka Balcerowicza, który nie miał i nie ma, żadnego przygotowania, żadnej praktycznej wiedzy, do pełnienia takiego urzędu, to tylko teoretyk ekonomii! By było sprawiedliwie, Balcerowicz nie ukrywał braku kwalifikacji przed Mazowieckim, a mimo tego został powołany na ministra finansów! To był eksperyment na żywej tkance Narodu, który się kompletnie nie powiódł, a mimo to nadal jest kontynuowany!

To Balcerowicz nadał kierunek przemian gospodarczych, w jego wizji przekształceń były cyfry i prognozy, nie było i nie ma miejsca dla człowieka! Miliony ludzi straciło pracę, tysiące zakładów przeszło w prywatne ręce lub celowo zostały zrujnowane! Zyskiem zbrodniczego eksperymentu Balcerowicza było zduszenie ogromnej inflacji, kosztem, nie morze, a ocean biedy milionów ludzi! Nadany kierunek przemian trwa do dziś, zmieniają się tylko rządy i nazwiska kontynuatorów zbrodniczej polityki gospodarczej! Robotnicy podejmując walkę o lepsze, domagali się w postulatach od władz PRL prawa do godnego życia. W postulacie 8 żądali;Podnieść zasadnicze wynagrodzenie o 2 tysiące złotych na miesiąc jako rekompensatę wzrostu cen; dla przypomnienia za czasów Gierka pracownicy nie płacili żadnych podatków, również nie płacili ZUS! Dziś najniższa renta to 320 złotych, najniższa płaca to 630 złotych, żadne z tych dochodów nie pokrywa kosztów utrzymania nawet przez tydzień! Czy ktoś słyszał o podwyżkach rekompensujących wzrost kosztów utrzymania? W postulacie 13 żądali; Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej; Od 1989 roku do dziś, dobór kadry kierowniczej nie ma nic wspólnego z postulatem, nie ma żadnych zmian, nadal kierownicze stanowiska obsadzane są z klucza partyjnego, kwalifikacje nie mają żadnego znaczenia! Stanowiska zajmują kryminaliści, dyletanci, pospolici durnie! Postulat 14; Obniżyć wiek emerytalny kobiet do lat 50, mężczyzn do lat 55.
Trwają prace, by podnieść wiek emerytalny dla kobiet do 60 lat, dla mężczyzn do 68, są też plany by zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn na poziomie lat 65, bo tak podobno będzie sprawiedliwiej! Te postulaty obiecywali zrealizować przywódcy Solidarności, mieli zbudować II Japonię, miał być raj na ziemi! Po przejęciu władzy nie tylko niczego nie zrealizowali, ale ukradli wszystko. co dało się ukraść, kraj doprowadzili do ruiny, odebrali nam wszystkie ulgi i przywileje jakie dała nam PRL! Katastrofą była prezydentura Wałęsy, człowieka prymitywnego, absolwenta dwuletniej szkoły zawodowej bez pojęcia o jakimkolwiek rządzeniu! To za jego prezydentury rozpoczęła się ruina państwa! Rządy AWS i Unii Wolności to zbrodniczy eksperyment władzy związkowców, którzy postanowili zrealizować swoje chore ambicje kierowania państwem! Ignorant, cham, złodziej, debil, prymityw, pełnił urząd premiera, ministra, wojewody, był posłem i senatorem, wielu z nich nadal pełni urzędy! Pomysł Balcerowicza schłodzenia gospodarki, bo ponoć za szybko się rozwijała, okazał się kolejną katastrofą, w nagrodę za zrujnowanie gospodarki to prymitywne indywiduum zostało prezesem banku centralnego! Nie lepsze były rządy bękartów PZPR i ZSL, oni również nie mieli i nie mają pojęcia o rządzeniu, to piąty garnitur władz PZPR i ZSL przygotowywany do objęcia władzy w dalekiej przyszłości! Ich rządy to kontynuacja kierunku przemian gospodarczych wyznaczonych przez Balcerowicza! Jaki jest rzeczywisty powód kontynuacji przemian gospodarczych, który okazał się katastrofą dla milionów ludzi? Jest tylko jeden, jedyny! Przekształcenia własnościowe, prywatyzacja, to możliwość kradzieży, to możliwość uwłaszczenia się na tym majątku, to możliwość niewyobrażalnej korupcji wszystkich tych, którzy o tym decydują! To jest jedyny powód kontynuacji przemian gospodarczych zapoczątkowanych przez Mazowieckiego i Balcerowicza, możliwość bezkarnej kradzieży, bezkarnego uwłaszczenia się na państwowym majątku!
W PRL takiej możliwości nie było! III R.P okazała się rajem dla obcych i rodzimych złodziejów, rajem dla skorumpowanej i zdegenerowanej do cna władzy! Solidarność dzięki szemranym wodzom z mentalnością kryminalistów przegrała wszystko, dziś nazwa związku jest bardziej znienawidzona niż dawniej PZPR! 15 lat to szmat czasu, był czas na wcielenie w życie postulatów, był czas by uporządkować państwo, by zbudować bodaj trwałe fundamenty pod przyszły dobrobyt. Po 15 latach nic nie zostało zrobione, nic uporządkowane, ale ten czas wystarczył bohaterom i ich kompanom z lewej strony, by nas okraść, by zawłaszczyć majątki, by sprzedać wszystko co wybudowaliśmy w PRL. Dziś jest dla większości o wiele gorzej niż było w czasach PRL! Nie pomogą złodziejskie święta ochraniane przez dwa kordony policji przed gniewem okradzionych ofiar, ich milczący krzyk i tak usłyszał świat! Nie pomoże nachalna propaganda ośmieszająca czasy PRL. Bohaterowie Solidarności obchodzili święto złodzieja, dzień swojego tryumfu, świętowali swoje złodziejskie sukcesy ci, którzy nas okradli nawet ze złudzeń! Bohaterowie Solidarności twierdzą, że nas wyzwolili! Rzeczywiście wyzwolili ! Wyzwolili nas ze wszystkiego co przedstawiało jakąkolwiek wartość, zrobili to dokładniej niż III Rzesza przez lata okupacji i Armia Czerwona w 1945 roku! Dziś wielu z tych kryminalistów ubiega się o urząd prezydenta, o parlamentarne koryta, znamy ich, są na pierwszych miejscach list wyborczych, wiemy co za jedni, ich wybór będzie obelgą wobec ofiar, które okradli!  

