Du befindest dich in der Kategorie: Art - Literatur - Kultur
Dr. Marek Glogoczowski: Po co Polakom dzisiaj jakis Zwiazek Zawodowy Literatów?
I.A. Szamir i M.G. nad potokiem Bystrym w Tatrach;
Sytuacja „robiącego dobrze” pisarza dzisiaj
dr Marek Głogoczowski
11 lipca br. w uroczym ogródku „Café Piano” w Zakopanem, odbyło się zebranie liczącej pięć osób Grupy Inicjatywnej projektowanego Oddziału Małopolskiego Związku Literatów Polskich. Spotkanie to zaszczycił, przebywający z wizytą w naszym kraju, prawosławny pisarz z Jaffy, Izrael Adam Szamir. który w swych „antysystemowych” książkach (Flowers of Galilee, oraz PaRDeS – tę ostatnią staramy się wydać w Polsce), głosi idee otwarcie wrogiego (pan)syjonizmowi alterglobalizmu. W jego koncepcji ten pożądany, sprawiedliwszy od obecnego, ustrój świata polegałby na egzotycznym dla Polaków sojuszu „antymamonistycznego” prawosławia z islamem.
W trakcie rozmowy z naszym gościem – prowadzonej, jak przystało na alterglobalistów, w języku rosyjskim – na temat sytuacji pisarzy w krajach byłej demokracji ludowej, dowiedzieliśmy się, iż w Rosji, w środowiskach literackich mówi się, iż „Za sowietskoj własti było sto tysięcy zawodowych pisarzy, zaś obecnie Rosja ma zawodowych pisarzy tylko dwóch, takich którzy dobrze robią minetę”. Ta uwaga wzbudziła wesołość doświadczonych życiem krakowsko-zakopiańskich literatów, jako iż bez zbędnych słów wszyscy się domyśliliśmy, kto jest tym „Niewidzialnym Panem” Rosji, któremu to „Panu” pisarze, chcący dobrze przystosować się do otrzymanej wolności, „robią dobrze”.
Powyższe zdanie gościa z „walczącego o swój byt” Izraela mogłoby być mottem dla mej wypowiedzi na temat przyczyn, dla których w Małopolsce próbuje się powołać już drugi „niezależny” Oddział, tracącego coraz bardziej swą rację bytu, ZLP. Otóż podobne do tego w Krakowie „rozdwojenie” naszego Związku Literatów nastąpiło w ciągu ostatniego roku także w Poznaniu oraz w Łodzi, co jest rodzajem signum temporis obecnego okresu, kiedy to wszystkie oddziedziczone po PRL struktury uznane zostały za prawie przestępcze – co dotyczy oczywiście także powstałego w okresie stalinizmu Związku Literatów (1). „Gwoździem do trumny” Oddziału Krakowskiego było publiczne wystąpienie, już prawie dwa lata temu, prezesa Konrada Strzelewicza z protestem przeciw pochowaniu, w kościele oo. Paulinów na Skałce, zmarłego podówczas Czesława Miłosza, jednego z czterech polskich „noblistów” w zakresie literatury.
Otóż ja w roku 1970 miałem możność chodzić na wykłady w zakresie literatury słowiańskiej, prowadzone na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, przez naszego przyszłego noblistę. Wtedy to nie „czułem” w ogóle jego anty-polskich uprzedzeń. Natomiast Miłosz zawsze podkreślał (także w języku angielskim), że nie lubi polskiego „bogoojczyźnianego” katolicyzmu, co zresztą było cechą całej lewicowej formacji jego pokolenia Polaków (w tym i spolonizowanych „Litwinów”, z którymi się on utożsamiał). Z tego powodu i ja złożyłem podpis pod „trefnym” protestem w sprawie umieszczenia prochów Miłosza na Skałce. Co więcej, dopiero bardzo niedawno przejrzałem opublikowaną w 2005 roku książeczkę profesora polonistyki Jana Majdy z Uniwersytetu Jagiellońskiego p.t. „Antypolskie oblicze Czesława Miłosza”, w której znalazłem ciekawe cytaty z książki „Prywatne obowiązki” naszego noblisty. Jeden z tych cytatów rzeczywiście mnie poraził: „POLAK MUSI BYĆ ŚWINIĄ, PONIEWAŻ SIĘ POLAKIEM URODZIŁ” (s. 36). Gdy bowiem zestawimy ten pogląd Czesława Miłosza, z poglądem wychwalanego przez tegoż Miłosza, szwedzkiego myśliciela religijnego Swedeborga, że „TO WIDZISZ KIM JESTEŚ”, to od razu możemy się domyślić, jakiego to gatunku osobnika zgodzili się pochować, w swym kościele na Skałce, bogoojczyźniani księża Paulini...