Anna Kozłowska –Polska ( Podkr. L.Skonka, z: „wirtualnej polonii”: SZERSZEN 35 I 36)

Leszek Skonka: FRASYNIUK W SŁUŻBIE GEN. KISZCZAKA - SB RZADZIŁA SOLIDARNOŚCIĄ - 
 
 (7) FRASYNIUK W SŁUŻBIE GEN. KISZCZAKA
W emigracyjnym wydawnictwie w Kanadzie ukazały się relacje z okresu stanu wojennego internowanego wiceprzewodniczącego Komisji  Krajowej NSZZ „Solidarność” Mirosława M. Krupińskiego,  działającego  obecnie bardzo aktywnie w Australii. Autor w latach 1982/1983 przebywał wraz w Frasyniukiem w więzieniu w Łęczycy. Twierdzi on, że Frasyniuk agitował wówczas za współpracą ze Służbami Bezpieczeństwa,  kierowanymi przez gen. Kiszczaka. Służby te  usilnie zabiegały wówczas o pozyskiwanie wśród bardziej znaczących internowanych potencjalnych  uczestników do rozmów w Magdalence i przy  „Okrągłym Stole”.
Krupiński wyjaśnia dlaczego  nie od razu  ujawnił pewnych  faktów dotyczących działalności Frasyniuka:  
 (…) w czasie kiedy interesy „Solidarności „  jako całości były dla mnie pierwszoplanowe, tego aspektu „solidarności więziennej” nie poruszałem, aby obrazu „S” nie psuć. Teraz w roku 2001, zaczynają docierać do mnie, układające się w całość dalsze fragmenty politycznej prostytucji, których dalej maskować powodów nie mam. (…)
I dalej pisze o swoich podejrzeniach wobec agenturalnej roli Frasyniuka:
„Gdzieś na przełomie lat 82/83 przywieziono do Łęczycy Władysława Frasyniuka. Przez kilka dni trzymano go oddzielnie, a następnie „dokwaterowano” do nas. Było nas już wtedy ponad dziesięciu i od czasu do czasu zmieniano nam strategicznie cele. Po jednej z takich roszad znalazłem się sam na sam z Frasyniukiem w małej celi z czteroma pryczami. Zastanawiałem się nad celem takiej rozrzutności metrażowej – cele były zwykle przepełnione, tutaj, pomimo dwóch pustych prycz nie dokwaterowano nam nawet wtyczki ( byli tacy). Najmniej machiawelicznym wytłumaczeniem mogło być, że cela miała dobry podsłuch i chciano posłuchać naszych rozmów. Rozbawiony pomyślałem, że słuchających spotka raczej zwód, bo Frasyniuka za tytana intelektu raczej nie uważam, – zatem szans na ekstrawertyczne dyskusje z mojej strony nie było. W jakimś jednak stopniu się pomyliłem – Władek miał dziwnie wiele do powiedzenia. Nie mówił wprawdzie własnym językiem tylko cytatami z Michnika, Kuronia & Co, ale mówił zadziwiająco wiele, zadziwiająco płynnie. Wręcz recytował.
Nie było w tym „prawie monologu”, nic o „Solidarności”, członkach KK , której obaj byliśmy, ani o sytuacji Polski, której wykładnikiem była nasza obecność w Łęczycy. Było natomiast wiele o strategii dojścia do władzy i o władzy tej przyszłym składzie. A ów referowany skład był z grubsza, taki jak to dziś bym określił pomagdalenkowy -  czyli Frasyniuka idole, Frasyniuk  i ci, co z nimi trzymać będą. ( …) Do tej pory nie jestem pewien, co było powodem tej wylewności. (…) Może inspiracja Kiszczaka, & Co, którzy mogli uważać mnie za kandydata przyszłego magdalenkowca? Może wreszcie frasyniukowe mniemanie, że nikt okazji przyłączenia się do przyszłej władzy się nie oprze i będzie o jej względy czynem i lojalnością zabiegał? Najbardziej dziś prawdopodobna wydaje mi się mieszanina wszystkich trzech powodów, – bo przecież ktoś musiał nam to tet a’ tet w pół pustej celi zorganizować, a mój +wykładowca teorii dorwania się do przyszłej władzy+ mówił otwarcie, jak do swojego.  A Ja go nieszczęsny zbyłem, jak głupiego dzieciaka i wyśmiałem (nie zwracając  nawet uwagi na spodziewany podsłuch i Frasyniuka własne walory intelektualne ,  wywołując najpierw zdziwienie i konsternacje, następnie wyraźną wrogość. Musiał jakiś plan w stosunku do mnie się w tedy rypnąć. …Czyj?
Była jeszcze później jakaś próba z jego strony podsunięcia mi do podpisania deklaracji, że uważam TKK (Tajna Komisja Krajowa, przyp. LS) za jedyną siłę przewodnią i reprezentację „Solidarności” i społeczeństwa, a kiedy i to wyśmiałem, zostaliśmy wrogami, bo ja go po prostu lekceważyłem. Lekceważyłem niesłusznie – jak dowiodła późniejsza Magdalenka, której prescenariusz było mi dane wysłuchać w cztery oczy od Władysława Frasyniuka  w więzieniu w Łęczycy na początku roku 1983.    (s 92-.97), podkr. L.skonka
x/ Mirosław M. Krupiński, Zaułki zbrodni, Ottawa.2005, wydawca Anna Kozłowska
 (8) DLACZEGO FRASYNIUK BOI SIĘ LUSTRACJI ?
Jest kilka bardzo istotnych powodów skłaniających Frasyniuka do występowania przeciw lustracji  i ujawnianiu zawartości teczek. Dlatego nie stara się  sam w IPN o świadectwo pokrzywdzonego, bo chyba by go nie otrzymał. Oficjalnie twierdzi, że nie interesuje go, kto na niego donosił i co SB o nim pisała. W rzeczywistości  boi się, że społeczeństwo dowie się o jego prawdziwej  roli w "Solidarności", a także  przy okazji o takich jej filarów i przywódców Unii Wolności, jak Mazowiecki, Geremek, Modzelewski, Barbara Labuda, Pinior, Marcin Święcicki, Balcerowicz i o setkach im podobnych. Społeczeństwo może się dowiedzieć, dlaczego, z czyjej inicjatywy niektórzy działacze "Solidarności" i Unii Wolności zostawali po 1989 roku  wojewodami, prezydentami miast, posłami, ministrami? Skąd Frasyniuk, skromny związkowiec miał miliony na założenie własnej drogiej, o zasięgu międzynarodowej  firmy transportowej ? Czy i jakie  zlecenia wykonywał dla SB,dla KOR-u, Sorosa i jakie czerpał z tego korzyści? Frasyniuk to szmatława postać. Poznałem go w czasie sierpniowego strajku i sam go na początku lansowałem powierzając mu funkcję  rzecznika prasowego Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego  (byłem członkiem Prezydium Komitetu Strajkowego odpowiedzialnym za sprawy organizacyjne strajku). Po zakończeniu strajku zaproponowałem  go do  pierwszego składu Zarządu MKZ – (Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego) NSZZ. Jednakże już po kilku dniach pokumał  się  on z ludźmi KOR-u. Skaperował go do walki przeciw  działaczom o związkowych postawach, Karol  Modzelewski. Z polecenia i przy pomocy KOR-u, wyeliminował związkowego działacza – pierwszego przewodniczącego MKS i MKZ Jerzego Piórkowskiego. Następnie  usuwał wszystkich działaczy, którzy przejawiali gotowość realizowania Umowy Gdańskiej, sprzeciwiali się upolitycznieniu ruchu pracowniczego oraz przekształcaniu go w partię polityczną dla zdobywania władzy. Jaki to był związkowiec świadczy jego obecny stosunek do własnych pracowników, którym zabronił tworzenia związków w jego przedsiębiorstwie. A w ogóle ten  b.  pseudo "związkowiec" wypiął się na tych, dzięki, którym swego czasu tak się wzbogacił i  politycznie zaawansował.     ( L. Skonka)
1.      Współorganizator i współkierujący strajkiem w sierpniu 1980 roku we Wrocławiu .Członek prezydium w pierwszym składzie  Zarządu Regionu  Dolnośląskiego NSZZ. Organizator i prowadzący pierwsze kursy ( jeszcze w czasie strajku)   na temat organizowania i działania związkowego, a następnie  w MKZ po zakończeniu strajku, dla działaczy i  organizatorów nowych związków.
2.      Sprzeciwiał się wprowadzaniu KOR-u i upolitycznieniu Związku, zerwaniu Umowy Gdańskiej , awanturnictwu politycznemu. Chciał by związek nie wychodził poza  swój statut. Za swą postawę oskarżony został   publicznie bez jakichkolwiek podstaw o rzekome sprzyjanie PZPR, działanie na szkodę Związku ,  współpracę z SB .Usunięty ze  wszystkich funkcji , również  ze Związku i spotwarzony    publicznie, bez prawa do obrony , skazany na karę śmierci cywilnej.
Założyciel i przewodniczący  istniejącego od 1988 roku Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu w Polsce oraz Instytutu Badań Stalinizmu i Patologii Władzy, zbudował  w 1989 roku pierwszy w Polsce i na świecie Pomnik Ofiar Stalinizmu we Wrocławiu. Założyciel w 1990 r. Stronnictwa Sprawiedliwości  Społecznej.

 

 25-lecie NSZZ Solidarność

http://25lat.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?197929

[Kommentare (0) | Permalink]


Dienstag, 16. Mai 2006

Kaczynski popiera Kwasniewskiego, bo w IV Rzeczpospolitej rzadza zydzi, którzy kontroluja USA

Von direktion, 13:23

 "Rz": Kwaśniewski do ONZ z poparciem L. Kaczyńskiego

TVN24
"Rzeczpospolita": Lech Kaczyński spotkał się z Aleksandrem Kwaśniewskim. Według dziennika, rozmowa miała miejsce pod koniec kwietnia z inicjatywy obecnego prezydenta.

Były i obecny prezydenci spotkali się pod koniec kwietnia - ustalił dziennik. Spotkanie odbyło się w Belwederze i przebiegało w bardzo ciepłej atmosferze. Politycy rozmawiali kilka godzin. Przede wszystkim o polityce międzynarodowej. Lech Kaczyński miał obiecać Kwaśniewskiemu, że polska dyplomacja na pewno poprze jego kandydaturę na stanowisko sekretarza generalnego ONZ.

"To była bardzo interesująca wymiana poglądów" - powiedział gazecie Aleksander Kwaśniewski, potwierdzając informację o spotkaniu. Nie odpowiedział jednak na pytanie, czy prawdziwa jest wiadomość, że od tamtej chwili obaj panowie mówią sobie po imieniu.

  

Żaden tekst pisany przez naukowców od lat nie wywołał w USA tak gigantycznej burzy. Dwaj renomowani politolodzy - prof. John J. Mearsheimer z Uniwersytetu Chicago i prof. Stephen M. Walt z Uniwersytetu Harvarda - oskarżyli Żydów o to, że przejęli kontrolę nad amerykańską polityką zagraniczną. W artykule opublikowanym w kwietniowym "London Review of Books" piszą, że począwszy od lat 60. wszyscy prezydenci USA ulegali wpływom potężnego lobby żydowskiego, które stawia interesy Izraela ponad amerykańskimi.
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,3341707.html?as=1&ias=2  

Żydzi rządzą Ameryką 13:05, kultur , rządy w Polsce
Link Skomentuj »  
http://unsinn.blox.pl/2006/05/Kaczynski-popiera-Kwasniewskiego-bo-w-IV.html
Unsinn nonsens wtorek, 16 maja 2006  http://unsinn.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?69998 

[Kommentare (0) | Permalink]


Freitag, 12. Mai 2006

prezydentura dziwnych kroków: zamiast do Charkowa na polskie groby - do Pawlokomy na ukrainskie; jas fasola, telewizja onet

Von direktion, 20:20

sowa magazine

petak, 12.svi.2006

prezydentura dziwnych kroków: zamiast do Charkowa na polskie groby - do Pawłokomy na ukrainskie; jaś fasola, telewizja onet

Prezydent Kaczyński poleci jeszcze do Charkowa, tam na grobach polskich oficerów zamordowanych w 1940 r. przez  NKWD złoży kwiaty, wygłosi wykład na Uniwersytecie   http://wiadomosci.onet.pl/19719,film.rd
 
PETR DAVID JOSEK AP
Prezydent i premier
na miejscu katastrofy
- prezydent w kasku,
 premier z boku
 
1  marca 2006 r. Lech Kaczyński przerwał wizytę na Ukrainie, nie poleciał do Charkowa na groby polskich oficerów pomordowanych w 1940 r. przez żydokomunistyczną NKWD.
 