Według mnie ‘antypolskość’ Miłosza, która według prof. Majdy nasiliła się dopiero po tegoż Miłosza „zdradzie” ideałów PRL w 1951 roku, to był w miarę normalny „odruch przystosowawczy”, konieczny do zrobienia przezeń kariery uniwersyteckiej w USA: kluczem do tej kariery stała się opublikowana wtedy książka „Umysł zniewolony”, traktująca o pozostałych w Polsce Ludowej członkach ZLP. Także i inni pisarze, pragnący „zrobić dobrze” Niewidzialnemu „Panu” USA, postępowali podobnie: były węgiersko-niemiecki komunista, Arthur Koestler wspomina w swej „Autobiografii”, jak szybko CIA rozpropagowała jego paszkwil antykomunistyczny „Ciemność w południe”, która to „chałtura” uczyniła zeń pisarza światowej sławy; dla pisarzy pochodzących z Polski, takimi „przepustkami” do światowego sukcesu stały się książki celowo oczerniające nasz kraj, by przypomnieć tutaj „Malowanego ptaka” Jerzego Kosińskiego czy „Sąsiadów” Tomasza Grossa. (W tej to ostatniej „chałturze historycznej”, mój były kolega z Klubu Wysokogórskiego w Warszawie w 1968 roku, potrafił zmieścić w zwykłej chłopskiej stodole w Jedwabnem aż 1600 Żydów – czyli 16 osób na metr kwadratowy – wraz z czczonym przez nich popiersiem Lenina!)
Bez wątpienia Polska dzisiaj znajduje się pod gigantyczną presją kulturową nie tyle Zjednoczonej Europy, na której terytorium znajduje się kilkadziesiąt baz amerykańskich, ale właśnie wciąż rozpychających się na świecie Stanów Zjednoczonych. Prowadzone od lat 16 programy „prywatyzacyjne” naszego (?) kraju są repliką programów „globalizacji”, jakie zostały przygotowane – i to w detalach – w odpowiednich „kulturotwórczych” instytucjach Waszyngtonu, Bretton Woods, Chicago oraz Londynu. Stąd przecież przyjechał do Polski obecny minister obrony (USA) w Polsce, pan Radek Sikorski, mąż znanej dziennikarki Anne Appelbaum, pracującej dla „Washington Post”. Ta dziennikarka, jako pisarz ewidentnie „robiący dobrze” Niewidzialnemu Władcy Świata, została niedawno wyróżniona nagrodą Pullitzera za książkę odwracającą uwagę czytelników od faktu, że USA dzisiaj to największy „Gułag” naszej planety, z prawie 3 milionową populacją więźniów, stanowiącą czwartą część populacji wszystkich więźniów na całym świecie!
I.A.S. w towarzystwie radnej z Gdańska Elżbiety G. oraz „trefnego” prezesa OK ZLP Konrada Strzelewicza w Cafe Piano w Zakopanem.
I tutaj przechodzę do meritum sprawy. Po co Polakom dzisiaj jakiś Związek Zawodowy Literatów? Czy zadaniem literatury w obecnych czasach jest, jak to miało miejsce przez cały wiek XIX, „rozjaśnianie rzeczywistości” w głowach mieszkańców krajów, do których adresowane jest słowo pisane, czy też dokładnie na odwrót, zadaniem „intelektualistów” dzisiaj stało się zaciemnianie i kamuflaż stanu faktycznego, w którym rozeznanie się, na „zdrowy rozum”, jest banalnie proste.
Otóż na „zdrowy rozum” to myśmy 4 czerwca 1989 roku, masowo głosując na „Solidarność”, po prostu zakończyli autonomiczną historię Polski. Samuel Huntinton, czołowy ideolog amerykańskiego „zderzenia cywilizacji” celnie zauważył, że naród, aby móc egzystować, musi mieć ku temu podstawy ekonomiczne. Polska zaś, poprzez entuzjastyczne zaakceptowanie przez jej „inteligencję” w 1990 roku „Planu Balcerowicza”, przygotowanego przez „tandem” BŚ i MFW, po prostu podcięła sobie ekonomiczne podstawy samodzielnego bytu. Skutki tego „narodowego samobójstwa z miłości do USA” świetnie widać. Młodzież polska, wskutek planowej dezindustrializacji naszego kraju, musi zeń masowo emigrować, moi byli studenci z Pomorskiej Akademii Pedagogicznej zrobili ankietę, z której wynikło, że aż 30 z 40 magistrów geografii, którzy ukończyli studia w 2002 roku, zarabia na życie obecnie – głównie w barach i supermarketach – w Anglii oraz w USA.