Prezydent Kaczynski miał wyglosić na uniwersytecie w Charkowie wyklad na temat: Idee Solidarnosci w zjednoczonej Europie. Kwiaty, ktore miał zlozyć na na grobach polskich oficerow, miały być bialo-czerwone. 
read more by kulturzentrum@gazeta.pl on 2006-03-01

w maju 2006 r. prezydent Lech Kaczyński przyjechał do Pawłokomy

O Pawłokomie - jednej wsi wiedzieć - będzie świat cały, bo zadbają o to liczne postounowskie, postbanderowskie elementy, zasobne pieniędzmi zrabowanymi od żydowskich i polskich ofiar, i darami nacjonalistycznej emigracji z Kanady, USA, Wielkiej Brytanii... Będzie tak jak po Jedwabnem. Polacy znowu wyjdą z tych „obchodów” mniej lub bardziej pokaleczeni, i skłonni do nowych ustępstw. Jakich? Czas pokaże... Rachunek prawdopodobnie już czeka.

 O tym, że może trwa walka o „nowe polskie kresy” nie pomyśli na pewno przy tej okazji nikt i o to wszak nacjonalistom ukraińskim chodzi.

17:47, kulturzentrum , Powłokoma
Link

http://donbas.blox.pl/html//1310721,262146,21.html?195307

http://sowa.mojblog.com/permalink.aspx?id=60001

nowe Jedwabne dla polakożerców - Pawłokoma 2006

Postanowiłam, po wielu miesiącach przerwy, zabrać głos, tym razem sprowokowana informacją o przygotowywanych obchodach mordu dokonanego w Pawłokomie, we wsi leżącej w powiecie brzozowskim, czyli na terenie dzisiejszej Polski.
Kierowana nie tyle samym pomysłem organizatorów, uczynienia z tej jednostkowej, acz niewątpliwie hańbiącej nasz polski honor tragedii, szumnych obchodów międzypaństwowych, ale obawą, że fakt ten zostanie przez media po raz kolejny zmanipulowany i wykorzystany; obwołany... nowym Jedwabnem.
Same osoby informujące o zbliżających się obchodach nie wzbudziły mojego zaufania. Pan Tyma – znany „polakożerca” ze Związku Ukraińców w Polsce- organizacji probanderowskiej i proupowskiej do bólu, i znany ze swego specyficznie stronniczego podchodzenia do dziejów stosunków polsko-ukraińskich po wojnie - ulubiony historyk „Gazety Wyborczej”-  Grzegorz Motyka. Zrodziła się pierwsza wątpliwość. Dlaczego nie ma wśród nich, ani jednego obiektywnego polskiego badacza ? To pytanie retoryczne. Jest przecież takich osób w Polsce co najmniej kilka – na czele z dr. Zdzisławem Koniecznym, historykiem z Przemyśla, autorem książki pt. „Był taki czas- u źródeł  akcji odwetowej w Pawłokomie”, Przemyśl 2005, czy pracownikami rzeszowskiego IPN.

 

19:55, kulturzentrum , Pawłokoma
Link
Co wydarzyło się w Pawłokomie?

Stała się rzecz bardzo zła i tragiczna -  w marcu 1945 roku, kiedy wojna się już praktycznie kończyła, polski postakowski oddział partyzancki (Armia Krajowa w tym czasie już nie istniała, bo została rozwiązana) wraz z mężczyznami z okolicznych wsi, w akcie zemsty za uprowadzenia i mordy na Polakach, dokonał „akcji odwetowej” na ukraińskich mieszkańcach tej wsi. Akcja, jedna z niewielu tego typu, jednak obciąża nasze polskie, chrześcijańskie sumienie – które nakazuje uderzonemu nadstawić drugi policzek. Doszło do zbrodni, którą każdy z Polaków może osądzić tylko w jeden sposób – potępić sprawców.

Ale rodzą się kolejne pytania. Podstawowe - dlaczego właśnie Pawłokoma? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć. Opierać się będę na bardzo dobrze udokumentowanej pracy Zdzisława Koniecznego, którego książkę (z dokumentacją i aparatem naukowym) polecam przeczytać w całości.
 Autor ustalił, że źródła antagonizmu narodowościowego na tym terenie sięgały bardzo głęboko, bo jeszcze końca I wojny światowej. W tym czasie, szczególnie po wojnie polsko-ukraińskiej, wzrosła gwałtownie świadomość odrębności narodowej żyjących obok Polaków Rusinów- Ukraińców. Nielegalne organizacje UWO (konspiracyjna Ukraińska Wojskowa Organizacja), a potem OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) latami budowały  nastroje negatywizmu i nieakceptowania państwa polskiego. Na terenach etnicznie mieszanych, a przede wszystkim w Małopolsce Wschodniej, posługiwały się terrorem (zamachy mordercze, napady, pobicia, skierowane przeciw administracji polskiej i Polakom). Niestety, owej wywrotowej działalności sekundowała duża część greckokatolickiego kleru.
Polska była dla nich krajem niechcianym. Mimo przegranej wojny i pozostawania większości terytorium pod sowiecką okrutną władzą, postępowanie Ukraińców wobec naszego państwa było bezkompromisowe. Chcieli dostać polskie województwa wschodnie na własność z prostej przyczyny- uważali że one do nich należą i już !
W obręb terytorialnej idei „Wielkiej Ukrainy” (do dziś nacjonaliści z jej budowania nie zrezygnowali i uważają to tylko za kwestię czasu) wchodziły i wchodzą następujące polskie ziemie: przedwojenne województwa: wołyńskie, stanisławowskie, tarnopolskie, lwowskie, a z powojennych, tak zwane Nadsanie i Łemkowszczyzna, obejmujące dzisiejsze powiaty: ustrzycki, leski, sanocki, jasielski, brzozowski, przemyski, jarosławski, leżajski, lubaczowski, łańcucki aż po Rzeszów, krośnieński, gorlicki, nowosądecki oraz tzw. Chełmszczyznę, czyli obecne powiaty: hrubieszowski, tomaszowski, włodawski, zamojski, bialskopodlaski, biłgorajski i chełmski.
Od początku nacjonaliści ukraińscy w walce o swoje państwo i o jak najszybszą destrukcję państwa polskiego korzystali z pomocy wrogów Polski, w szczególności Niemiec. Po dojściu do władzy Hitlera proces ten  bardzo się nasilił. W roku 1939, mimo oficjalnych deklaracji, ludność ukraińska dopuściła się tysięcy mordów na walczących na dwa fronty żołnierzach polskich i witała Niemców bramami triumfalnymi. Nota bene, właśnie otrzymałam z Kijowa wydany w roku 2005 zbiór dokumentów dotyczących współpracy nacjonalistów ukraińskich z hitlerowskimi Niemcami pod znamiennym tytułem „Dokumenty izobliczajut”. Warto, by pochylili się nad nimi nasi badacze, bo to dokumenty ukraińskich archiwów, dla nas praktycznie niedostępne, ale jak na razie o ich wykorzystywaniu  cicho...
Ukraińcy za swoją postawę zostali przez Niemców nagrodzeni- dostali faktyczny zarząd nad tymi  powiatami Generalnego Gubernatorstwa, do których rościli sobie pretensje. Położenie Polaków pogorszył dodatkowo fakt, że w powiatach tych,  i aż po Kraków, osiedliły się dziesiątki tysięcy zaprawionych w bojach z Polakami nacjonalistów ukraińskich zbiegłych pod niemieckie skrzydła z zajętych przez Sowiety województw wschodnich. Tu, w naszym dumnym  Krakowie, grasował bezkarnie zbiegły z więzienia za zamach na ministra Bronisława Pierackiego, zbrodniarz Bandera – i urządzał sobie weseliska. Tu, w politycznych – intelektualnych ukraińskich gremiach opracowywano szczegółowe plany pozbycia się Polaków z Kresów. Najwygodniejszą i najmniej kłopotliwą metodą miało być załatwienie „polskiego problemu” rękami okupantów. Udało się, choć nie do końca, na przykład na ukraińskie prośby o wsadzenie Polaków do gett Niemcy powiedzieli – nie. Dlatego w roku 1943, kiedy losy wojny zaczęły kręcić się w przeciwnym kierunku i akcje niemieckie zaczęły topnieć- „wzięli sprawy” we własne ręce. Przypominam sobie słowa zagrzewających ich do boju piosenek:

 „Lachiw rizaty UPA jde,
  Bandery duch UPA wede,
  Na wrazyj Krakiw i Warszawu... 

czy :

„Zdobywaj, zdobywajmy sławę!
Wykosimy wszystkich Lachów po Warszawę...
Ukraiński narodzie.
Zdobywaj, zdobywajmy siłę!
Zarżniemy wszystkich Lachów do mogiły...
Ukraiński narodzie...

W miarę upływu wojennych lat, stosunki narodowościowe we wspomnianych powiatach południowo- wschodnich ulegały dalszemu pogorszeniu. Władzę lokalną oddano  Ukraińcom i ukraińskiej policji, do której w pierwszej kolejności trafili skrajni nacjonaliści z OUN właśnie... Na efekty nie trzeba była czekać: największe kontyngenty dawać musieli Polacy, ich w pierwszej kolejności wywożono na roboty do Rzeszy (a w strefie sowieckiej na zsyłki-deportacje), oni narażeni byli na stałe denucjacje ukraińskich sąsiadów i karne pacyfikacje. Były to bardzo skuteczne metody wyniszczania żywiołu polskiego.
 Etap drugi, trwający od roku 1943, to okres klasycznego ludobójstwa pozostałych mniejszości- według zasady: „jeden zabity Polak to jeden metr wolnej Ukrainy”. Nie wszystkich można było jednak zabić- więc resztę wypędzał strach przed nieludzkim okrucieństwem sąsiadów. Wypędzenie Polaków z Kresów usankcjonowano w końcu traktatami międzynarodowymi – używając oficjalnie skandalicznej nazwy „repatriacja” dla wyrzucania ludzi ze swojej własnej ojczyzny.