Jak się nic nie zmieni, to Polsce – jak i innym krajom Europy Wschodniej – grozi depopulacja podobna do tej jakiej dokonali w połowie wieku XIX Anglicy w kolonizowanej podówczas przez nich Irlandii. Wskutek sztucznego głodu, zorganizowanego na tej celtyckiej, katolickiej wyspie przez „postępowy” Rząd Brytyjski, z 6 milionów mieszkańców pozostało tylko trzy miliony nie znających już języka Irów (Ariów) ludzi, reszta emigrowała „z głodu”, głównie do Stanów Zjednoczonych, gdzie Irlandczycy się zasłużyli jako wojsko likwidujące resztki ludności autochtonicznej USA. Podobny „plan de-polonizacji” został zaakceptowany przez kolejne ekipy rządzące od 1989 roku Polską, zamiast „sztucznego głodu” mamy obecnie „sztuczny brak miejsc pracy” i ludność masowo musi emigrować do „sponsorujących” polskie reformy krajów, głównie zresztą anglosaskich. Zdziesiątkowane (prawie dosłownie) Polskie Wojsko Najemne bierze dziś udział w „rozrzedzaniu” ludności autochtonicznej strategicznego dla geopolityki USA Iraku.
I tutaj moja ostatnia uwaga, jako inicjatora „Małopolskiego Oddziału” ZLP. Na zebraniu Zarządu Głównego ZLP, w którym uczestniczyłem w dniu 19 czerwca w Warszawie, jeden z jego ambitnych – oczywiście w „robieniu dobrze” – wice-prezesów, dr Jacek Kajtoch z Krakowa przedstawił wniosek, by ZLP w żadnym wypadku nie angażował się w politykę. Innymi słowy, by nasz Związek Literatów programowo odwracał głowę od wszystkich istotnych spraw gigantycznego „polis” jakim jest nasza, coraz bardziej zamerykanizowana, Polska. Na całe szczęście ten wniosek, domagający się „samokastracji” pisarzy polskich na żądanie Niewidzialnego Pana Zachodu, nie uzyskał aprobaty członków Zarządu. Wyraźnie zaś „antysystemowa” działalność pisarska naszego kolegi z Jaffy, Izraela Adama Szamira może dla nas być wskazówką, że da się – pomimo żądań „Pana Świata” – iść na przekór dyrektywom globalizacji dzisiaj. Czyli iść na przekór nakazowi „odnarodowienia się narodów” dla „boga”, jakim jest żydo-anglosaska (w swej znakomitej większości) oligarchia finansowa tandemu USA+Izrael, przez pisarza Iana Buckley’a nazwanego w skrócie USrael.
Na zakończenie tego sprawozdania, by podbudować trochę „ducha społecznego” Polaków, pragnąłbym powiadomić ewentualnych czytelników, że w trakcie naszego spotkania dowiedzieliśmy się od Izraela Adama, że sławne kibuce, którymi to socjalistycznymi miejscami pracy Izrael się szczycił przez pierwsze dziesięciolecia swego istnienia, praktycznie już nie istnieją. Do tych „żydowskich kołchozów”, których mieszkańcy żyli na poziomie materialnym porównywalnym z analogicznymi, bardzo bogatymi kolektywnymi gospodarstwami rolnymi w nie istniejącej już Czechosłowacji, przybyli (zapewne z USA) „misjonarze” liberalizmu i przekonali żydowskich naiwnych „kołchoźników”, że żyć się im będzie jeszcze lepiej, jak się sprywatyzują. Dalszy ciąg wyglądał podobnie jak w Polsce przed kilkunastu laty: znakomita większość „kibucników” poszła z torbami, zaś ich co bardziej „przedsiębiorczy” dyrektorzy zostali milionerami. A zatem i Izrael stanął przed rzeczywistością podziału społeczeństwa na super-biednych i na tych, super bogatych. Stanął zatem dokładnie wobec takiej samej sytuacji społecznej jaka, według badań prof. Izabeli Jaruzelskiej z Uniwersytetu Warszawskiego, już kiedyś istniała na tych terenach, w okresie gdy działał tam Jezus z Nazaretu.
(1) O tym przestępczym, w przeszłości, charakterze Oddziału Krakowskiego ZLP może świadczyć fakt, że aż 53 jego członków podpisało się w 1953 roku pod listem aprobującym wyrok śmierci na kilku, kolaborujących z CIA, krakowskich księży. Znamienną jest tutaj sprawa sprawa, że dwojgu dotąd żyjących sygnatariuszom tego haniebnego listu – mianowicie Sławomirowi Mrożkowi i Wisławie Szymborskiej – nadano, już w antykomunistycznej Polsce, honorowe obywatelstwo Miasta Krakowa.
----- Original Message ----- From: Marek Glogoczowski Sent: Saturday, July 15, 2006 11:32 AM Subject: Fw: Sytuacja "robiącego dobrze" pisarza dzisiaj
Die auf Weblogs sichtbaren Daten und Inhalte stammen von
Privatpersonen. Beepworld ist hierfür nicht verantwortlich.