Ale wróćmy do Pawłokomy. Jak na tle owych zdarzeń wyglądała ta wieś? Książka Koniecznego dostarcza nam danych i statystyk.
Wieś była mieszana, ale większość mieszkańców stanowili Rusini- Ukraińcy, co decydowało o jej charakterze. Była tam cerkiew greckokatolicka, ukraińska kooperatywa, sklep i czytelnia „Proświty” . Były też małżeństwa mieszane. Walka o dusze prowadzona była głównie przez grekokatolików, posiadających dość ważki argument- finansowy –ukraiński sklep i kooperatywę (spółdzielnię), w której Polacy przechodzący na grekokatolicyzm mogli kupować towary znacznie taniej, niż reszta.  Początki konfliktu ukraińsko-polskiego zarysowały się wyraźnie z chwilą parcelacji majątku A. Skrzyńskiego, po zakończeniu I wojny światowej. Wtedy to większość ziemi poszła w ręce polskich chłopów, wywołując zawiść u ukraińskich mieszkańców Pawłokomy. Problemem rzutującym na przyszłość, był też udział ukraińskich  mieszkańców tej wsi w walkach polsko-ukraińskich lat 1918-19 i trwałe związanie ich uczestników po wojnie z konspiracyjną organizacją wojskową UWO, a następnie OUN. W latach II Rzeczypospolitej nastąpił  wzrost świadomości narodowej nie tylko Ukraińców, ale i Polaków. Ci ostatni założyli we wsi świetlicę „Strzelca”, która siłą rzeczy stała się konkurencją dla jedynej dotychczas „Proświty”. Sprawę pogarszała jeszcze postawa tamtejszego gr.-kat. księdza, znanego ze swej antypolskiej postawy i sympatii do OUN oraz nauczyciela ukraińskiego Mikołaja Lewickiego.
Tuż po powstaniu OUN Polacy w Pawłokomie i okolicznych wioskach po raz pierwszy mogli usłyszeć o czekającej ich przyszłości z rozpowszechnianych uchwał kongresu OUN. Pisano w nich o usunięciu wszystkich obcych z „ukraińskich ziem” w czasie narodowej rewolucji. Pojawiły się też złowróżbne hasła: „Lachy za San” i pierwsze groźby wymordowania. W Pawłokomie w czytelni „Proświty” urządzono obchody na cześć Biłasa i Daniłyszyna zamachowców złapanych i straconych za okrutny mord na  Tadeuszu Hołówce- znanym polskim polityku i pośle (jak na ironię, gorącym rzeczniku ustępstw wobec mniejszości). Miało to jednak swoja cenę- władze zawiesiły działalność „Proświty” w Pawłokomie. Nie zmniejszyło to oczywiście działań OUN we wsi. Nadal śpiewano antypolskie, wyszydzające państwo i Polaków pieśni, w których wzywano ich do wyniesienia się za San, bo „tu będzie Ukraina”. Po jakimś czasie i tych prowodyrów aresztowano, ale stosunków to nie poprawiło. Konflikt narastał, ale za Polakami stała jeszcze powaga i władza własnego państwa.
Nadzieje ukraińskie na powstanie na Rusi Zakarpackiej Autonomicznej Ukrainy Zakarpackiej, zalążka przyszłej Ukrainy budowanej przy pomocy hitlerowskich Niemiec, spotkały się w Pawłokomie z żywym oddźwiękiem. Elektryzujące informacje przywozili do wsi ukraińscy chłopcy, pobierający naukę w wybitnie nacjonalistycznie nastrojonym ukraińskim gimnazjum państwowym. Zbliżająca się wojna uświadomiła Polakom grozę sytuacji. Jej wybuch, a szczególnie klęska wrześniowa, rozbudziły w Ukraińcach wielkie nadzieje na „samostijność”- znienawidzone państwo polskie przestawało istnieć.
Ukraińcy z Pawłokomy zaczęli wysługiwać się Niemcom. Przede wszystkim poinformowali niemieckie władze wojskowe i cywilne o tym, że polscy sąsiedzi udzielili pomocy i dali odzież zbiegłym z niewoli polskim żołnierzom, donieśli, i to imiennie, kto z Polaków ostrzeliwał żołnierzy niemieckich w chwili ich wkraczania do wsi. Zrobił to z własnej woli ukraiński nauczyciel – Lewicki- wspomniany już zażarty nacjonalista. Z dwunastu zadenuncjowanych osób Niemcy aresztowali 5, bo reszta zdołała się ukryć. Życie uratował im prawdopodobnie Austriak, który jeszcze z wojska austriackiego znał jednego z zatrzymanych i doprowadził do ich zwolnienia. Nie zmienia to jednak faktu, że ich życie wisiało na włosku.
  Tymczasem w wyniku ustalenia nowej granicy niemiecko-sowieckiej, Pawłokoma znalazła się w strefie sowieckiej. Słynny Lewicki i liczni nacjonaliści z okolicy wycofali się z Niemcami i rozpoczęli z nimi ścisłą współpracę. 10 lutego 1940 wywieziono z Pawłokomy 40 osób w głąb ZSRR. Z relacji mieszkańców wynika, że inspiratorami wywózek byli Ukraińcy. Oni też zagarnęli domy, sprzęty i cały pozostawiony dobytek sąsiadów. Łagry przeżyło jedynie 10 osób. Denucjacje i prowokacje trwały przez całą okupację sowiecką (1939-1941). Między innymi nacjonaliści ukraińscy podrzucali starą broń do polskich gospodarstw, a potem informowali władze sowieckie o jej posiadaniu przez Polaków. Na skutek rewizji dochodziło do licznych aresztowań.
Wybuch wojny niemiecko - sowieckiej spowodował kolejną zmianę okupacji. Do Pawłokomy wrócił Lewicki i od razu przystąpił do organizowania młodzieży ukraińskiej w miejscowej „Proświcie”, do jej szkolenia wojskowego. Szykanowanie Polaków narastało. Wypasano bydło na polach Polaków, co powodowało znaczne szkody, rozpoczęły się groźby, że wkrótce „budem rizaty Lachiw”. Okupant niemiecki wyraźnie faworyzował Ukraińców; dawano im inne, „lepsze” kennkarty, dawano zezwolenia na prowadzenie działalności. Do szkół wprowadzono język ukraiński, dawano pracę w administracji okupacyjnej. Młodzi Ukraińcy z Pawłokomy zgłaszali się na ochotnika do SS- Galizien- z kilkunastu chętnych przyjęto 10.  Najprawdopodobniej na skutek denucjacji i prowokacji gestapo aresztowało 3 marca 1943 roku kolejnych Polaków, którzy zostali wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Podobnie, po aresztowaniu, w obozie oświęcimskim zginęła sympatyzująca z Polakami, Ukrainka  Anna Szpak. Został też zastrzelony przez policję ukraińską i gestapo Polak, Józef Michalik.
W roku 1943 i na początku 1944, na terenie wsi pojawili się pierwszy uciekinierzy, opowiadający straszne rzeczy o trwających od miesięcy mordach OUN-UPA na ludności polskiej. O wbijaniu dzieci na sztachety i niepojętych rozumem torturach. Opowieści te wywołały przygnębienie i lęk u Polaków, mających w pamięci pogróżki sąsiadów. Co do ścisłej współpracy OUN i UPA z Pawłokomy z Niemcami, nikt nie mógł mieć najmniejszych wątpliwości. Członkowie tych struktur pracowali w organizacjach ukraińskich w Dynowie, współpracowali z posterunkiem policji ukraińskiej w Jaworniku Ruskim, stanowiącym zresztą placówkę szkolącą młodzież ukraińską dla potrzeb UPA i organizowanych przez OUN po wsiach Samoobronnych Kuszowych Widiłów .
Prawdopodobnie jeszcze od czasów okupacji sowieckiej, działało na tym terenie polskie podziemie akowskie. Z początkiem 1944 roku pluton AK liczył w Pawłokomie 12 osób. Kolaboracja z okupantem prowadziła do wydawania wyroków przez sądy Polskiego Państwa Podziemnego, na najaktywniejszych działaczy nacjonalistycznych. Na mocy takiego wyroku zastrzelono Lewickiego i 3 inne osoby, co miało być ostrzeżeniem przed dalszą współpracą i szkodzeniem narodowi polskiemu. Kolaboracja trwała jednak dalej, a jedynie ją bardziej ukrywano.
Nastroje antyukraińskie wśród Polaków ponownie wzrosły, kiedy 21 IV 1944 policja ukraińska aresztowała dwóch członków AK oraz kilka innych osób. O wszystkie te nieszczęścia obwiniano Ukraińców i ich zamiłowanie do wydawania okupantom polskich sąsiadów. Próba odbicia aresztowanych zakończyła się niepowodzeniem, a nieszczęście spadło na sąsiednią polską wieś, Dylągową, gdzie ukraińska policja zabiła jedną osobę, drugą uprowadziła i słuch o niej zaginął, więc prawdopodobnie też została zgładzona. W czasie poszukiwania broni we wsi ludność polska traktowana była przez nacjonalistów ukraińskich okrutnie i poniżająco, bita pałami drewnianymi i kolbami karabinów.
Wkroczenie armii sowieckiej poprzedzone było akcją „Burza” prowadzoną przez AK, stanowiącą w powiecie brzozowskim znaczną siłę. Co z tego- AK wkrótce zaczęła być straszliwie prześladowana przez nowe władze, zaś Ukraińcy starą metodą ułożyli sobie doskonałe stosunki z komendantami sowieckimi i na nowo rozpoczęli donoszenie na Polaków, szczególnie wskazując sowietom, gdzie ukrywają się polskie oddziały podziemne. Spowodowało to kolejne liczne aresztowania.
Przez pewien okres stacjonowała w Pawłokomie sowiecka jednostka wojskowa, dzięki czemu ustały większe ekscesy. Jednak w powiecie nadal funkcjonowały struktury OUN i przybudówki –UPA - Służby Bezpeky i SKW. Tuż przed wkroczeniem Rosjan doszło w okolicy Pawlokomy do mordowania księży rzymsko- katolickich przez bojówki OUN. Mord na lubianych i szanowanych proboszczach wywołał skrajne oburzenie. W listopadzie i grudniu 1944 miały miejsce mordy na Polakach w wioskach leżących niedaleko od Pawłokomy, m.in. w Jabłonicy Ruskiej, Obarzynie, Porębach, Siedliskach, Harcie, Uluczu, Bachowie, Piątkowej, Kotowie, Żohatynie, Sufczynie, Jaworniku. Niektóre z tych zbrodni popełniano w sposób okrutny. W Siedliskach uprowadzono Stanisława Sycza z żoną i trojgiem dzieci, którym połamano ręce, wydłubano oczy i dopiero zamordowano. W Porębach 18 letniego Feliksa Śliwaka zamęczono w podobny sposób i wrzucono zwłoki do rzeki. Wiadomości o tych bestialstwach rozchodziły się wśród ludności polskiej, a ofensywa styczniowa i odejście Rosjan ponownie pogorszyło jej położenie. Mordy na Polakach nie ustawały: w Siedliskach, Wólce, Bartkówce, Kotowie, Borownicy, Brzeżawie, Sielnicy, Żohatynie i szczególnie bestialskie zabicie nauczycielskiej rodziny Sugierów w Sufczynie . Niedługo potem zamordowano przez wrzucenie do studni dwie polskie rodziny w Jaworniku Ruskim. Rozchodziły się pogłoski, że na tym nie koniec, a mordy i grabieże będą trwały dotąd, aż jak głosiły hasła OUN – „tu będzie Ukraina”.

17:57, kulturzentrum , Pawłokoma
Link

Po wyjściu Rosjan do wsi wkroczył  oddział UPA w liczbie ok. 60 osób. Uprowadził on ze wsi  dwóch Polaków z Dynowa:  Gerulę i Gąseckiego (który przywiózł mąkę na wesele z panną Trojanówną z Pawłokomy) oraz polskich mieszkańców Pawłokomy: Radonia (sołtysa), Wilka, Diablika, Trojana (ojca panny młodej), Banasia oraz Ukrainkę sympatyzującą z Polakami- 20 letnią Kasię Kosztowską. Zatrzymanych wiązali Ukraińcy z Pawłokomy na oczach sąsiadów. Oddział poprowadził ich w stronę Jawornika Ruskiego... i słuch o nich zaginął. To prawie w 100% oznaczało mord dokonany w okolicznych lasach. Rodziny, a szczególnie matki młodych uprowadzonych ludzi na próżno błagały o jakąkolwiek informację greckokatolickiego księdza i ukraińskich sąsiadów-  już li tylko w celu sprawienia im chrześcijańskiego pochówku. Rozwiesiły nawet na budynku „Proświty” apel o wskazanie miejsca gdzie  zakopano ich zwłoki- wszystko na próżno.
Nic też nie dało aresztowanie i przesłuchanie 11 Ukraińców z Pawłokomy. Tymczasem w Dynowie Polacy na burzliwych zebraniach wspominali całe litanie krzywd zaznanych przez lata od Ukraińców z Pawłokomy. Niemal równocześnie, nadeszła wieść, że Ukraińcy planują następne pogromy. Nastroje paniczne potęgowała groza opowieści osiadłych w tych stronach uciekinierów z województw wschodnich, którzy uszli z życiem spod ukraińskiego noża i siekiery, zostawiając za sobą pomordowane rodziny i cały dorobek życia. Uchodźcy ci przyjmowali ze skrajnym oburzeniem odmowy wyjazdu Ukraińców  z obecnego terytorium Polskiego do ZSRR, mając niejaka nadzieję, ze za ich zabrane i spalone przez banderowców mienie dostaną wreszcie szansę normalnego życia w ich opuszczonych chałupach. W panującej psychozie polscy mieszkańcy Pawłokomy postanowili z obawy o życie uciec, ze wsi pozostawiając  swój dobytek na pastwę losu.
Wtedy już prawdopodobnie w gremiach polskiej postakowskiej partyzantki (przypominam, AK była już oficjalnie rozwiązana) zapadła decyzja o akcji odwetowej w Pawłokomie.
W Pawłokonie zamieszkiwało 570 Ukraińców. Pacyfikacja dokonana przez oddział „Wacława” (lwowiaka) i ludzi z okolicznych wsi w dniach 1 i 2 marca 1945 zdaniem Ukraińców dotknęła (co zostało zapisane na pomniku, 365 osób, i przy tej liczbie upiera się Grzegorz Motyka) jest zdaniem Koniecznego liczbą grubo zawyżoną. Nie dokonano dotąd – nie zabiegała o to zresztą z wiadomych przyczyn strona ukraińska- ekshumacji w miejscach straceń, które wyjaśniłyby tę sprawę do końca. Według większości świadków, zabitych nie było więcej jak 150 osób, a zawyżanie liczby ofiar ma na celu wyłącznie zmniejszenie poczucia winy Ukraińców za masowe ludobójstwo dokonane na Kresach. Zresztą wielu Ukraińców, wiedząc o przygotowywanej akcji uciekło ze wsi.
Polacy w Pawłokomie wiedzieli, że w wiosce jest wielu ukraińskich nacjonalistów związanych z OUN, członków SKW i SB- OUN. Ich przynależności do najbardziej brutalnych jednostek specjalnych, ze względu na ścisłą konspirację, mogli się tylko domyślać. Badacze ustalili, że osób należących do OUN- UPA było co najmniej 50. Wiadomo, że wielu innych , nie ujętych w wykazach upowców, uciekło ze wsi; niektórzy przedostali się na zachód i często pod zmienionymi nazwiskami, lub wręcz na papierach zrabowanych swym ofiarom wiodą na zachodzie Polski od lat ustabilizowane i spokojne życie. Dzisiaj ich dzieci i wnuki dają o sobie znać, po przejściu „patriotycznej edukacji” w ukraińskich szkołach, w antypolskich wystąpieniach i działaniach.

Kilka podstawowych faktów z przebiegu pacyfikacji: (szczegóły znaleźć można we wspomnianej  książce):
Pozostałym we wsi Ukraińcom kazano zgromadzić się w cerkwi. Następnie wypuszczono kobiety i dzieci i kazano iść za Zbrucz. Grupa ta udała się w kierunku Siedlisk, następnie Ulucza i Jawornika. W Gdyczynie oddział „Wacława” przekazał UPA 37 kobiet z dziećmi. Była jeszcze grupa druga, nie wiadomo jak liczna, którą skierowano do Birczy.
Zalecenia polskiego podziemia były jasne: kobiet i dzieci zabijać nie wolno. Nie mogą też ucierpieć osoby niewinne. Niestety wiele wskazuje, że rozkazu nie przestrzegano do końca i wśród zabitych znalazły się i kobiety, i dzieci, choć w niewielkiej liczbie. Atmosferę podgrzało odnalezienie dużych ilości broni w cerkwi i na plebanii, a także odgłos  wybuchów, jakie miały miejsce w pożarach ukraińskich domów, co świadczyło o  składowaniu tam amunicji i granatów.
Mężczyzn poddano przesłuchaniu – na okoliczność uprowadzenia Polaków i pytano gdzie są ich ciała.  Kiedy nie uzyskano odpowiedzi wyprowadzono ich grupami  na cmentarz i rozstrzelano. W ten sposób zakończyła życie większość ofiar.
Po pacyfikacji kobiety ukraińskie z dziećmi udały się na skargę nie do władz polskich, ale do komendanta sowieckiego, do Sanoka. W połowie kwietnia wysłał on do Dynowa oddział NKWD, który aresztował 282 Polaków. 82 z nich skazano na więzienie i wywieziono do ZSRR. W lipcu wrócili jednak do domów jednym z transportów. Władze polskie aresztowały kilka osób i skazały na wyroki 5-6 lat więzienia, ale częściowo objęła je amnestia. Co ciekawe, władza ludowa wszelkimi sposobami szkalująca przejawy walki podziemnej i zawyżająca m.in. straty w swych dokumentach, tu nie wykazała się zbytnią surowością- a może po prostu po przeprowadzeniu śledztw wiedziała jakie były przyczyny i rzeczywista liczba ofiar ?
 Po pacyfikacji Pawłokomy większość polskich mieszkańców przebywała poza nią w obawie przed napadami UPA, które bynajmniej nie ustawały. Zabito kolejnych Polaków w Uluczu, Jabłonnicy Ruskiej. W Borowicy 20 IV 1945 roku UPA wymordowała 60 Polaków w tym kobiety i dzieci. Mimo od lat powtarzanych w książkach dr. Motyki tezach o współpracy i porozumieniach UPA z postakowskimi partyzantami, miało to miejsce tylko w sporadycznych  wypadkach. Takiemu stawianiu sprawy przeczą fakty nieustających ataków UPA na Polaków i polskie wioski. Od maja do końca czerwca 1945 popełniono następujące mordy: Roztoka 2 osoby (w tym jednotygodniowe dziecko), Brzeżawa- 18 os., Lipa –15 os., w Barycz – 1 os., Wola Krzywiecka - 1 os., w Bachów – 2 os., Duńkowiczki - 1 repatriantka, Malawa - 5 os., Brzuska – 1 os., Ruska Wieś – 1 os., Polhowa - 2 os., Batycze  – 3 os., Iskań -3 os. Wtedy to ze strachu przed UPA większość polskich mieszkańców wsi  uciekła z wiosek na lewym brzegu Sanu.
W nocy 4-5 października 1945 skoncentrowane siły UPA dokonały równoległego napadu na wsie; Bartkówka- Dylągowa- Sielnica. Zamordowano 9 mężczyzn i 2 kobiety (nie są to dane pełne), a wsie spalono. Był to ukraiński odwet za pacyfikację Pawłokomy.

W dniu 12 II 1946 UPA uprowadziła z Pawłokomy 13 osób – puszczono jedynie rodzinę Fedzugów, bo donosiła Ukraińcom, i jednego mężczyznę, który powiedział oprawcom, że jego ojciec jest Ukraińcem i to uratowało mu życie. W świetle jego relacji, uprowadzonych bito, krojono ich ciała nożami i sypano w nie sól, a po torturach zgładzono. W czasie następnego napadu został zastrzelony Ludwik Potoczny, a dwoje uciekających przed UPA dzieci utopiło się w Sanie.

Pacyfikacja Pawłokomy nie oznaczała jeszcze opuszczenia jej przez wszystkich pozostałych przy życiu ukraińskich mieszkańców, wsi, gdyż podczas akcji „Wisła” w 1947 roku przesiedlono na ziemie zachodnie dalszych 5 rodzin – 13 osób, a także tych którzy opuścili wieś a potem do niej wrócili. To, że mogli mieszkać po pacyfikacji z jej polskimi mieszkańcami ma swoją wymowę. Podobnie jak ukrywanie przez Polaków 3 byłych członków UPA pochodzących z Pawłokomy. Obecni mieszkańcy Pawłokomy pamiętający te czasy twierdzą, że w czasie akcji zastrzelono nacjonalistów ukraińskich i popierających ich Ukraińców, którzy skrajnie wrogo nastawieni byli do Polaków i działali nieustannie na ich szkodę, sami, lub współpracując z kolejnymi okupantami Polski.
Reszta jest milczeniem.

 W tym dramacie naprawdę nie chodzi o przepraszanie. Ważne jest tylko potępienie przez nas tego czynu- odwetu czy nie- nieważne. Przyznanie, że metody takie, choć skuteczne, jak wykazał przykład ukraiński, są absolutnie niedopuszczalne. I tak chyba myśli całe nasze społeczeństwo. Tak zachowuje się naród psychicznie zdrowy. Polacy, mimo świadomości złożonych przyczyn nieszczęścia, jego wyjątkowości, nie mają  żadnych wątpliwości, że mordownie ludności cywilnej jest złem i musi być napiętnowane. Nikt u nas na szczęście nie wpadnie na tak obłąkany pomysł, by sprawców i inspiratorów mordów nazywać bohaterami, stawiać im pomniki i panteony chwały i gloryfikować w szkolnych podręcznikach. I to jest podstawowa różnica między naszym i ukraińskim społeczeństwem. Bo zło jest złem, po prostu, i żaden najbardziej chwalebny cel nie usprawiedliwi tak drastycznych środków.

tekst nt. Pawłokomy z listy pluk@klub.org.pl

[Kommentare (0) | Permalink]


Kostenloses Blog bei Beeplog.de

Die auf Weblogs sichtbaren Daten und Inhalte stammen von
Privatpersonen. Beepworld ist hierfür nicht verantwortlich.